Muszę się czymś z Tobą podzielić!

Muszę się czymś z Tobą podzielić!

Ostatnio jakoś tak często o tym myślałam. Myślałam o życiu, o rzeczach, których doświadczam na tym jego etapie. O rzeczach, które odkrywam każdego dnia, a jest ich wiele. Nie ważne, że jestem na Ziemi już tyle lat - przecież każdy dzień przynosi coś nowego! Coś pięknego i wyjątkowego, czasem też coś, co jest dla nas trudne. 


Każdy z nas to chłonie. Chłonie piękno, czy tego chce, czy nie chce. Wiecie co? To od nas zależy, co z tym wszystkim zrobimy. Jak wykorzystamy to, co otrzymujemy każdego dnia za darmo. Co zrobimy z niespodziankami, z drobnymi odkryciami i radościami.

Są takie rzeczy, których nie można zostawiać dla samego siebie. Po prostu nie i koniec. Są jak ogień wypalający nas od środka, ogień, który musi się rozprzestrzeniać. Pozytywnie rozprzestrzeniać, bo właśnie o tym chcę dziś napisać. Chcę to głosić wszędzie, bo wierzę, że to coś, czego dziś potrzebujemy.

Potrzebujemy się ze sobą dzielić.

Osoby sprytne mogą chórem zawołać, że po to właśnie korzystamy z mediów społecznościowych - aby dzielić się swoim życiem z innymi. Tak, te osoby mają częściowo rację. Ale czy takie media nie spłycają tego wszystkiego? Dzielimy się tyloma rzeczami, że zaczynamy ślepnąć na to, co rzeczywiście nas otacza. Żyjemy życiem innych ludzi, a nie do końca swoim, uważając je za nieidealne. Nikt nie ma idealnego życia, pora to zrozumieć.


A jednak będzie o dzieleniu się. Może trochę od innej strony, a może tylko mi się tak wydaje. Jaka jest prawda, którą odkrywam każdego dnia?

Nie możemy zatrzymywać dobra dla samych siebie.
Dobrymi rzeczami trzeba się dzielić ze światem.

Wydaje się, że coraz mniej ich mamy. Dzisiejsze społeczeństwo jest mocno nastawione na chomikowanie wszystkiego. Bo ktoś może ukraść, ktoś może zranić, wykorzystać, zniszczyć. Żyjemy zamknięci we własne bańki komfortu. Poznajemy świat i go akceptujemy. Może nawet się nim zachwycimy, ale skryjemy ten zachwyt gdzieś głęboko w sobie.

Przestańmy, proszę - przestańmy. Pora zmienić myślenie i postępowanie. To nie jest to, czego świat potrzebuje, to nie jest coś naturalnego. Czas na małą rewolucję, coś na prawdę drobnego, coś, co z pewnością zaowocuje. 

Doświadczyłeś dobra? Przekaż dobro dalej, ktoś inny też tego potrzebuje.
Odkryłeś coś niesamowitego? Piękne miejsce, piosenkę, cytat... To może być cokolwiek! Podziel się tym z kimś. Podziel się zachwytem. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo ta osoba może w tym momencie tego potrzebować. Czasem to nic wielkiego, ale najprostsze gesty mają chyba największą moc.


Dlatego właśnie działajmy. Znów to powtórzę - dobrymi rzeczami trzeba się dzielić! To nie musi być nic wielce natchnionego. Cytat, obrazek, piosenka... Nie bójmy się zalewać świata małymi, dobrymi rzeczami. On już tonie w tragediach, konfliktach i problemach. Wierzę, że każda dobra rzecz przywraca mu trochę światła. To nic trudnego, a  tak wiele może zmienić.

Dzielicie się swoimi odkryciami? A może chcielibyście spróbować? Czemu by nie zacząć już teraz i napisać o tym w komentarzu? Chętnie poczytam o tym, co dobrego ostatnio znaleźliście!

Pięknego dnia! Do zobaczenia!


Ps. Żeby to nie były puste słowa, chciałabym rozkręcić na fanpage'u akcję DZIELNIK, w ramach której co jakiś czas będę udostępniała dobre rzeczy, które udało mi się odkryć. Zapraszam do obserwacji!


