O kolekcjonowaniu słów

O kolekcjonowaniu słów


Kilka lat temu w moje ręce wpadła książka Markusa Zusaka pt. "Złodziejka książek". Do dziś pamiętam pewien cytat, który dosyć mocno przykuł wówczas moją uwagę... Można powiedzieć, że ta książka była właśnie o tym. O słowach. Ona była słowami. Jest słowami. Polecam każdemu - ale znów, nie chcę tutaj pisać recenzji. Miało być o kolekcjonowaniu słów, tak mówi tytuł. No to właśnie o tym będzie. Ach, wróćmy - oto wyżej wspomniany cytat:

Nienawidziłam słów i kochałam je.  Mam nadzieję, że nauczyłam się ich używać. 

Bardzo prosty, prawda? Niby nic wielkiego... Ale coś jednak mnie w nim zachwyciło i zdumiało. Mam tu na myśli sposób traktowania słów. Nienawiść i miłość. Pomyślałeś kiedyś jak traktujesz słowa? Czy w ogóle zwracasz na nie uwagę? Słowa mogą być i ładne, i brzydkie. Słowa to litery układające się w większą, doskonałą całość - całość, która działa na nas, na nasze wszystkie zmysły - czujemy słowo, widzimy, a nawet smakujemy. Gorzkie i słodkie słowa. Przyjemne i nieprzyjemne. Delikatne i brutalne. Umiesz ich używać?

Nienawidzę słów i kocham je. Kocham całym sercem - tak bardzo, że zaczęłam je zbierać, zwyczajnie, żeby mi nie umykały. Czy można kolekcjonować słowa? Jasne, że można. Jak to zrobić? Hmm, najpierw odpowiedz sobie na pytanie, co według ciebie kryje się pod słowem 'słowo'. Wiem, wyszło mi z tego masło maślane - no cóż, czasem się tak dzieje.

Mam taki mały notes w kwiatki, do którego te słowa już od kilku lat wkładam. Szczególne miejsce znajdują tam najróżniejsze cytaty. Jest też trochę poezji i  tekstów piosenek. Lubię określać to wszystko mianem "cieni słów". Bo właśnie tym są dla mnie kreślone na papierze literki. Cieniem słów rzuconych na wiatr... "Kolekcjonowanie" niezwykle ułatwił mi też Internet. Niektóre cytaty zamieszczam tutaj. Stworzyła się już z tego niezła biblioteczka. 

Uwielbiam wracać do tych cieni słów przy kubku dobrej herbaty. Siadam, biorę do ręki mój notes w kwiatki i zastanawiam się - dlaczego akurat to zdanie zostało w tamtym momencie mojego życia przeze mnie wyróżnione? co wtedy czułam? czy wpłynęło na to jakieś wydarzenie? czy z tym tekstem wiąże się jakaś historia?

Znajdź jakiś ładny notatnik.
Weź do ręki coś, czym lubisz pisać.
Zacznij kolekcjonować słowa.
Słowa, które poruszyły twoje serce, twoją duszę.
Wchodzisz w to?

Jeśli możecie, proszę, podzielcie się ze mną swoim ulubionym cytatem... Albo i dwoma. Albo iloma tam chcecie. Przyjmę każdą ilość. 

- Kolekcjonerka Słów


1. Grafika z okładki książki autorstwa Markusa Zusaka pt. "Złodziejka książek"
Światy o których zapomnieliśmy

Światy o których zapomnieliśmy


Kilka dni temu wybrałam się z rodziną  do kina na film "Krzysiu gdzie jesteś". Nie wiem, jakiej grupie wiekowej go polecić - bardziej dzieciom, czy bardziej dorosłym. Momentami dosyć mroczny, tragiczny, przeplatany jednak tą Disneyowską baśniowością i lekkim, nieco prostym humorem. Jedno jest pewne. Każdy z nas, w zależności od momentu życia, od stanu, w którym się aktualnie znajduje, odbierze ten film w inny sposób. Kogoś być może poruszy, kogoś zdenerwuje, innego rozbawi lub przywoła miłe wspomnienia z dzieciństwa. Bądź zanudzi, bo nie każdy film jest stworzony dla każdego.

