Kwiaty w pudełku

Kwiaty w pudełku



Dawno temu w okolicy często można było spotkać pewną tajemniczą dziewczynę, która wędrując tu i tam, wyglądała na łąkach, w ogrodach i różnych innych miejscach kwiatów. Gdy takie znajdowała, zawsze szła zerwać kilka, aby następnie schować je do swojego złotego pudełka, z którym nigdy się nie rozstawała. Nikt nie domyślał się wówczas, że ta tajemnicza postać skrywała w sobie tylko jedno marzenie - chciała odnaleźć Różę. Chodziła tak całe życie, ale nigdy nie znalazła kwiatu. Zaślepiona obrazem, który wykreowała w swoich fantazjach, wcale nie zauważyła, że już nie raz włożyła do pudełka różę. Zapomniała bowiem, że kwiaty te nie są jedynie czerwone, ale mają różne kolory...

Czasami nie można przedstawić myśli inaczej, niż poprzez metaforę. Niż poprzez historię, która tworzy się w głowie i wypełnia całą twoją postać. Która sprawia, że zaczynasz myśleć, rozumieć i zastanawiać się. Dzięki której widzisz jakby trochę więcej tego, co pozornie jest przed Tobą zakryte. Jak to jest?

Czy przypadkiem nie zdarza się to też w naszym życiu? 
Czy nie idziemy przez nie z pewnym obrazem wykreowanym w głowie, który sprawia, że po drodze tracimy tak wiele drobnych szczegółów? Czy jakieś wyobrażenia nas nie zaślepiają?
A może patrzymy tak wybiórczo na ludzi, których spotykamy na swojej drodze?

Może. A może nie.
Na to musicie odpowiedzieć sami sobie.


Obraz:
1. "Pandora Opening the Golden Box" John William Waterhouse
Patria znaczy ojczyzna

Patria znaczy ojczyzna

Ten wpis nie będzie o polityce. Nie cierpię jej. Nawet się na niej zbytnio nie znam. W ogóle myślę, że ten temat nie powinien być dziś w żaden sposób poruszany - ma niezwykłą moc wszczynania sporów między ludźmi. Tworzy podziały, wzbudza zbyt często negatywne emocje. A dziś powinniśmy się nacieszyć sobą nawzajem. Odnaleźć piękno tego niezwykłego momentu. Dziś Święto Niepodległości.


Nie chcę, żeby ktokolwiek czuł się osaczony tym wpisem. Nie chcę uchodzić, za jakąś ogromną patriotkę, która już dziś potrafiła by oddać swoje życie za kraj, w którym przyszło jej żyć. Ludziom, którzy to zrobili nie dorastam do pięt. Nie zamierzam też namawiać do wyjścia na ulicę, kłócenia się o Marsze Niepodległościowe i inne tego typu sprawy. Sama chyba wolę przeżyć ten dzień  w nieco inny sposób.

Bo to piękny dzień, wiecie? Mam wrażenie, że im starsza jestem, tym bardziej cieszę się z tego, że mieszkam, gdzie mieszkam. Mój kraj jest często podzielony, nie jest bez skazy, nie wszystko chodzi tutaj jak w zegarku. Nie każdy jest uczciwy, nie każdy lubi mówić prawdę, nie każdy myśli o drugim człowieku. Na pewno nie jest to "kraina mlekiem i miodem płynąca". Na pewno.


Czy w gąszczu tego, jakże polskiego narzekania, nie powinniśmy właśnie dziś, choć troszkę zwolnić? Czy to nie czas, na zatrzymanie się i spokojne przyjrzenie się temu, co nas otacza? Usiądź spokojnie i pomyśl.

Pomyśl o ludziach, którzy 100 lat temu nareszcie uzyskali wolność. Odzyskali kraj, o którym nie zapomnieli przez te ostatnie 123 lata. Jak oni się wtedy czuli? Przechodzi mnie dreszcz emocji. To musiało być niesamowicie wzruszające.

