Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty
Dopłyń do bezpiecznej przystani

Dopłyń do bezpiecznej przystani

Jak bardzo rozszalałym i nieobliczalnym tworem jest życie (mam tu na myśli to życie, które jest raczej czasownikiem, niż rzeczownikiem). Aaah! To trochę jak jazda rollercoasterem - powolutku suniesz sobie w górę, wszystkie twoje zmysły upajają się w widoku kolorowego wesołego miasteczka, które rozpościera się gdzieś w dole. Jedziesz, powolutku, powolutku, bo po co się spieszyć? Zatrzymujesz się. Patrzysz przed siebie. Gdzie są te tory? Nagle wagonik zaczyna pochylać się w dół i ziuuu. Pędzisz przed siebie, miotany przez różne stany emocjonalne, od pięknej ekscytacji po przeraźliwy strach. Jedziesz tą kolejką przez różnego rodzaju pętle i zakręty. Jedziesz, jedziesz i nie możesz się zatrzymać.


Czy nie macie tak czasem w życiu? Tak, że nagle, nie wiadomo skąd nabiera ono prędkości i pędzi, pędzi, gdzieś do przodu? Ja tak mam i to bardzo często. Oj, bardzo.

Może to przez mój charakter lub osobowość. Być może to kwestia studiowania, które ciągle stawia przede mną swoje wymagania (choć chyba czuję się tutaj bardziej tak, jakby te wymagania zostawały we mnie rzucane, i to tak dość mocno). Albo tego, co sprawia, że lubię być w coś zaangażowana.

Tak, czy siak, nie wnikam.

Wiecie, co jest ważne w tym naszym pędzie życia? Bezpieczna przystań. Takie coś, co sprawi, że poczujesz się błogo. Że zamkniesz oczy i całym sobą przeniesiesz się do tych chwil beztroski, gdy wszystko było troszkę łatwiejsze. Dopłyń tam, zacumuj swój okręt i przywitaj się ze swoimi starymi druhami. Miej się dobrze…



Sama mam kilka takich bezpiecznych przystani (wiecie, to jest dobre zabezpieczenie przed zgubieniem się gdzieś na morzach i oceanach!). Często wiążą się one z pozytywnymi wspomnieniami, albo po prostu z tym, że wprawiają mnie w jakiś taki nieopisany, nieco melancholijny błogostan. Kilkoma z nich chciałabym się z wami podzielić. Być może ktoś odnajdzie w nich samego siebie…

  • SŁUCHANIE MUZYKI Z DZIECIŃSTWA - to nie muszą być kawałki wysokiej klasy. To są moje stare radiowe przeboje, muzyka z Simsów i piosenki z High School Musical czy Camp Rock. Gdy ich słucham, mam wrażenie, że przez chwilę mogę zamknąć się w jakiejś takiej bezpiecznej bańce. Jakby ktoś szeptał za pomocą tych prostych melodii i słów - będzie dobrze!

  • RYSOWANIE - a raczej bazgranie, to coś, co po prostu zawsze przynosiło mi ogromną radość. Nie ważne, czy miałam 3 lata i kolorowałam Małego Księcia, bo nie podobało mi się, że obrazki w nim są czarno - białe, czy jako 9-latka projektowałam ubrania dla wymyślonych modelek, czy może jako licealistka marzyłam gdzieś w głębi, że kiedyś zostanę grafikiem, że stworzę film animowany czy zilustruję książkę dla dzieci. Czysta radość.

  • SPACER - połączony z obserwacją wszystkiego, co dookoła. Ten moment gdy idziesz bez celu. Idziesz i masz czas pobyć sam ze sobą i ze światem, który cię otacza. Już na samą jego myśl mam ciarki, uwielbiam spacery. Mają w sobie coś z mistycyzmu.

  • DOBRY FILM / KSIĄŻKA - taki, który już trochę znam. Bo tu nie do końca chodzi o fabułę. Tutaj chodzi o coś, co jest ukryte głębiej. O świat, w którym to wszystko jest zanurzone. O bohaterów, z którymi być może kiedyś nawiązaliśmy pewne bliższe relacje… Dla mnie to zawsze będzie "Ania z Zielonego Wzgórza". Zawsze.

Lista takich "Bezpiecznych Przystani" mogła by się ciągnąć i ciągnąć, w nieskończoność… Ale nie będę was już męczyć ścianą tekstu na blogu. Zamiast tego zapytam Ciebie - co jest Twoją bezpieczną przystanią? Czymś, dzięki czemu możesz zwolnić, a może wręcz poczuć się błogo?


Obrazy:
1. Paul Jean-Clays "Rocky Coast with Figures and Boats"
2. Paul Jean-Clays "Ships lying off Flushing"
Za co jesteś dzisiaj wdzięczny?

Za co jesteś dzisiaj wdzięczny?

Piątkowe poranki - lubię ten czas. Siedzę przy stoliku z kubkiem gorącej herbaty pod ręką i co chwila wyglądam za okna by nadziwić się Krakowem skąpanym w białej gęstej mgle (no dobrze, może niekoniecznie jest to mgła...). W tle leci leniwa muzyka. Jest czas. Mogę oddać się tej cudownej chwili i pisać, pisać, pisać...