Jeśli mam się podzielić moją opinią - bardzo mi się podobał. Choć jest jeszcze inny film, który obejrzałam wcześniej, a który trochę zaburzył mi świat wykreowany przez A. A. Milne. Mam tu na myśli film p.t. "Żegnaj Christopher Robin". To on tak na prawdę jest tym, który niezwykle mną wstrząsnął... Pokazał smutną prawdę, historię, która kryła się w cieniu Stumilowego Lasu. Polecam każdemu. Obydwa filmy. Zestawcie je ze sobą i dopiero wtedy oceńcie.


Ale nie na recenzji chciałabym się tutaj skupić. Jak zwykle mi się zdarza, wyszłam z kina z głową pełną refleksji. Film, mimo, że to kino familijne, na prawdę dał mi do myślenia. Trochę podobnie jak tutaj (zapraszam, można poczytać) znów pozwolono mi się cofnąć do czasów dzieciństwa. Znów przyjrzałam się tematowi dorastania. Nie za dużo tego ostatnimi czasy? Być może. Ale to chyba dlatego, że to się dzieje. Tu i teraz.

Dziecięce ideały. Dziecięca prostota radości. Dziecięce zaufanie do świata. Dziecięca ciekawość. Dziecięca nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Dziecięce zabawy i te wszystkie światy, które wówczas stworzyliśmy. Światy, o których zapomnieliśmy. Co się z nimi stało? Przecież kiedyś były dla nas wszystkim.


Nie mówię tutaj o tym, żeby rzucić wszystko i wrócić do dziecięcych marzeń i wiecznej zabawy. Nie no, bez przesady. Chcę zachęcić, najpierw samą siebie, a później was, do kilku rzeczy. Jak to już w pewnym wcześniejszym wpisie zaznaczyłam, warto czasem zatrzymać się i pomyśleć. Wtedy lepiej idzie się do przodu. Ale mam tutaj haczyk - nie będę myślała za was - ha! Tym razem po prostu podam kilka zagadnień, kilka pytań na które odpowiecie sobie sami... 

Więc co? Siadasz na kamieniu, podpierasz głowę jak to robili starożytni filozofowie (hej, na prawdę fajnie teraz wyglądasz!), no i myślisz, myślisz, myślisz...


Dziecięca radość - ile mi z niej pozostało? Przypomnij sobie te słoneczne i te deszczowe dni beztroski. Wtedy wszystko było możliwe - czy nadal tak widzisz ten świat? Czy dostrzegasz szansy, czy jedynie problemy i przeciwności (no to jak, bierzesz miecz w ręce i walczysz z tymi potworkami, inaczej się nie da!)

Teraz trochę nostalgicznie... Ale to jest coś bardzo ciekawego, czym rzadko się z innymi dzielimy (może, że to zbyt intymny temat? Sama nie wiem...). Tytułowe Światy o których zapomnieliśmy... Zapomniałeś, czy pamiętasz? Przypomnij sobie! Może to była kraina legend i baśni, może świat pełen zagadek do rozwiązania, ciepły dom, środek puszczy, indiańska wioska? Wolę nawet nie zgadywać! Tyle się wtedy tego w naszych głowach kłębiło. Czy mieliśmy tam przyjaciół? Czy pamiętamy jakieś przygody, które wtedy kreowała nasza bujna wyobraźnia? Może ty również miałeś swojego Kubusia Puchatka, który jadł miodek i mieszkał w twoim Stumilowym Lesie? Uśmiechnij się do niego. 