Siądź spokojnie i zastanów się. Popatrz na Polskę inaczej niż zwykle. Na prawdę nie obchodzi mnie, czy ten kraj cię skrzywdził, czy uratował, czy go nienawidzisz, czy wręcz przeciwnie. Nie obchodzą mnie twoje poglądy, twoje wierzenia, a nawet osobowość. O jedno Cię proszę. Daj jej dzisiaj szansę.


Za co kocham Polskę? Na pewno za pierogi (i to bynajmniej nie dlatego, że jestem studentką). Za to, że jej kształt na mapie świata tak bardzo przypomina żołędzia, a ja uwielbiam jesień. Za to, że ma, jak od dziecka twierdziłam, ukształtowanie idealne - mamy tu przecież góry, morze, jeziora, lasy, całkiem płaskie i całkiem faliste tereny, a nawet pustynia się znajdzie. Za legendy, których się kiedyś okropnie bałam. Za ten niesamowicie zawiły, skomplikowany język, który tak przyjemnie szeleści, gdy przestajesz skupiać się na znaczeniu słów (już pogodziłam się z myślą, że nigdy do końca się go nie nauczę...). Kocham Polskę za tradycje - za to, jak świętujemy Boże Narodzenie, Wielkanoc i inne dni. Za niezwykle piękną religijność. Za kolorowe kamienice na rynkach dużych miast. Za Bieszczady, w których za każdym razem odnajduję siebie. Za dystans do januszowych stereotypów. Za sztukę, a w szczególny sposób za poezję, która wzrusza, porusza i daje do myślenia. Za pyszne jabłka. Za historię. Za ludzi, którzy tą historię stworzyli. 

Za wiele więcej, choć nie zawsze umiem zdać sobie z tego sprawę.

Polska dała mi bezpieczny dom oraz ludzi, których kocham.
Myślę, że to już wystarczający powód, żeby powiedzieć dziś:

DZIĘKUJĘ.

Cieszę się, że jestem tu i teraz. Hej, na prawdę jest co świętować!



Obrazy Jacka Malczewskiego:
1. "Ojczyzna"
2. "Pejzaż z jarzębiną" lewa część tryptyku "Idź nad strumienie"
3. "Pejzaż z jarzębiną" prawa część tryptyku "Idź nad strumienie"

Za co jesteś dzisiaj wdzięczny?

Za co jesteś dzisiaj wdzięczny?

Piątkowe poranki - lubię ten czas. Siedzę przy stoliku z kubkiem gorącej herbaty pod ręką i co chwila wyglądam za okna by nadziwić się Krakowem skąpanym w białej gęstej mgle (no dobrze, może niekoniecznie jest to mgła...). W tle leci leniwa muzyka. Jest czas. Mogę oddać się tej cudownej chwili i pisać, pisać, pisać...


Stworzyć zarys sytuacyjny - zrobione. Mam nadzieję, że czytasz to w równie miłych okolicznościach. Jeśli nie - zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie taką chwilę, gdy czujesz się na prawdę dobrze i bezpiecznie. Rozpłyń się w niej, rozkoszuj się nią. Dopiero wtedy zacznij czytać dalej. Mam nadzieję, że to będzie wpis w pewien sposób ważny dla Ciebie. No to - zaczynamy!

O wdzięczności mówi się zbyt często. Tak często, że zaczęliśmy ten temat traktować jako coś oczywistego. No niby gdzieś tam jest i tyle. Idziemy dalej przez życie, bez żadnej rewolucji. Z drugiej strony widzę, że mówi się o niej też zbyt rzadko. Informacje nie docierają do każdego. A każdy ma prawo spróbować w życiu czegoś nowego. Może doliczysz ten tekst jako kolejny do puli przeczytanych wywodów na ten temat. Chciałabym jednak, żeby było tutaj troszkę inaczej. Żebyś na prawdę zaczął działać, kochany czytelniku, kochana czytelniczko.