Stworzyć zarys sytuacyjny - zrobione. Mam nadzieję, że czytasz to w równie miłych okolicznościach. Jeśli nie - zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie taką chwilę, gdy czujesz się na prawdę dobrze i bezpiecznie. Rozpłyń się w niej, rozkoszuj się nią. Dopiero wtedy zacznij czytać dalej. Mam nadzieję, że to będzie wpis w pewien sposób ważny dla Ciebie. No to - zaczynamy!

O wdzięczności mówi się zbyt często. Tak często, że zaczęliśmy ten temat traktować jako coś oczywistego. No niby gdzieś tam jest i tyle. Idziemy dalej przez życie, bez żadnej rewolucji. Z drugiej strony widzę, że mówi się o niej też zbyt rzadko. Informacje nie docierają do każdego. A każdy ma prawo spróbować w życiu czegoś nowego. Może doliczysz ten tekst jako kolejny do puli przeczytanych wywodów na ten temat. Chciałabym jednak, żeby było tutaj troszkę inaczej. Żebyś na prawdę zaczął działać, kochany czytelniku, kochana czytelniczko.


Chcę Was zachęcić to patrzenia na życie z wdzięcznością. Brzmi radykalnie? Przecież codziennie dotyka nas tak wiele problemów! Ratunek przychodzi jednak w drobnej zmianie punktu widzenia. Bardzo drobnej. Zasada jest banalna i to do niej jednej cały ten wpis mógłby się sprowadzać:

W każdej chwili spróbuj znaleźć tą odrobinkę (a może i ogrom!) dobra. Uchwyć się go i żyj nim. Podziękuj - bądź wdzięczny. Szybko odkryjesz ile cudowności jest w pozornie szarej rzeczywistości.

Tylko tyle, czy aż tyle? Korzyści jest z pewnością wiele, ale to już niech każdy oceni we własnym zakresie. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że gdy zaczęłam żyć z wdzięcznością, w moim życiu odkryłam wiele szczególików, których wcześniej nie dostrzegałam. Wiele niezwykle dobrych rzeczy, dobrych ludzi, dobrych momentów, którymi jestem otoczona, ale na co dzień o nich nie myślę. Dlaczego? Bo stały się nieodłączną częścią mojego życia. Czymś na pozór normalnym i oczywistym. Gdy dziękuję, za to, co już mam, czuję, że nie potrzebuję do szczęścia dużo więcej. Nie muszę daleko szukać - dobro już przy mnie jest. Wystarczy go odkryć.


Tyle z teorii. Przejdźmy do działania, bo, jak wspomniałam na wstępie, chciałabym, abyście na prawdę zaczęli działać. Już mówię, jak!

Przygotuj sobie zeszyt / wyznacz miejsce w Bullet Journalu / pamiętniku / czymś podobnym. Proszę Cię jednak, żeby koniecznie było to coś papierowego. Coś, co można na prawdę chwycić do ręki, obrócić, otworzyć, zagiąć róg strony... Każdego wieczoru siądź spokojnie (to będą tylko 3 minutki!) i pomyśl - za co dziś jesteś wdzięczny / wdzięczna? Odpowiedź koniecznie zapisz (niezapisane myśli szybko umykają, nie wystarczy pomyśleć). Użyj do tego  ulubionego długopisu / pióra / mazaka / kolorowej kredki. Spraw po prostu, żeby ta chwila była dla Ciebie przyjemnością, a nie kolejną wieczorną rutyną. Codziennie staraj się odkryć coś nowego. Po jakimś czasie w Twoim dzienniku stworzy się całkiem niezła "Lista Wdzięczności". Przeglądaj ją raz na jakiś czas... Zobaczysz ile dobra otacza cię każdego dnia ☺

No to co, przyjmujecie wyzwanie? Za co jesteście dzisiaj wdzięczni?

Dziękuję za tą wspólnie spędzoną chwilę. Mam nadzieję, że masz na prawdę dobry dzień. Życzę Ci mnóstwa radości i uśmiechu! ☺



Obrazy:
Frederick Childe Hassam
1. "Summer Evening"
2. "Bowl of Goldfish"
3. "Mrs Hassam at Villiers le Bel
Jak czarują Mazury?

Jak czarują Mazury?

Dokładnie tydzień temu wróciłam z Mazur. Jak to się stało, że znalazłam się akurat w tej części Polski? Przecież zawsze zarzekałam się, że jeziora są niesamowicie nudne, że nic ciekawego nie można tam robić. Bo to tylko jakaś dziura z wodą. Poza tym - ja? Zadeklarowana miłośniczka gór i wszelkich wyżyn? No dobrze, nad morze też chętnie pojadę... No ale morze, to morze! Ten ciepły piasek, bądź kamyczki. Ten bezmiar wody - i to nie takiej zwyczajnej, a słonej. Falowanie. Parawanowanie. Budzenie się na wschody słońca i zachwycanie się zachodami. Kukuryyydza! Gorąca kukurydza!





A jednak. w tym roku pojawiłam się na Mazurach. Co mogę powiedzieć? Kochani, nigdy nie odbierajcie szansy żadnemu miejscu na mapie! A na pewno nie Mazurom. To trzeba zobaczyć. Pamiętacie może konkurs na 7 Cudów Natury? No właśnie. Tak się składa, że Mazury brały w nim udział. To już o czymś świadczy, co nie?