To wszystko nadal jest gdzieś głęboko w nas. Nawet, jeśli wydaje nam się, że zapomnieliśmy, że straciliśmy wszystko. Szybki fakt - nie straciliśmy. Jeśli tylko bardzo tego pragniesz, przypomnisz sobie. Uśmiechniesz się. Wróci radość - ta najczystsza, najszczersza. Dziecięca.


*Wszystkie ilustracje wykonał E.H. Shepard 
*Dla tych, co poszli dziś do szkoły - powodzenia!

Każdy ma historię do opowiedzenia

Każdy ma historię do opowiedzenia

Temat ten siedział w mojej głowie już od dłuższego czasu... Dobra, szczerze powiedziawszy to już od kilka lat myślę o nim i myślę. Nareszcie luźne myśli doczekały się zapisania. Mam nadzieję, że im podołam i uda mi się zebrać je w jakąś sensowną całość.


Codzienność i niecodzienność - idziesz ulicą, jedziesz autobusem, czekasz w kolejce. Otaczają cię różni ludzie, najczęściej całkowicie anonimowi. Nie znasz ich i to jest normalne - w końcu jaki człowiek zna cały świat? Idźmy dalej. Podnosisz wzrok do góry, aby na nich popatrzeć. Nie spotykasz się z niczyim spojrzeniem, bo ich oczy błądzą gdzieś w przestrzeni. Albo w ekranach smartfonów, niestety zbyt często. Patrzysz się, obserwujesz. Wychodzisz nieco ze swojej strefy komfortu, w której jesteś sam jeden. Patrzysz na ludzi i jakby stajesz się mimowolnie ich towarzyszem. Jesteś bardziej świadomy, bardziej obecny. Zaczynasz myśleć.Zaczynasz doświadczać tej obecności, nie jesteś już sam.

Ile osób odważyłoby się pójść o krok dalej i porozmawiać? Przyznaję, sama miałabym z tym niezły problem. Bo to takie niedzisiejsze, bo po co wtrącać się do czyjegoś życia, bo po co komuś przeszkadzać. Bo ogarnia mnie strach. Strach przed nieznanym?

Bez słowa więc, patrzysz na tych wszystkich ludzi. Patrzysz i myślisz.


Kim oni są? Każdy ma jakąś przeszłość. Każdy ma coś, co go martwi, co go cieszy. Każdy ma kogoś, kogo kocha. A może czuje się w tym wszystkim samotny? Każdy, bez wyjątku jest doświadczony przez życie. Jeden mniej, drugi bardziej. Ale to nie ulega wątpliwości, że właśnie tak jest. Każdy przeżył choćby jedną tragedię i jedno uniesienie radości. Każdy. Każdy o czymś teraz myśli. O czym? Tego nigdy się nie dowiemy.

Każdy ma jakąś historię do opowiedzenia. I to jest właśnie punkt dzisiejszego wpisu. Uwielbiam patrzeć właśnie tak na innych ludzi. Jak na tych, którzy skrywają w sobie historie. Historie bardziej lub mniej zaskakujące, dramatyczne, napełniające nadzieją, historie niespełnionej miłości albo dotyczące jakiejś ogromnej przygody, która tą osobę spotkała. Historie, które ją ukształtowały.

Historie, które tak rzadko wychodzą na światło dzienne.

Kiedy pytasz kogoś, jak się ma, najczęściej osoba ta z biegu odpowie "dobrze". Nieważne, czy tego dnia została przez kogoś obrażona, przeżywa ciężkie chwile w życiu, albo wręcz przeciwnie - doświadczyła czegoś niezwykle pięknego. Tylko ta wymijająca, zwykle nieprzemyślana odpowiedź: DOBRZE.


Czy zależy nam na tym, żeby poznać drugiego człowieka? Czy pozwalamy mu na opowiedzenie nam swojej historii? Czy sami potrafimy podzielić się z kimś naszym własnym wnętrzem?