Chcę Was zachęcić to patrzenia na życie z wdzięcznością. Brzmi radykalnie? Przecież codziennie dotyka nas tak wiele problemów! Ratunek przychodzi jednak w drobnej zmianie punktu widzenia. Bardzo drobnej. Zasada jest banalna i to do niej jednej cały ten wpis mógłby się sprowadzać:

W każdej chwili spróbuj znaleźć tą odrobinkę (a może i ogrom!) dobra. Uchwyć się go i żyj nim. Podziękuj - bądź wdzięczny. Szybko odkryjesz ile cudowności jest w pozornie szarej rzeczywistości.

Tylko tyle, czy aż tyle? Korzyści jest z pewnością wiele, ale to już niech każdy oceni we własnym zakresie. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że gdy zaczęłam żyć z wdzięcznością, w moim życiu odkryłam wiele szczególików, których wcześniej nie dostrzegałam. Wiele niezwykle dobrych rzeczy, dobrych ludzi, dobrych momentów, którymi jestem otoczona, ale na co dzień o nich nie myślę. Dlaczego? Bo stały się nieodłączną częścią mojego życia. Czymś na pozór normalnym i oczywistym. Gdy dziękuję, za to, co już mam, czuję, że nie potrzebuję do szczęścia dużo więcej. Nie muszę daleko szukać - dobro już przy mnie jest. Wystarczy go odkryć.


Tyle z teorii. Przejdźmy do działania, bo, jak wspomniałam na wstępie, chciałabym, abyście na prawdę zaczęli działać. Już mówię, jak!

Przygotuj sobie zeszyt / wyznacz miejsce w Bullet Journalu / pamiętniku / czymś podobnym. Proszę Cię jednak, żeby koniecznie było to coś papierowego. Coś, co można na prawdę chwycić do ręki, obrócić, otworzyć, zagiąć róg strony... Każdego wieczoru siądź spokojnie (to będą tylko 3 minutki!) i pomyśl - za co dziś jesteś wdzięczny / wdzięczna? Odpowiedź koniecznie zapisz (niezapisane myśli szybko umykają, nie wystarczy pomyśleć). Użyj do tego  ulubionego długopisu / pióra / mazaka / kolorowej kredki. Spraw po prostu, żeby ta chwila była dla Ciebie przyjemnością, a nie kolejną wieczorną rutyną. Codziennie staraj się odkryć coś nowego. Po jakimś czasie w Twoim dzienniku stworzy się całkiem niezła "Lista Wdzięczności". Przeglądaj ją raz na jakiś czas... Zobaczysz ile dobra otacza cię każdego dnia ☺

No to co, przyjmujecie wyzwanie? Za co jesteście dzisiaj wdzięczni?

Dziękuję za tą wspólnie spędzoną chwilę. Mam nadzieję, że masz na prawdę dobry dzień. Życzę Ci mnóstwa radości i uśmiechu! ☺



Obrazy:
Frederick Childe Hassam
1. "Summer Evening"
2. "Bowl of Goldfish"
3. "Mrs Hassam at Villiers le Bel
Polacy czytają książki

Polacy czytają książki

Bilet kupiłam dnia poprzedniego. Wybrałam się w to miejsce z rana, żeby nie stać niepotrzebnie w długiej kolejce niecierpliwych ludzi. Zwykłych ludzi, bo nie zarejestrowałam się jako blogerka. Zresztą i tak pewnie nie dostałabym wejściówki - co kogo obchodzi, że czytam książki, przecież wcale o nich nie piszę. Ale czy też nie ilustrując moich postów różnymi obrazami, nie powinnam przypadkiem dostawać darmowych wejściówek do galerii sztuki? Hmm to tak nie działa. Nieważne. Włączyłam tryb incognito i obserwowałam. Zapraszam na Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie!