Obrazy:
Nimi też trzeba się dzielić! John William Waterhouse już pojawił się na moim blogu, ale tak lubię twórczość tego artysty, że przy okazji takiego wpisu znów chciałabym przybliżyć wam kilka jego dzieł... Mają w sobie coś niesamowitego!
1. "A Tale From The Decameron"
2. "The Mystic Wood"
3. "The Enchanted Garden"

Nie uduś się życiem

Nie uduś się życiem



Tyle razy klikałam już przycisk "nowy post", pełna zapału, że w końcu stworzę coś niesamowitego, wielkiego, coś, co każdy chciałby przeczytać. Tyle razy, ile to robiłam, tyle razy usuwałam całą zawartość w przekonaniu, że to nie ma jakiegokolwiek sensu. Internet już jest zaśmiecony, po co dokładać na siłę kolejne "byle co"? Myślę jednak, że taka przerwa od pisania była bardzo potrzebna.

Wiecie co? To jest najprostsza prawda świata. Tak brutalnie spychana dziś na szary koniec Wszystkiego. Tak uparcie unikana przez zapracowane społeczeństwo, pędzące tylko do przodu i do przodu. Duszące się życiem. Jaka to prawda? Jak się tym swoim życiem nie udusić?



Wiem, nie odkryłam Ameryki. Wiem, może powiesz mi, że wbrew temu, co napisałam na wstępie i tak zaśmiecam Internet.  Ale! Nawet nie wiesz, jaka ta przerwa może okazać się zbawienna - już tłumaczę.

Czasem w życiu przychodzi taki moment, że coś kompletnie przestaje nam wychodzić. To jest okropne - czujesz się, jakbyś nigdy w życiu nie miał ołówka w ręce, zapomniał, jak się składa literki w wyrazy, już nie mówiąc o zdaniach, czy potykał się o własne nogi, gdy stoisz i prowadzisz jakiś beznadziejny dialog.  Z człowieka sukcesu zamieniasz się w jakiś mały koszmarek. Co robić? Przerwę.


To przyszło nagle. Pamiętam jeszcze ten czas, gdy w mojej głowie gromadził się stos genialnych pomysłów na… na wszystko. Miałam zapał, chęci, motywację. Mogłam góry przenosić, tylko… No właśnie - w tej całej zawierusze zabrakło umiejętności. Umiejętności, które posiadałam, musiały w jakiś magiczny sposób ze mnie wyparować, wbrew jakiejkolwiek logice. Nic mi nie wychodziło, chociaż powinno. Były takie momenty, że czułam się we wszystkim do niczego.

Wtedy przyszło olśnienie, no i właśnie. Nie brnęłam zawzięcie do przodu, wbrew gadaniom pierwszego lepszego coacha. Nie poddałam się, jakby mógł stwierdzić przeciętny mieszkaniec Planety. Nie - ja w pełni świadomie spojrzałam na sytuację i pojęłam, że najlepsze, co mogę teraz zrobić, to w końcu odpocząć.

Nie tykałam pióra, nie pisałam, nie rysowałam. Zajęłam się innymi rzeczami (żeby nie było, że tak sobie przesiedziałam ten czas nic nie robiąc, co to to nie!). Wzięcie "wolnego" potraktowałam troszkę z rozmachem, o czym na pewno wkrótce napiszę, bo to pięknie wpłynęło na mój mały światek. Wróć - po prostu zarzuciłam na chwilę te wszystkie czynności, których nieumiejętność wykonywania zaczynała mnie irytować. Bla, bla, bla, co tam systematyczność.


Teraz wracam i znów mogę pisać z nową siłą, z nowym, niesamowicie kolorowym bezpustkowiem w głowie. Rysowanie zaczęło mi wychodzić jakoś tak lepiej (no, przynajmniej bardziej zadowalająco dla mnie), mimo, że nie ćwiczyłam. Wszystko zaczęło iść lepiej, choć to czasem wydaje się absurdalne. Ale takie są fakty, tak to się podziało i co ja na to poradzę?

Wiem, świat, to społeczeństwo, w którym przyszło nam żyć, są bardzo wymagające. Gonią nas godziny, terminy, obowiązki i drobne sprawki z listy rzeczy do zrobienia. W pewnym momencie można nie wyrobić i nie ma w tym nic złego. Będę głosić tę starą zasadę, bo ona ma sens!