A na koniec być może najważniejsze - czy mamy świadomość, że drugi człowiek, że każdy, kogo mijamy, skrywa pewną historię? Historię jego życia, historię, która jest warta więcej, niż wszystkie książki schowane w kątach wszystkich bibliotek świata. Historię wyjątkową i niepowtarzalną. Historię, która może odmienić świat. Czy potrafisz jej wysłuchać?

To wszystko zostawiam już waszej dalszej refleksji... Dla mnie taki punkt widzenia jest czymś niezwykłym. Szary przechodzień na ulicy, już nie jest kolejną przypadkową osobą, którą mijam. Jest kimś, kto ma swoją historię. Historię, która być może czeka, aż ktoś ją pozna.


Obrazy litewskiego malarza, Rimantasa Virbickasa.
Czego oczekujesz od życia?

Czego oczekujesz od życia?

Po prostu usiądź gdzieś na kamieniu, podeprzyj swoją zmęczoną głowę, jak to robili starożytni filozofowie i zadaj sobie to powalająco egzystencjalne pytanie z tytułu dzisiejszego posta. Tylko o tyle Cię, drogi czytelniku, proszę. Nie musisz już czytać niczego co tam dalej wypiszę. Wszystko, co najważniejsze dopowiesz sobie sam. Jeśli tylko zrobisz to, co wskazałam już na wstępie. No już, nie trać czasu. Działaj!



Nie wiem, czy w takim razie cieszyć się, czy raczej nie cieszyć z tego, że ktoś czyta ciąg dalszy... Ale coś tu sklecę. Bo temat jest ważny, a olewany. Bo czuję potrzebę wyjaśnienia jego sensu. Dlaczego jeszcze? Bo tak. Czy wszystko ma mieć sens i powód?


Czego oczekujesz od życia? Skąd w ogóle takie pytanie? Pierwszy raz przyszło mi ono do głowy wtedy, gdy zorientowałam się, że moje otoczenie bez przerwy na wszystko narzeka. Mam wrażenie, że ludzie zbyt często brną przed siebie bez dokładnego celu lub sensu. Zaczynają w pewnym momencie narzekać, narzekać, narzekać... A jaki sens ma narzekanie na życie, które nie ma żadnego określonego toru? Czego oczekujesz, co sobie wyobrażasz na temat swojego życia, jeśli to, co masz tu i teraz ci nie wystarcza?

W pewnym momencie właśnie w ten sposób zaczęłam to ludzkie narzekanie postrzegać. Bo kiedy zaczniesz rozmyślać nad jego sensem, zauważysz, że on nie istnieje. Albo inaczej - istnieje, ale jest zależny od naszych oczekiwań. Może są one zbyt wygórowane? Niezdrowe? Szalone?



Czego oczekujesz od życia? W takim razie to pytanie powinno być jednym z filarów naszej egzystencji. W dzisiejszych czasach za bardzo pędzimy - nie mamy czasu na chwilę zastanowienia nad tym, jaki to wszystko ma sens, w jakim celu to robię i ku czemu to ma zmierzać. Po prostu działamy, działamy, działamy. Monotonia, codzienność, zwyczajność. Szarzyzna zaczyna nas doganiać i zatracamy się w niej, nie wiadomo nawet kiedy. 

Proszę mi wierzyć, z tego nie da się wyjść pozostając w biegu. Żeby pomyśleć i wszystko poukładać, potrzebne jest zatrzymanie. Odcięcie się od medialnego szumu i pobycie z samym sobą. To może okazać się trudne, ale jest jak lekarstwo dla duszy. 

"Siądź i pomyśl... tylko tyle..."



I na koniec taki twist plot. Ja już zadałam sobie to pytanie, już siadłam na tym "kamieniu", już przemyślałam co nieco... Czego oczekuję od życia? Niczego. Pozwalam życiu się zaskakiwać. Zbyt duże oczekiwania, które w pewnym momencie swojego zaczynałam snuć, niszczyły prostą radość. Radość z życia takiego, jakie mam tu i teraz. Niczego nie oczekuję, wszystko jest cudem, jest pięknie.