Tłum ludzi. A może raczej powinnam napisać TŁUM. Bo na prawdę było  ich mnóstwo. I kto mi tu powie, że Polacy nie czytają książek? Mam wrażenie, że jakieś 3/4 osób w moim wieku z którymi się zetknęłam na pytanie "Co lubisz robić?" odpowiada: "Czytać". Być może zadaję się z jakąś niesamowicie wyselekcjonowaną (w jakiś tajemniczych okolicznościach) grupą. Nie wiem. No pewnie jest tak, że "statystyki nie kłamią". Dużo Polaków nie czyta - ale czy ktoś nam mówi, dlaczego? Może praca im na to nie pozwala, może domowe obowiązki, może bolą ich od tego oczy, a może po prostu wolą wyjść do kina obejrzeć jakiś dobry film? Nie można ich za to karcić. Wiadomo, czytanie ubogaca - ale co ma w takim momencie powiedzieć osoba, która kocha książki, ale wraca do domu zmęczona i jedyne na co ma ochotę, to chwila niewymagającego myślenia relaksu? Kto chce czytać i ma takie możliwości - niech czyta. Z własnego doświadczenia wiem, że czasem jest to niemożliwe. No więc, nie można tutaj generalizować i krzyczeć: "Polacy nie czytają książek!!". Ja czytam i czuję się Polką. No i myślę, że te tysiące ludzi na Targach ma podobnie.


Brałam udział w tym wydarzeniu już drugi raz, choć ten uważam za bardziej udany (rok temu zwyczajnie nie ogarniałam co się wokół mnie działo). Wiecie, co mnie zachwyca na Targach Książki? Ludzie. Ludzie pełni pasji - tacy, którzy wręcz żyją literaturą.  Podchodzisz do jakiegoś niszowego wydawnictwa i czujesz się wspaniale. Starszy pan z uśmiechem i fascynacją zaczyna opowiadać Ci o projekcie książkowym, który realizuje na swoim stanowisku. Wesoła pani zachwala nieco wulgarną czeską literaturę za jej specyficzny humor. Inna zaczyna mówić do ciebie w mistycznym języku smoków. Czy to nie jest niezwykłe?

Aż żal mi było odchodzić od tych stoisk ze słowami: "To jest niezwykłe! Dziękuję, na razie idę oglądać dalej.". Pasja tych ludzi tak mnie powalała, że najchętniej kupiłabym wszystkie prezentowane przez nich książki (czy by mnie interesowały, czy nie) i umówiła się na dobrą herbatę w kawiarni. No cóż, studencki budżet raczej na to nie pozwala... Na szczęście włóczenie się, rozmowy i uśmiechy były za darmo. No i chyba po to się tam wybrałam.


W moim trybie incognito obserwowałam też zachowania blogerów (hmm a raczej blogerek). Ogólnie to każdy członek tej grupy działał w dość podobny sposób. Szwendać się i wypatrywać w tłumie osób z plakietką "Bloger". Przywitać się i przytulić, jakby się było starymi przyjaciółmi - w końcu ta sama branża. Obowiązkowe selfie. Szybki small talk. No i lecimy dalej. Jak to się obserwowało z boku, to było całkiem urocze. Czasem chciałam powiedzieć "hej, też coś czasem piszę", ale gryzłam się w język i przechodziłam obok nich z uśmiechem. W końcu nie załatwiłam sobie magicznej plakietki "bloger".

Spędziłam tam kilka godzin, zrobiłam dla was parę niezbyt ładnych zdjęć (jestem małym człowiekiem, robienie zdjęć i walka o to, aby nie zostać zdeptanym nie idzie mi jakoś dobrze). Czy warto wybrać się na takie Targi Książki? No jasne, że warto - profitów jest mnóstwo. Wydawnictwa sprzedają książki w mocno promocyjnych cenach, organizowane są spotkania z autorami, można poznać wiele malutkich cudownych wydawnictw (szczególnie tych z książkami ilustrowanymi, nie mogłam przestać się nimi zachwycać!). Ale przede wszystkim - można samemu przekonać się, że Polacy czytają książki. No i że jest nas całkiem sporo.


Możecie być ciekawi (albo nie) czy coś z tych targów wyniosłam? Poza ulotkami i kilkoma darmowymi muzealnymi zakładkami owszem, nabyłam jedną książkę. Niestety muszę was zmartwić... Jest to książka o uwielbianej przez wszystkich Królowej Nauk. No cóż, tryb studencki został już włączony na całego. Przepraszam...

Byliście kiedyś na Targach Książki? Lubicie czytać? Robicie to często, czy raczej okazjonalnie? Zapraszam do komentowania i obserwacji mojego bloga. Bardzo cieszę się, że tu jesteś ☺ Miłego dnia!