Zrób sobie przerwę. Przerwę od jakiejś konkretnej czynności, miejsca, może osoby.
Gdy ta przerwa się skończy, uśmiechniesz się tylko do siebie, bo zobaczysz, że jakoś tak zrobiło się nagle cudownie. Albo przynajmniej lepiej. Tak, to stanie się na pewno :)

Czy macie takie chwile w swoim życiu, że coś, w czym jesteście dobrzy nagle przestaje wam wychodzić? Jak sobie z tym radzicie?


Pozdrawiam cieplutko i do zobaczenia znów!



Obraz:
1. "Flaming June" Frederic Lord Leighton
2. "Idyllic" Frederic Lord Leighton
2018 - byłeś dobrym rokiem!

2018 - byłeś dobrym rokiem!

To śmieszne, jak ktoś kiedyś sztucznie podzielił czas, zamykając go w szufladkach opisanych kolejno karteczkami... 1999, 2000, 2001... I tak dalej, i tak dalej. Mamy 12 miesięcy (choć ja nadal będę uważała, że powinno ich być 13) i w pewnym momencie przychodzi taka noc, gdy one wszystkie już minęły i kolejka zaczyna się od nowa. No więc - ta kolejka właśnie zaczęła się od nowa. Otrzymaliśmy kolejną szufladkę, na którą ktoś przykleił białą karteczkę z  czterema wykaligrafowanymi cyframi - 2 0 1 9. Co do niej powrzucamy?



To dzień wspomnień i nadziei. Podsumowań i planów. Szaleństwa? A może bardziej refleksji? Tej refleksji dziś tak bardzo brakuje... W takim razie więc dorzucę coś od siebie, a nóż ktoś się zainspiruje, przysiądzie gdzieś w kącie i przez chwilę pomyśli, jeśli wcześniej nie miał ku temu okazji.

Zaglądam do szuflady oznaczonej pożółkłą karteczką. Tak, to ta dobra - ostatnie dwie cyfry to 1 i 8. Na dnie leżą niechlujnie rozrzucone notatki z pokreślonymi obliczeniami, streszczenie "Lalki" Bolesława Prusa i karta z egzaminu na prawo jazdy - pozytywna. Gdzieś w kącie zapodziały się muszelki i troszkę piasku znad morza. Spod sterty wakacyjnych zdjęć wystaje pomięta legitymacja szkolna z trzema pieczątkami - już więcej mi się nie przyda. Odnajduję kilka szkiców i przemyśleń niechlujnie spisywanych tuż przed zaśnięciem. Jest też identyfikator z obozu żeglarskiego i kilka znaczków pocztowych za 5 groszy. Na ulotkach różnych stowarzyszeń studenckich leżą dumnie pamiątki z ostatniej  podróży odbytej w minionym roku - karta na metro i kolorowa mapa Madrytu. Gdy na nie spoglądam, od razu robi mi się ciepło. To były cudowne dni...



Byłeś dobrym rokiem, 2018! Tak bardzo cieszę się, że mogę z uśmiechem powiedzieć to właśnie dziś. Oczywiście, nie każdy dzień był idealny, nie myślcie sobie. Ale dużo dobra się wydarzyło przez te ostatnie 12 miesięcy. Zdobyłam wiele szczytów, które wydawały się nie tak dawno niemalże abstrakcyjne - zdałam maturę, podjęłam pierwszą pracę, która dawała mi każdego dnia ogromną radość i satysfakcję, dostałam się na studia, na których, wbrew początkowym obawom, na prawdę się odnalazłam, przeprowadziłam się do dużego miasta. Przeżyłam dużo przygód w różnych zakątkach Polski i Europy. Poznałam wielu niesamowitych ludzi z którymi uwielbiam dziś rozmawiać i spędzać czas.