Obrazy:
1. Marcus Stone "Waiting"
2. Marcus Stone "The Soldier's Return"
3. Marcus Stone "Summer"

Matura - z perspektywy czasu

Matura - z perspektywy czasu


Uwielbiam pisać i tworzyć, ale jak może ktoś zauważył, miałam w blogowaniu pewną dłuższą, jeszcze nieuzasadnioną przerwę. Już się tłumaczę - przyczyną zniknięcia był ten uwielbiany przez wszystkich, owiany niezliczonymi legendami Egzamin Dojrzałości. No i, rzecz jasna, wszystko to, co działo się później.

Ale od początku. W tym roku zakwitły dla mnie kasztany. Całkowicie niespodziewanie, zaskoczyły tymi swoimi pięknymi kwiatami. Na początku tylko odwracałam od nich głowę, z czasem jednak przyszło wziąć się za oswajanie strachu i zachwyt nad nimi. Tak, w maju uwielbiałam zachwycać się słońcem prześwitującym przez świeże liście drzew, które tworzyły baldachim nad głowami pędzących przechodniów. Szłam powoli, z głową zadartą do góry i pozwalałam delikatnym promieniom unosić kąciki moich ust do uśmiechu. To już ten czas.


Otoczona stosem papierów. Pochłaniałam poezję, rozszyfrowywałam stare notatki, zbierałam luźne kartki z zeszytów w względną całość, zakochiwałam się na nowo w historiach różnych epok, wspominałam wszystkie momenty, które towarzyszyły nauce w minionych latach. Znów napełniałam się wdzięcznością dla nauczycielki, która pokazała mi, że interpretacja wiersza jest jak jedzenie pysznego ciastka, a chodzenie po muzeum sztuki może być jak przejście do innego, magicznego świata, w którym nic nie jest takie oczywiste, wszystko ma swoje tajemnice i drugie dno. Język polski w liceum pozwolił mi zobaczyć świat w całkiem innych barwach. Odkryłam, że jest coś więcej, że to nie tylko słowa, że to nie tylko barwne plamy...

Powiedzmy, że z matematyką zawsze miałam raczej przyjazne stosunki. Liczyłam całą trzecią klasę, no i tyle. Znów wdzięcznością otaczam nauczycielkę, która zawsze wymagała, szczególnie wtedy kiedy my od siebie nie wymagaliśmy niczego. Były momenty w liceum, kiedy tak na prawdę uczyłam się tylko matmy. To nie były łatwe momenty, ale z perspektywy czasu wiem, że to jedna z najlepszych rzeczy, jaka mnie tam spotkała.

W maju trochę podróżowałam... palcem po mapie. Geografia była wisienką na torcie nauki, bo z przyjemnością powtarzałam schematy kształtowania się krajobrazu, rozpoznawałam skały i gleby z ilustracji, prognozowałam pogodę i zastanawiałam się nad tym, dlaczego w Tatrach nie ma lodowców. Znów odkrywałam wszystkie zakamarki świata. Znów zapragnęłam odwiedzić Vanuatu, Tuvalu i inne wyspy oraz wszystkie te góry, kotliny, pustynie, niziny... Świat jest piękny, a dzięki geografii mogę zachwycać się jeszcze bardziej tym, co mnie otacza. No i poza logicznym myśleniem i kombinatorstwem, zapamiętałam sobie taką jedną zasadę - everything is connected

W przerwach na naukę... Czytałam Harrego Pottera. Taka kwietniowo-majowa lektura, coś prostego, na odprężenie. Jeden haczyk - książki były po angielsku. No bo kto kazał powtarzać angielski w sposób klasyczny? Kiedy można połączyć przyjemne z pożytecznym? Nauka angielskiego - odhaczone.