Czego słuchasz?

Czego słuchasz?

Zmysł słuchu, jak wiele wnosi on do naszego życia! Słuchamy ciągle. Czego słuchamy? To zależy i nie zależy od nas. Chociaż możemy sobie wiele z tego wyselekcjonować. Słuchać można dobrych i złych rzeczy. Czego słuchacie więcej? Czego chcecie słuchać więcej?


Zrobiłabym taką ładną tabeleczkę, ale mam już serdecznie dość robienia notatek... A to by przypominało takie właśnie notatki (bo tabelki są ładne, no sami przyznajcie, takie równiutkie i pełne literek!). Mechanizm jest taki - kończę pisać i chce mi się pisać, tylko coś fajnego i miłego dla odmiany, więc szybko otwieram laptop i sunę palcami po klawiaturze. Palce tak ładnie stukają. Stuk, stuk, stuk. Raz szybciej, raz wolniej. Raz prosto w literki, raz trochę wyżej i w prawo [backspace]. Tak wygląda ten proces pisania. Ale w głowie miałam coś innego. Miałam tam dźwięki i to na nich chciałam się dzisiaj skupić...

Gdy zadamy komuś pytanie: "Czego słuchasz?", ta osoba z góry zakłada, że chodzi o muzykę. Taka nasza kultura i chyba o to tu chodzi. Jeśli czegoś słuchamy to tylko muzyki. Czego słuchasz? Popu, Rapu, Techno, Indie, Klasycznej, a może Disco Polo, tak potajemnie, jak nikogo nie ma?

Wróć. Nie o tym dziś będzie. Zastanów się na chwilkę - czego słuchasz? Jednej rzeczy chcę was dzisiaj nauczyć (albo wyłuskać, bo myślę, że już to umiecie!) - nieszablonowego myślenia. Tego, że nic do końca nie jest takie oczywiste, nawet, jeśli wydaje się nam na pierwszy rzut oka (albo ucha?), że tak jest. Prosta wiązanka słów może zyskać całkowicie inne znaczenie, gdy się nad nią zastanowisz. Albo zwyczajnie straci znaczenie.


Czego słucham?

Na początku chciałam wyodrębnić kilka zbiorów (wow, przez chwilę zrobiło się matematycznie!). Słucham ludzi, słucham muzyki i słucham ciszy. Podkreślam - na początku - bo później to wszystko się pokomplikowało. Zabolało mnie to uogólnienie. Nie wolno uogólniać spraw życiowych! W ogóle nie wolno uogólniać, bo to smutne. Sprecyzujmy!

Czego słucham?

Słucham szelestu liści, tych na drzewach i tych na ulicy. Słucham trzepotu skrzydeł gołębi przelatujących nad krakowskim rynkiem. Słucham infantylnych piosenek, bo kojarzą mi się z dzieciństwem. Słucham rozmów starszych pań siedzących w tramwajach i autobusach. Słucham ulicznego gwaru, w którym próbuję rozpoznać znane i nie znane mi języki. Słucham milczenia. Słucham głośnej muzyki która leci ze słuchawek osoby stojącej przy mnie w autobusie. Słucham muzyki, która pozwala mi przenieść się w czasie. Słucham pociągnięć ołówka na białej kartce. Słucham poezji śpiewanej. Słucham wesołego śmiechu moich przyjaciół. Słucham głosu serca, a nawet czasami głosu rozsądku. Słucham urywków reklam, bo zaraz je wyłączam. Słucham ludzi pracujących w ciszy. Słucham muzyki, która wywraca wszystko co we mnie do góry nogami, przyprawia mnie o dreszcze, pozwala się wzruszać, zachwycać a czasem nawet rozpłakać. Słucham mądrych ludzi. Słucham deszczu, który pada za oknem. Słucham stukotu palców, które uderzają w klawiaturę, gdy piszę...


I wiecie co? Lubię słuchać tego wszystkiego. Czuję wtedy, że żyję i że to całkiem dobre życie.