Gdy patrzę wstecz, wiem, że nie zawsze było idealnie. Patrzę jeszcze raz na zdarzenia, którym zabrakło tej pozytywnej iskierki. One też były mi potrzebne. Czy to absurd, że tym, co trudne, a nie raz nawet bolesne, można się cieszyć? Gdyby nie te doświadczenia, nie byłabym dziś sobą. Teraz patrzę z wdzięcznością na te wszystkie momenty, w których coś nie wyszło... To one były dla mnie największą lekcją życia. To dzięki nim poznałam bardziej siebie. To dzięki nim wiem, na co dziś uważać, czego unikać, jak działać w pewnych sytuacjach. Dziękować, za to, co trudne - czy ktoś pamięta jeszcze o tej praktyce?



Byłeś dobrym rokiem, 2018! Już wiele twoich dni umknęło mojej pamięci. Zawsze tak jest. Odegrałeś jednak ważną rolę w moim życiu. Byłeś prawdziwym przewrotem, gigantyczną rewolucją. Pewnie nie pierwszą i nie ostatnią. Ale to właśnie tutaj coś się skończyło i coś zaczęło. Byłeś prawdziwie dobrym rokiem. 

Witaj 2019! Jesteś. Będziesz - jaki? 

Nie mam postanowień, mogę je podejmować każdego dnia. U progu tego nowego roku chcę jednak otworzyć się jak najbardziej na to, co przyniesie nadchodzący czas. Na radości, smutki, trudności i nowe wyzwania. Na ludzi i zdarzenia. Nie spodziewam się niczego, nie mam żadnych wymagań. Lubię, gdy życie mnie zaskakuje - to właśnie wówczas dzieją się największa Cuda. Nie nastawiam się na fajerwerki, wtedy mogę uniknąć rozczarowania. Jestem ciekawa każdego dnia, nie mogę doczekać się kolejnej chwili - co przyniesie..?




***

Z ogromnym uśmiechem patrzę, jak prezentuje się rok 2018 na Bezpustkowiu. Opublikowałam aż (bez śmiechów, dla mnie to na prawdę dużo!) 25 wpisów. W każdy włożyłam swoje serce, jestem na prawdę zadowolona z tych swoich małych internetowych dzieł. Blog doczekał się także swojego skromnego fanpage'a na Facebooku. Każdego miesiąca jakimś cudem wpadało tu ok. 400 osób. Proszę, powiedzcie mi, jak to się stało? Skąd przyszliście? Bardzo się cieszę, że tu jesteście. Nawet, jeśli siedzicie cichutko, to każdemu osobiście chciałabym powiedzieć - DZIĘKUJĘ! Być może tego nie wiecie, ale wasze słowa dają mi niesamowicie dużo ciepła, radości i siły do dalszego pisania. Jesteście wielcy! 

Powspominajmy... Może było coś, co wyjątkowo urzekło Cię w minionym roku? Oto przegląd wcześniej wspomnianych wpisów, które udało mi się opublikować...


  1. Przemyślenia i ucieczka z pralki
  2. Książki - początki i czarna dziura
  3. Radość to...
  4. O serialach słów kilka
  5. Piotruś Pan nie pije kawy
  6. Nie bądź kurą - jak pisać ładniej?
  7. Co powiedziałbyś kiedyś?
  8. Jak to jest z tym podróżowaniem?
  9. Ucieknijmy!
  10. Życie jak z książki - 3 zasady
  11. Matura - z perspektywy czasu
  12. Czego oczekujesz od życia?
  13. Każdy ma historię do opowiedzenia
  14. Światy o których zapomnieliśmy
  15. O kolekcjonowaniu słów
  16. Jak czarują Mazury?
  17. Przyszła jesień
  18. Czego słuchasz?
  19. Polacy czytają książki
  20. Za co jesteś dzisiaj wdzięczny?
  21. Patria znaczy ojczyzna
  22. Kwiaty w pudełku
  23. Jak zakochać się w sztuce?
  24. To, co było już nie wróci
  25. Ciastko zwane poezją


Jeszcze raz dziękuję wam za wszystko...
Oby ten rok był dla was na prawdę piękny i wyjątkowy!
Do zobaczenia wkrótce!


Wszystkie obrazy są autorstwa irańskiego malarza, Mahmooda Sabzi'ego.