W maju więc zmierzyłam się, poza tradycyjnym polskim, matematyką i językiem obcym (ang), z trzema bossami - POLSKIM, ANGIELSKIM i GEOGRAFIĄ. Poza tym przeprowadziłam dwie niezwykle zajmujące konwersacje - po polsku opowiedziałam, czym jest wg mnie dom rodzinny w życiu człowieka, natomiast po angielsku poleciałam w tematykę niezwykle egzystencjalną, opowiadając, czym dla mnie jest szczęście.

Każdą bitwę udało mi się wygrać, za co dziękuję Bogu do dziś.

Dziękuję za to, że już nie muszę przez to przechodzić. Z perspektywy czasu, nie przeszkadza mi pisanie o maturze w sposób lekki, jak to wyżej zrobiłam. Tak na prawdę jednak był to ciężki, bardzo intensywny czas. Możecie mówić, że nie uczyliście się i zdaliście. Oczywiście, że to jest do zrobienia. Zawsze przecież pamięta się coś ze szkoły. Zawsze można włączyć tryb "logiczne myślenie". Do matury zaczęłam powtarzać ok. 3 albo 2 tygodnie przed egzaminami. Był to jednak czas bardzo intensywnej pracy i raczej nikomu nie polecam robić tego w taki sposób. Może, że wiecie, że jedynie w taki sposób coś porządnie zapamiętacie, jak to było w moim przypadku. Są to jednak dni całkowicie wyjęte z życia.

Ale kochani, znowu bez przesady! Wszystko jest dla ludzi - w "maturalnym" czasie potrafiłam oglądać w środku nocy z przyjaciółką kilkugodzinne koncerty naszego ulubionego zespołu, obejrzeć Eurowizję ze znajomymi, a nawet przejść się do pracy (żeby móc choćby na chwilkę myśleć o czymś innym). Matura to nie koniec świata. Pozostańcie w tym wszystkim sobą, a stanie się ona być może początkiem czegoś pięknego ☺


Zdałam maturę, a wyniki bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły.
Poszłam do pracy, dzięki której zyskałam wiele umiejętności i otwarłam się na ludzi.
Dostałam się na studia, na które bardzo chciałam się dostać.
Korzystam z najdłuższych wakacji mojego życia.
Świat oszalał, życie jest piękne ☺

Jedynie pisać przestałam... Czego bardzo żałuję, bo jest to coś, co uwielbiam robić. Usprawiedliwiłam się więc przed wami, no i wyrażam przy okazji ogromną chęć powrotu. Patetycznie? Nie ważne - mam nadzieję, że się uda. Trzymajcie kciuki ☺

Jak wy wspominacie swoją maturę? A może wszystko jeszcze przed wami? W takim razie jeśli macie jakieś pytania, chętnie na nie odpowiem.

Dzięki, że tu jesteście!
Ania


Obrazy:
1. Vincent van Gogh "Blossoming Chestnut Branches"
2. Hugo Grenville "The Artist's Mother"
3. Hugo Grenville "Still life with flowers"
4. Hugo Grenville "A Sunday In Summer"
Życie jak z książki - 3 zasady

Życie jak z książki - 3 zasady


Tyle razy już to słyszałam i wałkowałam ten temat. Ludzie mówią - chciałbym, żeby moje życie było jak historia opisana w książce. Pełne przygód. Bajkowych romansów. Nietuzinkowych bohaterów. Tajemnic i zagadek do rozwiązania.

Hej, kochani! Kiedy sobie w końcu dacie powiedzieć, że tak właśnie jest? ☺ 

Wszystko zależy od tego, jak patrzycie na swoje życie. Ile dostrzegacie w nim dobra, ile zła? Spójrzcie - na pewno jest pomiędzy nimi jakaś walka. Czy udaje ci się ją wygrywać? Mam nadzieję, że Dobro na prawdę u ciebie zwycięża! A może jeszcze nie... Ale dąż do tego i nie poddawaj się - co by to była wtedy za opowieść? Ile jest w twoim życiu przygód? O właśnie... Te nieszczęsne przygody! Moje życie jest przecież takie nudne... (Albo inaczej. Ktoś, kogo znam, często to powtarza - życie jest jak papier toaletowy - szare, długie i do d...)