Myślę, że to odpowiednia pora, żeby zadać Ci to pytanie. Uwierz mi, nie jest ono wcale takie trudne... No to jak, czego słuchasz?

(zapraszam do komentowania... na prawdę jestem ciekawa waszych odpowiedzi ☺)


Obrazy:
1.2.3. Frans Snyders "The Concert of Birds"

Przyszła jesień!

Przyszła jesień!



Już jakiś czas temu do mojej głowy znów wpadły te słowa... Znany wiersz, dwóch wybitnych Polaków. Co za połączenie! Tekst autorstwa Juliana Tuwima, wyśpiewany przez Czesława Niemena. Niby jest to pieśń o miłości, choć ja już chyba zawsze będę ją postrzegała jako Hymn Jesienny... Melodia, która przyprawia mnie o dreszcze zachwytu, słowa ociekające ostatnimi promieniami słońca, lśniące złotem liści, świszczące i szeleszczące. Już od kilku tygodni bez przerwy śpiewam za artystami...

Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła...

Mówiąc formalnie, to wszystko zaczęło się 23 września. Jako osoba z zacięciem geograficznym zdradzę wam, że był to taki dzień, w którym zachodzi zjawisko równonocy. Ale to nie jest ważne w tym momencie (a może jednak?). Kiedy tak na prawdę przyszła jesień? Całkiem niedawno, choć jakieś 2 tygodnie już tu sobie błądzi.

Przyszły ciepłe jesienne dni - coś co uwielbiam. Całym sercem. Nie mogę jednak powiedzieć, że chciałabym aby to trwało tak cały rok. Hej, każda pora roku jest na swój osobliwy sposób piękna! Chociaż jesień ma w sobie to coś - coś niezwykle poetyckiego, skłaniającego do głębszej refleksji nad wszystkim.


W tym roku spotkałam jesień, troszkę dla odmiany, w Mieście Królów. Już od dłuższego czasu o tym marzyłam... No i spotkałyśmy się. To chyba dlatego, że naczytałam się wierszy i nasłuchałam piosenek o niej spacerującej tymi uliczkami. Myślałam wtedy, jak to ładnie byłoby ją spotkać właśnie w tym miejscu. Ogarnęła mnie jakaś dziwna, wyjęta z romantyzmu tęsknota do jesieni. Już nie tęsknię.

Cieszę się, w końcu się spotkałyśmy. Zaprosiła mnie w piosence, dość nieśmiało, muszę przyznać. A potem wpadła ze złotym uśmiechem. Zaprzyjaźniłyśmy się i chodzimy sobie razem na milczące spacery. Przepraszam, ja milczę z zachwytu, a ona mówi - słyszę ją w szeleście liści, w muzyce grającej w oddali, w nieśmiałych uśmiechach ludzi, w szumie złotych koron drzew, w ulicznym gwarze. Cóż więcej mówić? Tonę w zachwycie - taka ona piękna.

A po ulicach w lekkiej jesieni, fruwały za mną jasne anioły...


Poza tym jesień smakuje herbatą owocową. To tak na marginesie. Taka sobie pora roku "ze smakiem". A czym dla was jest jesień? Jak brzmi? A może znacie jeszcze jakieś ciekawe piosenki bądź wiersze o tematyce jesiennej? Podzielcie się nimi w komentarzu! 

Życzę wam wszystkim pięknego jesiennego czasu!
Dużo uśmiechu! ☺

Jak czarują Mazury?

Jak czarują Mazury?

Dokładnie tydzień temu wróciłam z Mazur. Jak to się stało, że znalazłam się akurat w tej części Polski? Przecież zawsze zarzekałam się, że jeziora są niesamowicie nudne, że nic ciekawego nie można tam robić. Bo to tylko jakaś dziura z wodą. Poza tym - ja? Zadeklarowana miłośniczka gór i wszelkich wyżyn? No dobrze, nad morze też chętnie pojadę... No ale morze, to morze! Ten ciepły piasek, bądź kamyczki. Ten bezmiar wody - i to nie takiej zwyczajnej, a słonej. Falowanie. Parawanowanie. Budzenie się na wschody słońca i zachwycanie się zachodami. Kukuryyydza! Gorąca kukurydza!