Była nas ponad setka. Przyszli studenci pewnej polskiej uczelni. Pływaliśmy jachtami, jedliśmy na jachtach i spaliśmy na jachtach. Wieczorem często rozpalaliśmy ogniska, żeby pośpiewać trochę szant. Poznałam wielu niesamowicie ciekawych ludzi - mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda mi się z nimi spotkać. Atmosfera? Jeziorno - żeglarska, taka dosyć specyficzna. Czy mi się podobało? Oczywiście, że tak!

Mazury chyba jakoś czarują ludzi, którzy tam przyjeżdżają. Ja - taka ogromna przeciwniczka jezior! A teraz mówię, że chętnie wróciłabym popływać. Po prostu było urokliwie. Co mnie zachwyciło? A no parę rzeczy...



Bezmiar wody
- ten moment, kiedy jesteś na środku jeziora, siadasz na łódce i machasz wesoło nogami. A pod tobą woda, woda i jeszcze raz woda. Bardzo dużo wody. Patrzysz w dół i widzisz mokry ciemny granat, a pod nim już tylko czerń. Woda jest spokojna. Taka gigantyczna kałuża po lodowcu.

Zielono mi
- rozwój turystyki niszczy wiele środowisk naturalnych. Tutaj może działa unikatowość terenu, jakieś tam regulacje prawne... No nie wiem, nie znam się na rzeczy. W każdym razie - brzegi jezior były na prawdę dzikie. Dla mnie to na prawdę istotny punkt, jako, że jestem miłośniczką wszystkiego, czego nie tknął się człowiek. Ku mojemu zaskoczeniu - tutaj też były takie miejsca!

Gwiazdy - kiedy zminimalizujesz 'zanieczyszczenie świetlne' niebo stroi się dla ciebie w podzięce. A tak na serio - widać było wiele, w tym nawet drogę mleczną! Nie mieszkam w dużym mieście, gwiazdy nad moim domem widać dosyć dobrze. Ale to, co zobaczyłam na Mazurach powaliło mnie z nóg. Stałam jak wryta z głową zadartą do góry. Myślę, że mogłabym spędzić tak całą noc. A może i nie tylko jedną...

Żeglowanie - to był mój debiut. Pierwszy raz wiązałam węzły na tyle różnych sposobów. W sumie, to mam wrażenie, że ta łódka składała się w 80% z różnej długości, grubości i kolorów sznurów. Powolne i szybkie sunięcie po tafli jeziora, w żarze słońca, cieniu żagla i pod chmurkami w deszczu. Leniwe godziny i emocjonujące zwroty. Tego nie da się opisać słowami. To jest coś, czego trzeba doświadczyć.



Wróciłam po tygodniu przepełniona radością oraz zachwytem. Cieszę się, że mogłam spróbować w swoim życiu czegoś całkiem nowego. Nie bójcie się wkraczać w nieznane - to może okazać się na prawdę niezapomnianą przygodą! W moim przypadku było właśnie tak. Mam nadzieję, że dane mi będzie spędzić w moim życiu troszkę więcej czasu pod żaglami, nie tylko na Mazurach. A nawet jeśli tylko - wcale się nie obrażę, chętnie wrócę tam po więcej! Ahoj!

Byliście kiedyś na Mazurach? Żeglowaliście? A może spotkała was niedawno jakaś inna niezwykła przygoda? Podzielcie się śmiało w komentarzu


*Wszystkie zamieszczone tu zdjęcia są mojego autorstwa. Proszę ich nie kopiować i wykorzystywać bez mojej zgody.
Światy o których zapomnieliśmy

Światy o których zapomnieliśmy


Kilka dni temu wybrałam się z rodziną  do kina na film "Krzysiu gdzie jesteś". Nie wiem, jakiej grupie wiekowej go polecić - bardziej dzieciom, czy bardziej dorosłym. Momentami dosyć mroczny, tragiczny, przeplatany jednak tą Disneyowską baśniowością i lekkim, nieco prostym humorem. Jedno jest pewne. Każdy z nas, w zależności od momentu życia, od stanu, w którym się aktualnie znajduje, odbierze ten film w inny sposób. Kogoś być może poruszy, kogoś zdenerwuje, innego rozbawi lub przywoła miłe wspomnienia z dzieciństwa. Bądź zanudzi, bo nie każdy film jest stworzony dla każdego.

Jeśli mam się podzielić moją opinią - bardzo mi się podobał. Choć jest jeszcze inny film, który obejrzałam wcześniej, a który trochę zaburzył mi świat wykreowany przez A. A. Milne. Mam tu na myśli film p.t. "Żegnaj Christopher Robin". To on tak na prawdę jest tym, który niezwykle mną wstrząsnął... Pokazał smutną prawdę, historię, która kryła się w cieniu Stumilowego Lasu. Polecam każdemu. Obydwa filmy. Zestawcie je ze sobą i dopiero wtedy oceńcie.


Ale nie na recenzji chciałabym się tutaj skupić. Jak zwykle mi się zdarza, wyszłam z kina z głową pełną refleksji. Film, mimo, że to kino familijne, na prawdę dał mi do myślenia. Trochę podobnie jak tutaj (zapraszam, można poczytać) znów pozwolono mi się cofnąć do czasów dzieciństwa. Znów przyjrzałam się tematowi dorastania. Nie za dużo tego ostatnimi czasy? Być może. Ale to chyba dlatego, że to się dzieje. Tu i teraz.