Ciastko zwane poezją

Ciastko zwane poezją

Nie czytam tego tekstu, bo to o wierszach. A wiersze są nudne. Buntuj się, buntuj, wcale tego nie zabraniam. Jednak uśmiech sam ciśnie się na usta, gdy słyszę takie rzeczy i aż chce mi się zawołać - guzik prawda! Nie musisz lubić poezji. Możesz nie znosić tego szalonego ludzkiego tworu. Ale proszę, zastanów się, zanim powiesz, że wiersze są nudne.


Te słowa wstępu to cios wymierzony prosto we mnie samą sprzed jakiś 3 lat. Mogłabym się wówczas spokojnie podpisać pod projektem jakiejś ustawy zakazującej omawianie poezji na lekcjach języka polskiego. Przecież to jakiś absurd! No cóż, teraz wiem, że gdyby nie szkoła, wiele dorobku kultury zwyczajnie by mnie ominęło. Tyle stracić, to by było takie tragiczne! Oczywiście, nie wchodzę tutaj w kwestie jakości nauczania... To już inna bajka, postaram się ją tym razem zgrabnie ominąć.

Nie zamierzam nikogo przekonywać do moich literackich upodobań. Znów chcę was tylko zachęcić - dajcie poezji jeszcze jedną szansę. To nie boli, a może dać wam na prawdę dużo radości. Dreszczy. Nieśmiałych łez. Uśmiechów pod nosem. Refleksji. Mnóstwo przemyśleń i zatrzymywania się nad słowami. Grunt to znaleźć coś odpowiedniego dla siebie.


Jeśli miało by być obrazowo, to mam wrażenie, że sprawa ma się jasno - proza jest jak obiadek. Ziemniaki, kotlet i surówka. Czasem jakaś zupka do tego. To może być równie dobrze poplątane spaghetti. Albo jakiś tani fast food. Natomiast jeśli chodzi o poezję, to ona zdecydowanie byłaby ciastkiem. Ciastkiem z wieloma warstwami - biszkoptem, galaretką, masą i innymi cudami. Choć równie dobrze może to być klasyczny piernik. 

No i sprawa ma się tak - czytanie wierszy jest jak jedzenie dobrego ciastka. Jesz i zauważasz - jakie składniki zostały użyte, jaki jest dominujący smak, co się ze sobą łączy i przenika, dlaczego tak się dzieje. Jak składnik wpływa na smak? Jak środki stylistyczne, konteksty, etc. wpływają na odbiór?


Może to nic ambitnego, ale przez to słodkie porównanie, którym posłużyła się kiedyś moja nauczycielka, zwyczajnie zakochałam się w poezji. Nauczyłam się ją interpretować po swojemu. Jakbym zajadała się bardzo dobrym ciastkiem. Może ty będziesz miał tak samo. Tutaj nie ma dużo do roboty. Wystarczy zacząć czytać, reszta sama będzie się działa...

Aby jeszcze bardziej ograbić ten wpis z jakiejkolwiek podniosłości, pozwolę sobie zacytować psa Jake'a, bohatera kreskówki "Pora na przygodę":

Żeby zrozumieć poezję nie wystarczy jej czytać. Trzeba ją poczuć. ..


Lubicie, czy nie lubicie? Oto jest pytanie! Jeśli tak, chętnie poznam jakieś tytuły warte uwagi ☺ Wszystkiego dobrego, cudownego dnia!


Obrazy:
1. Wayne Thiebaud "Sixteen pies"
2. Wayne Thiebaud 
3. Wayne Thiebaud "Cakes"

To, co było, już nie wróci

To, co było, już nie wróci

Siedzę sobie w moim pokoju przy stoliku. Obok mnie gigantyczne granatowe okno na świat (i to wcale nie jakaś przenośnia!). Właśnie zrobiłam sobie śniadanie. Ze smakiem zajadam się jajecznicą i wgryzam się w grzanki tak, jak wgryzam się w dorosłość. Wszystko zapijam inką. Kawy nadal się nie tykam.  Śpiewa dla mnie Bryan Adams sprzed 16 lat. Życie pędzi dalej, a ja ostatnimi czasy tak często otrzymuję chwile, w których przypomina mi się to, co było. To, czego już nie będzie.