A jednak. w tym roku pojawiłam się na Mazurach. Co mogę powiedzieć? Kochani, nigdy nie odbierajcie szansy żadnemu miejscu na mapie! A na pewno nie Mazurom. To trzeba zobaczyć. Pamiętacie może konkurs na 7 Cudów Natury? No właśnie. Tak się składa, że Mazury brały w nim udział. To już o czymś świadczy, co nie?

Była nas ponad setka. Przyszli studenci pewnej polskiej uczelni. Pływaliśmy jachtami, jedliśmy na jachtach i spaliśmy na jachtach. Wieczorem często rozpalaliśmy ogniska, żeby pośpiewać trochę szant. Poznałam wielu niesamowicie ciekawych ludzi - mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda mi się z nimi spotkać. Atmosfera? Jeziorno - żeglarska, taka dosyć specyficzna. Czy mi się podobało? Oczywiście, że tak!

Mazury chyba jakoś czarują ludzi, którzy tam przyjeżdżają. Ja - taka ogromna przeciwniczka jezior! A teraz mówię, że chętnie wróciłabym popływać. Po prostu było urokliwie. Co mnie zachwyciło? A no parę rzeczy...



Bezmiar wody
- ten moment, kiedy jesteś na środku jeziora, siadasz na łódce i machasz wesoło nogami. A pod tobą woda, woda i jeszcze raz woda. Bardzo dużo wody. Patrzysz w dół i widzisz mokry ciemny granat, a pod nim już tylko czerń. Woda jest spokojna. Taka gigantyczna kałuża po lodowcu.

Zielono mi
- rozwój turystyki niszczy wiele środowisk naturalnych. Tutaj może działa unikatowość terenu, jakieś tam regulacje prawne... No nie wiem, nie znam się na rzeczy. W każdym razie - brzegi jezior były na prawdę dzikie. Dla mnie to na prawdę istotny punkt, jako, że jestem miłośniczką wszystkiego, czego nie tknął się człowiek. Ku mojemu zaskoczeniu - tutaj też były takie miejsca!

Gwiazdy - kiedy zminimalizujesz 'zanieczyszczenie świetlne' niebo stroi się dla ciebie w podzięce. A tak na serio - widać było wiele, w tym nawet drogę mleczną! Nie mieszkam w dużym mieście, gwiazdy nad moim domem widać dosyć dobrze. Ale to, co zobaczyłam na Mazurach powaliło mnie z nóg. Stałam jak wryta z głową zadartą do góry. Myślę, że mogłabym spędzić tak całą noc. A może i nie tylko jedną...

Żeglowanie - to był mój debiut. Pierwszy raz wiązałam węzły na tyle różnych sposobów. W sumie, to mam wrażenie, że ta łódka składała się w 80% z różnej długości, grubości i kolorów sznurów. Powolne i szybkie sunięcie po tafli jeziora, w żarze słońca, cieniu żagla i pod chmurkami w deszczu. Leniwe godziny i emocjonujące zwroty. Tego nie da się opisać słowami. To jest coś, czego trzeba doświadczyć.



Wróciłam po tygodniu przepełniona radością oraz zachwytem. Cieszę się, że mogłam spróbować w swoim życiu czegoś całkiem nowego. Nie bójcie się wkraczać w nieznane - to może okazać się na prawdę niezapomnianą przygodą! W moim przypadku było właśnie tak. Mam nadzieję, że dane mi będzie spędzić w moim życiu troszkę więcej czasu pod żaglami, nie tylko na Mazurach. A nawet jeśli tylko - wcale się nie obrażę, chętnie wrócę tam po więcej! Ahoj!

Byliście kiedyś na Mazurach? Żeglowaliście? A może spotkała was niedawno jakaś inna niezwykła przygoda? Podzielcie się śmiało w komentarzu


*Wszystkie zamieszczone tu zdjęcia są mojego autorstwa. Proszę ich nie kopiować i wykorzystywać bez mojej zgody.
Copyright © 2014 Bezpustkowie , Blogger