Dziecięce ideały. Dziecięca prostota radości. Dziecięce zaufanie do świata. Dziecięca ciekawość. Dziecięca nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Dziecięce zabawy i te wszystkie światy, które wówczas stworzyliśmy. Światy, o których zapomnieliśmy. Co się z nimi stało? Przecież kiedyś były dla nas wszystkim.


Nie mówię tutaj o tym, żeby rzucić wszystko i wrócić do dziecięcych marzeń i wiecznej zabawy. Nie no, bez przesady. Chcę zachęcić, najpierw samą siebie, a później was, do kilku rzeczy. Jak to już w pewnym wcześniejszym wpisie zaznaczyłam, warto czasem zatrzymać się i pomyśleć. Wtedy lepiej idzie się do przodu. Ale mam tutaj haczyk - nie będę myślała za was - ha! Tym razem po prostu podam kilka zagadnień, kilka pytań na które odpowiecie sobie sami... 

Więc co? Siadasz na kamieniu, podpierasz głowę jak to robili starożytni filozofowie (hej, na prawdę fajnie teraz wyglądasz!), no i myślisz, myślisz, myślisz...


Dziecięca radość - ile mi z niej pozostało? Przypomnij sobie te słoneczne i te deszczowe dni beztroski. Wtedy wszystko było możliwe - czy nadal tak widzisz ten świat? Czy dostrzegasz szansy, czy jedynie problemy i przeciwności (no to jak, bierzesz miecz w ręce i walczysz z tymi potworkami, inaczej się nie da!)

Teraz trochę nostalgicznie... Ale to jest coś bardzo ciekawego, czym rzadko się z innymi dzielimy (może, że to zbyt intymny temat? Sama nie wiem...). Tytułowe Światy o których zapomnieliśmy... Zapomniałeś, czy pamiętasz? Przypomnij sobie! Może to była kraina legend i baśni, może świat pełen zagadek do rozwiązania, ciepły dom, środek puszczy, indiańska wioska? Wolę nawet nie zgadywać! Tyle się wtedy tego w naszych głowach kłębiło. Czy mieliśmy tam przyjaciół? Czy pamiętamy jakieś przygody, które wtedy kreowała nasza bujna wyobraźnia? Może ty również miałeś swojego Kubusia Puchatka, który jadł miodek i mieszkał w twoim Stumilowym Lesie? Uśmiechnij się do niego. 


To wszystko nadal jest gdzieś głęboko w nas. Nawet, jeśli wydaje nam się, że zapomnieliśmy, że straciliśmy wszystko. Szybki fakt - nie straciliśmy. Jeśli tylko bardzo tego pragniesz, przypomnisz sobie. Uśmiechniesz się. Wróci radość - ta najczystsza, najszczersza. Dziecięca.


*Wszystkie ilustracje wykonał E.H. Shepard 
*Dla tych, co poszli dziś do szkoły - powodzenia!

Jak to jest z tym podróżowaniem?

Jak to jest z tym podróżowaniem?



Boże, jak mnie urzeka droga. Nie potrafisz zrozumieć, jak jest  dla mnie fascynująca [...]. Nigdy nie przestanę wędrować. - Everett Ruess

To jest niezwykłe uczucie, wiesz? Kiedy żyjesz z tą świadomością, że świat jest zbyt piękny, żeby zatrzymać się w jednym miejscu. Czujesz to? Czujesz, że musisz podróżować. Bo inaczej to nie ma sensu.

Leniwe sobotnie poranki. Wstajesz, przeciągasz się i rozsuwasz zasłony, żeby wpuścić pierwsze promienie słońca do pokoju. Kochasz ten świat, jak mogło by być inaczej? Świat jest cudem, ty też jesteś cudem. Światło zaczyna tańczyć na twojej twarzy, a ty już wiesz, że nie może być inaczej- nie możesz powstrzymać uśmiechu. Tak, uśmiechasz się,  i to tak bez żadnego racjonalnego powodu. Uśmiechasz się, bo to właśnie ludziom robi słońce. Obdarza radością.

Tymczasem gdzieś w Szwajcarii, pomiędzy ziemią a Niebem... 

Tak prawdopodobnie było, kiedy pierwszy raz to poczułam. Leniwy sobotni poranek. Losowa książka ściągnięta z półki. Dzień, w którym umysłem ogarniasz cały świat i zaczynasz chorowicie pragnąć gdzieś pojechać, coś zobaczyć. Pierwszy raz. Od tego czasu moje życie się zmieniło. Moje patrzenie na świat uległo drastycznej zmianie. Poczułam to.

Poczułam, że jedyne, co pozwoli mi żyć prawdziwie, w pełni, to podróżowanie.

Nie zmyślam, to był dzień moich urodzin, jakieś 5, może 6 lat temu. To był pierwszy raz, kiedy świadomie spojrzałam na świat, na zdjęcia przedstawiające różne miejsca. Coś w środku się ruszyło, no i... tak już zostało.

Czułeś to kiedyś? Czułeś tęsknotę do Świata? 
Wzruszyłeś się kiedyś, a może nawet rozpłakałeś, kiedy zobaczyłeś pewne miejsce, krajobraz, przestrzeń? Dlaczego mnie tam nie ma? Dlaczego nie ma mnie tam TERAZ?