Nostalgia zabija teraźniejszość. Myśląc ciągle o tym, co było, w naszej głowie nie starcza miejsca na myślenie o tym, co dzieje się teraz. Wydaje mi się, że to dość logiczne stwierdzenie. Jednak czasem bywa tak, że świat pobiegł do przodu a ty za nim nie nadążyłeś i zostałeś gdzieś w tyle. Gdzieś w otchłani między przeszłością i teraźniejszością. Jak ta otchłań się nazywa? Sama nie wiem,  ale chyba jej tajemniczość jest jak dodanie ognia do tego wszystkiego. Pali.

Nowe miejsce. Nowa sytuacja. Nowi ludzie wokół mnie. A tam gdzieś w oddali został dom, ten bezpieczny dom! Rodzina, przyjaciele, ukochane zakątki. Gdy do nich wracam, zalewa mnie fala wspomnień. To jest taka rzeczywistość, którą jakkolwiek chciałoby się utrzymać przy sobie, już nigdy nie wróci. Pozostaje jedynie namiastka przeszłości - tak wiele rzeczy jest nośnikami wspomnień.

Nie tylko zdjęcia. To jest coś bardzo klasycznego. Tutaj wystarczy piosenka, do której tańczyło się na komersie w szóstej klasie. Miejsce wielu długaśnych spotkań, rozmów i dzielenia się radością z innymi. Wspólne żarty. Wszystkie takie wspomnienia, które pod żadnym względem nie są twoje osobiste, ale łączysz je z kimś bliskim. Książka na półce, o której potrafiłeś rozmawiać bez przerwy, tworzyć historie i teorie z nią związane. Film z Nocy Filmowej. Cytat napotkany na jakimś plakacie teatralnym. Mapa nad łóżkiem. Niepozorny wpis na Facebooku. Nuty w futerale skrzypiec. Dużo tego, oj, bardzo dużo.

To taka gęsta zupa, do której się kiedyś wpadło. Ciągle natrafiasz na makaron, który ciągle wypływa na powierzchnie. Przytulasz się do makaronu. Jeju, jakie to absurdalne.


Wiem, że idealizuję, ale to normalne. Przeszłość jest pięknym obrazem. Mnóstwo umyka z naszej pamięci, ale na szczęście są takie rzeczy, które są nośnikami wspomnień. Napotkanie ich na swojej drodze może wywołać łzy, uśmiech, przyjemne dreszcze i pewnie wielu innych rzeczy. To jest jak najbardziej normalne. Chyba każdy z nas miewa chwile nostalgii.

Po co o tym piszę? Chyba po trochu dla samej siebie. Żeby przekonać się, że to coś normalnego. Że to, co było, już nigdy nie wróci. I że to jest dobre. Bardzo dobre! Kolejny absurd? Myślę, że źle byłoby utopić się w Zupie Przeszłości.

Piszę też jednak po trochu do was. Być może, żeby zwrócić czyjąś uwagę i skłonić do szybkiej refleksji - w którym miejscu na swojej osi czasu się znajdujesz? Za punktem obecnym? A może daleko przed nim? Jaki dziś jest dzień? To jest Twoje prawdziwe położenie, nawet, jeśli wydaje się, że tak nie jest. Pora w to uwierzyć. Albo utrzymać ☺


Czuję, że mimo włóczenia się gdzieś w tyle tej osi czasu, w końcu dobiegłam do dnia dzisiejszego. Jestem w cudownym miejscu, robię wspaniałe rzeczy i otaczają mnie niezwykli ludzie. Najwyższa pora to zrozumieć. I to wcale nie znaczy, że odrywam się od przeszłości. Przeszłość mnie ukształtowała, to właśnie jej zawdzięczam to wszystko, co mam teraz. Ona jest we mnie.

Ale wiecie co? Przeszłość czasem tylko pozornie jest przeszłością. Wiele z niej jest wciąż aktualne. Wiele wciąż się dzieje. Pora to dostrzec.

Nie wyobrażam sobie zakończyć tego wpisu innymi słowami. Po prostu muszę do was wszystkich krzyknąć, tak jak to robili w filmie "Stowarzyszenie umarłych poetów"...

CARPE DIEM!




Obrazy:
1. Józef Chełmoński "Babie lato"
2. Józef Chełmoński "Bociany"
3. Józef Chełmoński "Królestwo ptaków"

Jak zakochać się w sztuce?

Jak zakochać się w sztuce?