Kto tak myśli, jest w błędzie! Stop - może nie jest w błędzie. Ale jego sposób postrzegania świata nie jest zbyt pozytywny... Co więc zrobić, żeby historia twojego życia nabrała akcji i koloru? Żeby była na prawdę wyjątkowa, ciekawa i warta uwagi? Proszę bardzo, specjalnie dla was - 3 złote zasady!



RULE NO. 1
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zmień miejsce albo po prostu wstań z fotela i rusz przed siebie.

Jest to zasada, o której zawsze, gdy zdarzy mi się zapomnieć, przypomina mi moja przyjaciółka. Jest ona prawdziwą mistrzynią dostrzegania cudowności w sytuacjach zwyczajnych i tworzenia z nich niezapomnianych historii. Bo wiecie co? Ostatnio zauważyłam, że tak właśnie w pewnym momencie zaczęliśmy postrzegać życie (ja i moi najbliżsi przyjaciele). Wszystkie zdarzenia zamieniamy w historie. Historie, które tylko czekają, aż ktoś je opowie. Tak właśnie patrzymy na świat, na życie. Jest ono niczym zlepek niesamowitych historii, takich do opowiadania przy ognisku w najlepszym towarzystwie. Czy nasza rzeczywistość różni się czymś od waszej? Nie szalejemy, na prawdę. Po prostu patrzymy inaczej. I ciebie też do tego zachęcam. Twoje życie wypełni się niezliczonymi cudami, jeśli zaczniesz inaczej odbierać rzeczywistość. We wszystkich drobnych rzeczach jest coś niesamowitego! Tyle fantastycznych zdarzeń ma miejsce każdego dnia. Jak to? Nie zauważyłeś? No więc... Kolejna zasada jest specjalnie dla ciebie! ☺




RULE NO. 2
Zacznij widzieć świat, który cię otacza.

A co, że niby nie widzę? - zapytasz. Tak, najprawdopodobniej nie do końca ci się to udaje. Już wyjaśniam. Człowiek współczesny, gdy gdzieś idzie (lub raczej biegnie, bo to ogólnie wiadome, że wszędzie się dziś spieszymy), najczęściej patrzy w dół, bądź, o zgrozo, w ekran smartphone'a. Całą swoją postawą zwyczajnie ignoruje otaczający go świat. Przestań ignorować, tak nie wypada. Świat jest piękny, a kiedy otworzysz się na niego i zaczniesz świadomie widzieć to, co cię otacza, szybko zauważysz - tutaj ciągle wiele, wiele się dzieje. Spróbuj i sam się przekonaj! Zapraszam do prawdziwej przygody! ☺



RULE NO. 3
Brak. No skończmy już z tymi zasadami. Co za dużo, to nie zdrowo. Zapamiętaj te poprzednie i serio, zacznij żyć, bo warto! No idź! Masz już wszystko, czego potrzebujesz!


Kiedy zaczniesz patrzeć na swoje życie w innych kryteriach, na prawdę zauważysz, że jest ono prawdziwie 'książkowe'! A może inaczej - zobaczysz, że twoja własna historia jest warta uwagi, warta opowiedzenia i wysłuchania. Twoja historia jest przede wszystkim warta przeżycia. Przeczytaj zasadę 3 jeszcze raz. No to kończymy na dziś. Zmykaj już!

(Ale wróć, do zobaczenia wkrótce ☺)


Obrazy:
1. Mary Cassatt "The young lady reclining"
2. Mary Cassatt "Lydia reading on a divan"
3. Mary Cassatt "In the loge"
4. Mary Cassatt "The cup of tea"

Ucieknijmy!

Ucieknijmy!



Ucieknijmy, zróbmy to wszyscy razem! 
Gotowi, do startu...
Start!