Nie uważam tego za dziwne. Myślę, że to jest właśnie to coś w twojej głębi, co sprawia, że jesteś sobą.

Trochę inny Paryż... ten mój ulubiony

Kiedy zaczęłam więcej myśleć o podróżach (takich prawdziwych podróżach, a nie do końca wyjazdach turystycznych), miałam pewne obawy. "Pewnie to jest normalne, każdy tak ma. Każdy chce podróżować" - myślałam - "Jak można nie chcieć?".

Szybki fakt.
Można nie chcieć.
I to jest całkowicie normalne.

Spotkałam wielu ludzi, którzy, owszem, chętnie zobaczyli by kilka miejsc ze swojej bucket list, ale nic poza tym.

Wieża Eiffla - odhaczone
Adriatyk - odhaczone
Bycie w innej strefie czasowej - odhaczone

I na tym można skończyć. Każdy jest inny, to jest coś niezwykłego. To, że nie każdy chce podróżować sprawia,  że to na prawdę jest coś wyjątkowego. Nie jesteś już kimś przeciętnym, szarym człowiekiem z tłumu.
Czujesz świat i kochasz świat.
Chcesz go poznać.

Wiele czynników sprawia, że podróże to coś, co przeżywam całą sobą, w środku - duszą i sercem. Można zwiedzać świat.  Ja wolę jednak go odkrywać i doświadczać. Zachwycać się, jak małe dziecko. Taka właśnie jestem.

Cudowna Ryga i jej 'Statua Wolności'

Ale przecież to niebezpieczne, ciągle tyle się mówi w wiadomościach... Ale wiesz, tak już jest z miłością. Ona zawsze wygrywa. Przewartościowuje twój świat. Popycha cię do działania.
Wyjeżdżasz, czujesz się fantastycznie.
Czujesz, że na prawdę żyjesz.
Czujesz, że jesteś sobą.
Możesz wszystko.


Chodzi o doświadczenia, wspomnienia, wielką triumfalną radość życia w całej pełni; o znalezienie prawdziwego znaczenia. Boże, jak wspaniale jest żyć. Dzięki, dzięki! - Christopher J. McCandless

Jak wspaniale, dziękuję!


*Wszystkie zamieszczone wyżej zdjęcia są mojego autorstwa. Proszę ich nie kopiować i wykorzystywać bez mojej zgody.
Radość to...

Radość to...



Dziś chciałabym podzielić się z wami tylko jedną krótką myślą. Wszystkie moje posty były ostatnio zwyczajnie długie, a nie o to tu chodzi. Bo to nie jest tak, że wszystkie przemyślenia są tak zawiłe i skomplikowane, żeby o nich pisać niekończące się teksty. Czasem wystarczy niewiele.

Jakiś czas temu, w niezwykłych okolicznościach, w pięknej Bazylei, dane mi było usłyszeć wiele mądrych, inspirujących słów. Jedno zdanie jednak szczególnie zapadło mi w pamięci. Prosta odpowiedź na pytanie, które zadaje sobie tak wielu ludzi... Czym jest radość?
Radość nie jest wyolbrzymionym uczuciem ani indywidualnym szczęściem, które oddziela nas od innych ludzi, jest spokojną pewnością, że życie ma sens.
Radość to pewność, to świadomość, że życie ma sens. Nie komplikujmy już więcej. Szukajmy sensu, bo on istnieje. Nawet, jeśli w niego nie wierzysz. Nawet jeśli w niego wątpisz. Gdzieś tam czeka, aby go odkryć.

Ania


Obraz:
1. Terrill Welch 'Rhine River Basel Switzerland'  
Książki - początki i czarna dziura

Książki - początki i czarna dziura



Uwielbiam czytać, ale recenzji to ja jeszcze tutaj nie napisałam. No bo jak napisać recenzję książek, które zniknęły w czarnej dziurze pamięci? Posłuchajcie, jak to było...


Moja przygoda z książkami rozkręciła się na całego wraz z przyjściem zimy roku 2012. To wtedy znalazłam w księgarni świeżo wówczas wydaną powieść Ransoma Riggsa "Osobliwy dom pani Peregrine". Wcześniej czytałam okazjonalnie (lubiłam, ale bez przesady). Nie ukrywajmy- kupiłam, bo spodobała mi się tajemniczo wyglądająca okładka oraz stare, trochę dziwaczne zdjęcia w środku. Przeczytałam i zakochałam się. W fabule, w gadającym ptaku co pali fajkę, w osobliwych bohaterach, w pętlach czasowych, w pięknych opisach Riggsa. Zakochałam się też w czytaniu. Miłość ta była młoda oraz nieco szalona... 

Mówiąc o liczbie przeczytanych książek. Na początku rosła w tempie dosyć spokojnym. Czytałam tak, że znałam na wylot każdego bohatera oraz całą fabułę. Uczyłam się czytać w każdych warunkach świetlnych i dźwiękowych. Rozwijałam się, poznawałam swoje czytelnicze preferencje (choć na początku nie było to nic wyszukanego). Do dziś pamiętam wiele szczegółów z książek takich jak "Igrzyska Śmierci" czy "Rywalki". Uwielbiałam to uczucie, gdy na lekjach polskiego w gimnazjum byłam w stanie przywołać własne przykłady do rozprawki. Odkrywałam świat książek i zaczynałam się rozkręcać...