Chodzenie po muzeach pewnie wielu osobom kojarzy się z najnudniejszymi wycieczkami szkolnymi w ich życiu. Takimi, które polegały na wleczeniu się za zbyt cicho mówiącym przewodnikiem, wpatrywaniu się w szare ściany zamiast w eksponaty (bądź w plecy kolegów i koleżanek, pozdrawiam z całego serducha wszystkie niskie osoby ♥) i wyczekiwaniu na czas wolny. Ile razy wybrałeś się później z własnej woli do muzeum sztuki?

Chciałabym Ci dzisiaj pokazać, że w sztuce można się zakochać. Że można zobaczyć w niej coś więcej i to wcale nie jest takie trudne. Wcale nie trzeba być jakimś natchnionym artystą, żeby wejść do galerii i dobrze bawić się patrząc na obrazy. Niektórzy być może uśmiechają się pod nosem. No i dobrze. Zaczynajmy!


Moja historia

Gdyby nie pewne wydarzenia, najprawdopodobniej nigdy nie skleciłabym dla was takiego tekstu. Prawdą jest, że zawsze bliska mi była sztuka, ponieważ od dziecka lubiłam rysować. Jednak nie będę ukrywać - tradycyjne muzea interesowały mnie tylko na początku zwiedzania... Po pierwszych 30 minutach to wszystko zaczynało być jakieś takie nużące. Miło było zobaczyć obraz, który widziało się wcześniej w podręczniku z polskiego czy historii, ale reszta była całkowicie nieinteresująca. Przełom nastąpił w liceum. Tym przełomem były lekcje języka polskiego prowadzone przez osobę, która sztuką żyła. To właśnie ta nauczycielka nauczyła mnie patrzeć na obrazy w całkiem inny sposób. Opowiadała o rozległej symbolice różnych przedmiotów, miejsc, postaci, o nawiązaniach i kontekstach, o historii powstawania dzieł sztuki... Jej opowieści poruszyły jakąś część w mojej duszy, coś odblokowały, coś zmieniły. Gdy tego roku wybrałyśmy się z koleżanką na wycieczkę do Wiednia, wręcz biegałyśmy po muzeach w zachwycie, przystawałyśmy przy każdym obrazie i próbowałyśmy interpretować. Wymieniałyśmy się spostrzeżeniami, przemyśleniami, odkryciami. Żyłyśmy sztuką, a sztuka żyła w nas. Wiecie co? Nadal żyje i ma się całkiem dobrze. 

Śmiesznie było później odwiedzać miejsca, które teoretycznie już się poznało. Nagle zaczynało się dostrzegać wiele szczegółów, które kompletnie umykały. Pamiętam różnicę jaką odczułam odwiedzając paryski Louvre w ubiegłym roku. Pomyślałam wtedy - "To na pewno to samo miejsce, które widziałam kilka lat temu?".


Instrukcja obsługi muzeum

Co więc zrobić, żeby zakochać się w sztuce? Po pierwsze, daj jej szansę. Ona mówi własnym głosem, własnym językiem. Nie musisz jej rozumieć, ale warto spróbować - na pewno nie pożałujesz! 

Wejdź do muzeum i spaceruj. Nie udawaj speca od sztuki, który stoi godzinę pod każdym obrazem i kontempluje wszystkie pociągnięcia pędzla. To nie o to tu chodzi. Stań pod obrazem, który w jakimś stopniu cię zaciekawi, zaintryguje. Dla jednych będzie to "Bitwa pod Grunwaldem", dla innych białe płótno z wielką czerwoną kropką na środku. W każdym muzeum znajdziesz coś ciekawego - to wcale nie musi być Mona Lisa, czy Pocałunek. Przypatrz się dobrze i pomyśl.

Co autor miał na myśli? Wbrew pozorom to bardzo ciekawe pytanie. Może zwyczajnie typek chciał zrobić ludziom na złość i jedyne, co miał na myśli, to za ile sprzeda swój obraz. Pomyśl, co może symbolizować dany przedmiot. Spróbuj znaleźć podobieństwa z czymś, co już dobrze znasz. Odkryj, co wyraża dana scena. Poczuj to. Całym sobą. To na prawdę jest możliwe.