Ucieczka to częsty motyw poruszany w literaturze, filmach i innych formach sztuki. Co człowieka tak bardzo pociąga w ucieczce? Co jest z nami nie tak? Czy w ogóle jest z nami coś nie tak, jeśli tak wielu ludzi Jej ulega? Oto przed państwem- Ucieczka.

Ktoś mógłby pomyśleć, że zaczynam właśnie namawiać naiwnych, żeby spakowali wszystko i wyruszyli w drogę. Zrób tak, jeśli potrafisz. Zapraszam do podróży w nieznane. Byli tacy odważni - zależnie od sytuacji, wyszło im to na dobre, bądź wyszło na złe. Z reguły byli zadowoleni. Tak, można ich nazwać ludźmi szczęśliwymi. W niektórych przypadkach posunęłabym się nawet nieco dalej - byli oni ludźmi spełnionymi. Kto nie pragnie takiego uczucia? Ale tym razem kochani - nie tędy droga. Zapraszam, zejdźmy na inny szlak.


Ucieczka jest odwróceniem się do czegoś plecami i pójście przed siebie. Chyba logiczne, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Ucieczka jest zła i dobra. Jak wiele rzeczy na tym świecie - to zależy od punktu widzenia. Czasami człowiek potrzebuje uciec. Inaczej coś się może w życiu popsuć.

Być może w niektórych sytuacjach jest to przejaw bezsilności. Albo tchórzostwa. Racja, tak bywa. Bo uciekając, zostawiamy coś za sobą i nie tykamy tego, nie próbujemy tego naprawić. Nie brzmi za dobrze? Patrz wyżej, napisałam, że ucieczka może być zła. Taka też bardzo często jest - uważaj! Bywa jednak też, że to jedyne możliwe rozwiązanie problemu.

Więc dlaczego na wstępie do niej zachęciłam? Nie, nie chcę was zapędzić w kozi róg. Spokojnie.

Aby zrobić krok w przód. Aby się przełamać, przebić - wielu ludzi potrzebuje właśnie Jej. Sama często mam wrażenie, że w swoim życiu uciekam przed czymś, bo zwyczajnie nie życzę sobie, żeby to mnie dopadło. Moje życie to ucieczka? Być może. Ale sama nie chcę inaczej. Ucieknijmy razem...


Staram się nie dać złapać dorosłości - najprawdopodobniej w myśl przesłania książki Antoine'a Saint Exupery'ego pt. "Mały Książę". Chyba za dużo się jej naczytałam ☺ Ale o tym już trochę tutaj wspomniałam. Wiem, że w końcu mnie dopadnie takie życie. Ale tutaj chodzi o coś więcej - o wnętrze. Uciekam od szarości dnia w marzenia, trochę jak Ania z Zielonego Wzgórza. Uciekam od wszechobecnego przygnębienia moich rówieśników, bo to jest jak jakaś okropna zaraza która trawi dzisiejszy świat. Uciekam od zła, choć jest to bardzo trudna droga. Uciekam od wzorców, które społeczeństwo chce nam narzucić... Choć jest to coraz trudniejsze. Uciekam od grania kogoś, kim nie jestem - uciekam, bo ja to ja - słaba, nieidealna, z wielkimi marzeniami, niedzisiejszymi pasjami i tą niemodną chęcią do zachwytu nad każdą małą rzeczą. 

A ty, to ty - nie bądź kimś, kim nie jesteś. Postacią wykreowaną przez profile w mediach społecznościowych. Postacią wyidealizowaną. Postacią o wielu twarzach. Doskonałym aktorem. 

No to jak? Uciekamy? Przed czym?
Trzy, dwa, jeden...






* Claude Monet "Cliffs of les Petites-Dalles"
* Claude Monet "Cliffs and Sailboats at Pourville painting"
* Claude Monet "The Cliff, Etretat, Sunset"
Copyright © 2014 Bezpustkowie , Blogger