Szczyt szczytów osiągnęłam w roku kolejnym. Nie brałam udziału w żadnym wyzwaniu, ale tak się złożyło, że przeczytałam dokładnie 53 książki. To bardzo dużo jak na kogoś, kto (poza lekturami) czytał ok. 3 rocznie. Były to całe serie (np. "Jutro..." Johna Marsdena), wiele trylogii ("Dotyk Julii" Tahereh Mafi, "Niezgodna" Veronici Roth, itd.), tytuły bardziej ambitne ("Złodziejka książek" Markusa Zusaka) i te trochę mniej skomplikowane... Oj dużo tego było! 

Później, kiedy było trzeba skupić się trochę bardziej na nauce, zaczęłam czytać nieco mniej. Jednak nauczyłam się dobierać książki staranniej, odpowiednio dawkując literaturę 'ciężką' i 'lekką'. Coraz bardziej zaczęły cieszyć mnie pozycje, które skłaniają do refleksji, a nawet (ku mojemu zaskoczeniu!) poezja...


Dobra, ale o co chodzi z tą czarną dziurą w pamięci? Przecież wspomniałam, że jednak pamiętam książki, a nawet wykorzystuję je 'do celów naukowych'. Jeśli chodzi o powieści przeze mnie przeczytane, to schemat wygląda następująco:

pamiętam - nie pamiętam - pamiętam

Dotyczy on moich etapów w przygodzie z książkami. Rok, w którym przeczytałam ich najwięcej jest dziś dla mnie jak wielka otchłań, czarna dziura. Nie pamiętam większości tytułów, nie mówiąc już o autorach, czy przebiegu fabuły. Oczywiście, taka przygoda była warta przeżycia. Jednak szkoda mi tych wszystkich zapomnianych historii, które wówczas tak bardzo mnie porywały, które tak mocno kochałam. Przyniosły one chwilową radość, aby później odejść w zapomnienie. 


To nauczyło mnie dwóch rzeczy:
Nie ma znaczenia ile książek przeczytasz, najważniejsze jest to, co z nich zapamiętałeś, czego cię nauczyły oraz jak wpłynęły na twoje życie.
Wybieraj mądrze i świadomie - książka jest jak przyjaciel, z którym spędzasz swój cenny, wolny czas. Jeśli czujesz się na siłach, sięgaj po coś mądrego, co cię wzbogaci. Jeśli chcesz odpocząć, poszukaj czegoś lekkiego, zabawnego, wzruszającego...

A jak wyglądały wasze początki z książkową przygodą?
Co udało wam się odkryć po drodze?

Ciepło pozdrawiam!
Ania


Obrazy :
1. William W. Churchill 'Woman reading on a Settee'
2. Félix Armand Heullant 'Edle junge Dame im Salon'
3. Federico Faruffini 'La lettrice'
4. Charles Edward Perugini 'Girl reading'
POSTCROSSING - co to jest i jak zacząć?

POSTCROSSING - co to jest i jak zacząć?



Hej!
No i w końcu - wiedziałam, że temat postcrossingu to coś, co na pewno poruszę na blogu. Bo to rzecz na prawdę genialna. Co sprawia jednak że temat pocztówkowy jest taki ciekawy? Przecież kiedy słyszymy słowo pocztówka do naszej głowy od razu wpada obraz kolorowego, czasem kiczowatego kartonika z napisem "Pozdrawienia z... przesyłają...". No i tyle. Nuda.

No to ja wam mówię, że pocztówki to coś, co może człowieka pochłonąć bez końca, rozkochać, itd. Już już, oto przed wami... POSTCROSSING!

Pytanie, które ja sama zadałam sobie dokładnie 3 lata temu:
Co to jest?
Postcrossing.com to serwis, który umożliwia nam wysyłanie i otrzymywanie pocztówek z całego świata. Pasja i hobby któremu poświęca się 650 930 osób w różnym wieku z 210 krajów. Liczba uczestników ciągle rośnie... Tyle z teorii.


Przejdźmy do praktyki:
O co chodzi w postcrossingu i jak zacząć?
Właściwie to mowa tu o czymś na prawdę banalnym - po zarejestrowaniu każdy z nas może wylosować adres innego użytkownika. Nie wybieramy osoby do której ma dotrzeć pocztówka, to komputer nam ją "przydziela". Wyświetla nam się adres, informacje o użytkowniku i ID KARTKI (bardzo ważna rzecz!). Teraz wystarczy wypisać pocztówkę... Na której na prawdę można dużo zmieścić! ☺ Na naszej kartce MUSI znaleźć się ID kartki - dlaczego jest to takie ważne? Kiedy nasz adresat otrzyma pocztówkę musi wejść na stronę, kliknąć przycisk Registrer a postcard i wpisać ten właśnie kod. Wiadomość o tym, że kartka doszła otrzymamy drogą mailową. Pojawi się także w statystykach na naszym profilu. W momencie, kiedy osoba do której wysłaliśmy pocztówkę zarejestrowała ją, inny użytkownik losuje nasz adres. Nie otrzymujemy pocztówki od osoby, do której ją wysłaliśmy! Kiedy kartka pojawi się w naszej skrzynce, dowiemy się z jakiego kraju i od kogo ją dostaliśmy. Wcześniej nie dostajemy takiej informacji. To będzie taka mała niespodzianka. No i wiadomo - kiedy my otrzymamy pocztówkę, sami musimy zarejestrować jej kod na stronie postcrossing.com . Ta rejestracja jest bardzo ważna, to ona napędza całą pocztówkową machinę.