Kiedy jednak nie jesteś w nastroju do jakiś głębszych i płytszych refleksji, choćby dlatego, że zwiedzasz dane miejsce w gronie znajomych, sprzedaję specjalną sztuczkę. Specjalnie dla ciebie - u mnie zawsze się sprawdza. 

Może to głupie, ale zwyczajnie chodźcie sobie po tym muzeum i szukajcie wszystkiego, z czego można się pośmiać. Może to będzie dziwna mimika, może żałośnie przedstawiona głowa jakiegoś zwierzątka, może rozkładające się mięso, kompletny brak proporcji albo idealna scena do zrobienia mema. Wymyślcie tego mema. Kto wam broni? Grunt to dobra zabawa. Oczywiście wszystko w szacunku dla innych zwiedzających ☺


Coś na koniec

Przestrzeń muzealna jest na prawdę niesamowita. Czasem nie spodziewamy się, ile emocji może wzbudzić w nas jakiś obraz, rzeźba, bądź inna konstrukcja. W sztuce na prawdę można się zakochać. Albo przynajmniej ją polubić. 

Na ładne obrazy można natrafić nie tylko w galeriach sztuki. Może ktoś zauważył, ale sama staram się zamieszczać je w (prawie) każdym poście na tym blogu. Nie są to obrazy, które znam - odkrywam je na bieżąco, zawsze w pewnym stopniu wiążą się one z treścią wpisu. Mam przy tym dużo zabawy - na prawdę nie spodziewałam się, że ktoś może namalować kobietę z pralką na głowie. Może to dość nietypowe, ilustrować wpisy w taki sposób. Brak minimalizmu, współczesności, ujednolicenia. I co z tego? Będę przemycać sztukę ile wlezie. Kto wie, może dla kogoś będzie to pierwszy kontakt z malarstwem od dłuższego czasu? Niech będzie z tego bloga choćby taki pożytek dla społeczeństwa.

Macie swoje ulubione obrazy? Dlaczego to właśnie one was poruszają, albo chociaż przyciągają waszą uwagę? Jeśli nazbiera się tego trochę, chętnie stworzę z nich jakąś galeryjkę na blogu. Dzielmy się tym, co dobre ☺


Obrazy:
1. René Magritte "The Fifth Season"
2. René Magritte "Clairvoyance (La Clairvoyance)"
3. René Magritte "La Clef des champs"

Kwiaty w pudełku

Kwiaty w pudełku



Dawno temu w okolicy często można było spotkać pewną tajemniczą dziewczynę, która wędrując tu i tam, wyglądała na łąkach, w ogrodach i różnych innych miejscach kwiatów. Gdy takie znajdowała, zawsze szła zerwać kilka, aby następnie schować je do swojego złotego pudełka, z którym nigdy się nie rozstawała. Nikt nie domyślał się wówczas, że ta tajemnicza postać skrywała w sobie tylko jedno marzenie - chciała odnaleźć Różę. Chodziła tak całe życie, ale nigdy nie znalazła kwiatu. Zaślepiona obrazem, który wykreowała w swoich fantazjach, wcale nie zauważyła, że już nie raz włożyła do pudełka różę. Zapomniała bowiem, że kwiaty te nie są jedynie czerwone, ale mają różne kolory...

Czasami nie można przedstawić myśli inaczej, niż poprzez metaforę. Niż poprzez historię, która tworzy się w głowie i wypełnia całą twoją postać. Która sprawia, że zaczynasz myśleć, rozumieć i zastanawiać się. Dzięki której widzisz jakby trochę więcej tego, co pozornie jest przed Tobą zakryte. Jak to jest?

Czy przypadkiem nie zdarza się to też w naszym życiu? 
Czy nie idziemy przez nie z pewnym obrazem wykreowanym w głowie, który sprawia, że po drodze tracimy tak wiele drobnych szczegółów? Czy jakieś wyobrażenia nas nie zaślepiają?
A może patrzymy tak wybiórczo na ludzi, których spotykamy na swojej drodze?

Może. A może nie.
Na to musicie odpowiedzieć sami sobie.


Obraz:
1. "Pandora Opening the Golden Box" John William Waterhouse
Copyright © 2014 Bezpustkowie , Blogger