Jak zacząć - po prostu wchodzisz na stronę i tworzysz swoje konto. Tak, trzeba podać swój prawdziwy adres. Ale nie bójcie się, bo nie jest to informacja publiczna - otrzymuje ją tylko osoba, która wysyła do nas pocztówkę. Ważne, żeby napisać kilka informacji o sobie, żeby inni użytkownicy wiedzieli, do kogo piszą.


Znaczki - do wyboru do koloru 

Kilka dodatkowych informacji:
> nie możemy wysłać i otrzymać pocztówki z naszego własnego kraju, może, że zaznaczymy taką opcję
> na początku jednorazowo możemy wysłać 5 pocztówek (nie musimy - ja wysyłam jedną na tydzień). Później ta liczba rośnie wraz z liczbą kartek które wysłaliśmy
> nie ma możliwości wysłania i otrzymania pocztówki od jednej osoby kilka razy
> najwięcej użytkowników serwisu pochodzi z Niemiec, Rosji i USA
> postcrossing to strona całkowicie darmowa (jedyne koszty jakie ponosimy to pocztówka i znaczek)
> cała akcja jest bardzo bezpieczna, umożliwia poznanie ciekawych ludzi, ich kultury, krajów, itd. Zalet jest wiele
> cierpliwość - czas podróży kartki jest na prawdę różny...
> koszt znaczka za granicę w Polsce to 5 zł (6 zł priorytet - wysłanie priorytetem nie jest tu koniecznością, ale pewną formą zabezpieczenia)
> w założeniu za 1 pocztówkę wysłaną otrzymujemy także 1. W praktyce często zdarza się "bonusowa" pocztówka - raz dostałam za 1 aż 3 :)
> NIE ZAPOMINAJCIE NAPISAĆ NA POCZTÓWCE ID !!!


Skąd brać pocztówki?
Na prawdę, zaskoczycie się- nawet, jeśli nie mieszkacie w dużym mieście, jest ogromna szansa, że ma ono choć jeden wzór pocztówek. Jeśli nie, odwiedźcie sąsiadów - większe miasto, w którym się uczycie, pracujecie, lub jesteście tymczasowo na wakacjach, wyjeździe. Miejsca, w których można kupić pocztówki:
> sklepy z pamiątkami
> informacje turystyczne (kartki można dostać tu często za darmo :))
> księgarnie
> sklepy internetowe ( m.in. www.postallove.pl )
> kioski


Co napisać na kartce?
Dużo osób zadaje mi to pytanie - potraktuj to tak jakbyś miał pisać krótki list. Jeśli nie wiesz, co napisać, podaję trochę pomysłów... 
Można pisać o:
> sobie samym - to bardzo ważne, warto wiedzieć od kogo dostało się pocztówkę
> swoim kraju, miejscu gdzie mieszkasz
> zwyczajach, tradycji, kulturze
> swoich planach, marzeniach
> śmiesznych, ciekawych historiach z życia
> można napisać jakiś cytat
> polecić film, piosenkę, książkę...
> stworzyć mini słowniczek j. polskiego
> narysować coś :)
> i dużo więcej - z czasem będziesz wiedział co i jak!

Warto też ozdobić pocztówkę naklejkami, dodatkowymi znaczkami (zapytajcie w okienku o takie po 5, 10, czy 20 gr. - są śliczne!), pieczątkami, bilecikami, washi tape, itd. Zobaczcie sami - @amyvnwijk @penpaling_paula @seasaltedpaper .

Moje pierwsze pocztówki przyszły prosto z Japonii i Filipin :)

Gwarantuję, że jest to na prawdę ciekawa akcja. Ja jestem postcrosserką od 3 lat (z przerwami). Na chwilę obecną wysłałam 74 kartek, a otrzymałam 76. Każda z nich jest dla mnie wyjątkowa, każda z nich była ogromną niespodzianką i sprawiła mi ogromną radość :) Poza tym pocztówki dają mi poczucie otwarcia na świat i... podróżowania. Kiedy dostaję kartkę do ręki, trzymam kawałek innego kraju - miejsca, w którym została napisana, wrzucona do skrzynki... Niesamowite uczucie :)

Jeśli macie jakieś pytania i wątpliwości, chętnie podzielę się swoją wiedzą!
Zamierzacie dołączyć do grona postcrosserów? A może już do nich należycie? Do jakiego kraju leci wasza pierwsza pocztówka?


Ale długi wpis z tego wyszedł... Mam nadzieję że dotarliście do końca...
Miłej zabawy! :)
Ania


Ps. Post napisałam już jakiś czas temu temu... Wkrótce zamierzam odświerzyć temat pocztówek, bo moja wiedza i doświadczenie w tym zakresie znacznie się zwiększyły. Zapraszam do obserwacji! Do zobaczenia wkrótce :) 

Jak być szczęśliwym?

Jak być szczęśliwym?



Uwaga - wpis pokazuje sposób, który raczej nie wyleczy kogoś z głębokiej depresji. Ale spokojnie, bo ja na prawdę zamierzam odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule. I gwarantuję wam - to działa!

Ostatnio sprzątałam w szufladach i tak się złożyło, że znalazłam mój kalendarz sprzed dwóch lat. Oczywiście, jak to wszystkie znaleziska, dokładnie przejrzałam notes strona po stronie. Po raz kolejny chwyciłam się za głowę jak dużo roboty wtedy miałam. Ale nie to jest ważne. Natknęłam się na ciekawą stronę. Mimo, że w planach na ten dzień nic nie miałam, kartka była zapełniona schludną, kolorową listą. Jej ogromny tytuł głosił: WHAT MAKES ME HAPPY? Mądra zrobiłam listę po angielsku... aż wstyd bierze za te głupie błędy. No ale języki obce są takie ładne i urokliwe, co na to poradzę?
Milczenie i scena w autobusie

Milczenie i scena w autobusie



‘Man in a Train, Thinking’  Jack B. Yeats


Podziwiam milczących ludzi, wyobrażam sobie ich myśli.
Sylvain Tesson "W syberyjskich lasach"

Dzisiejszy świat jest tak śmiesznie skonstruowany, że najlepiej by było, jakbyśmy cały czas gadali. Nie ważne o czym, o pogodzie choćby. Ja jeszcze pójdę o krok dalej. Nie lubimy ciszy*. Nie będę generalizować, przepraszam - bardzo dużo ludzi nie lubi ciszy. I to się bardzo ładnie obserwuje jeżdżąc autobusem. Obrazy zależą od pory dnia - ludzie albo głośno gadają, śmieją się, wymieniają poglądy, snują teorie, mruczą coś pod nosami... jeśli są w grupie, ze znajomymi. Lecz najczęściej takie pojedyncze osóbki, bo głównie o nie mi chodzi - siedzą i wlepiają wzrok w telefon, piszą z osobami, z którymi przed chwilą się rozstały, przeglądają Internet, stukają długimi paznokciami w ekrany, czasami czytają książki, uczą się, odrabiają zadania, słuchają muzyki... Tak jakby człowiek po prostu MUSIAŁ się czymś zająć i nie potrafił wytrzymać sam ze sobą. Czy aż tak nie lubimy samych siebie? Dajmy sobie moment.

Dlatego dołączam do pana Tessona i podziwiam sobie milczących ludzi. Choć muszę przyznać, jest ich dzisiaj tak malutko. A może już nie mamy o czym myśleć? Wyobraźnia wyciąga rękę spod zalegającego kurzu i tak jakby zaczyna do nas machać i wołać nieśmiało: "Pamiętasz o mnie jeszcze?". 

Siedzę w autobusie. Cisza dookoła, jedynie charakterystyczne dźwięki wynikające z kilku podanych wyżej czynności. Siedzę sama i cieszę się chwilą odpoczynku. Dziś nie czytam, dziś nie słucham muzyki, dziś obserwuję. A czy jakieś myśli do głowy mi wpadną? No zobaczymy, miło by było. Rozglądam się - zachmurzone twarze ludzi, takie zmęczone, takie znudzone. Każdy czymś zajęty. Każdego coś goni, dogania, schwyta, ciągnie w dół, a może i w górę? Autobus leniwie pełznie przed siebie. Jest stary i stuka, kiedy pada deszcz czy śnieg, to nawet przecieka. Autobus to taka puszka sardynek. Jesteśmy w nim zamknięci my i nasza "bagaż" uczuciowy, emocjonalny, myślowy, wszystko. Pojazd wypełniony po brzegi. Tyle się tutaj dzieje. A ja, jednostka, zdolna do myślenia - jak cudownie, przede mną wyrasta tyle możliwości. Milczę, ale chyba tylko na zewnątrz. Czy ktoś kiedykolwiek byłby w stanie wyobrazić sobie moje myśli? Wzrok wbijam w okno. Obrazy zmieniają się, rozpływają. Niby codziennie taka sama droga, ale spróbujcie sobie tylko uzmysłowić, ile szczegółów omijamy! Zawsze jest coś do odkrycia. Patrzę i łapię obrazy, myśli, dźwięki. Uśmiecham się sama do siebie. Cieszę się tą chwilą, tak normalną i zwyczajną, piękną w swej prostocie. A jednak jest w niej coś wyjątkowego. Zawsze. 

Kwieciste opisy, marne opisy... No ale co ja na to poradzę, że tak właśnie jest? Że tak miło raz na jakiś czas zatracić się w ukochanym Bezpustkowiu? Być człowiekiem w pełni myślącym i czującym. Wrażliwym na życie.

Może warto zastanowić się odrobinkę, czy w dzisiejszych czasach pamiętamy jeszcze o umiejętności bycia samym ze sobą. Z tym szczerym i nieudawanym. Posiadającym umysł zdolny do rzeczy niebywałych. Posiadającym wyobraźnię. Pamiętacie jeszcze? 


Uśmiechu i radości!
Ania




*chodzi mi nie o ciszę jako brak dźwięków, bo cisza w dźwięki może być bardzo bogata - bardziej o brak gadaniny     
Copyright © 2014 Bezpustkowie , Blogger