Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty
Powroty i gdzie mnie znaleźć

Powroty i gdzie mnie znaleźć



Cześć, z tej strony Ania. Miło mi gościć Cię na moim starym blogu!
Nowy blog znajduje się tutaj: bezpustkowie.bearblog.dev 🌱


***

Dziwnie się tu wraca po 5 latach nieobecności. Wieje pustką, a przecież miało być Bezpustkowie. No ale cóż - tak to już jest, że odkładane na bok pasje w końcu wracają do nas jak bumerang. A mi znów zachciało się pisać! Bogatsza w nowe życiowe doświadczenia, nowe historie do opowiedzenia.

Blogosfera bardzo zmieniła się od kiedy stawiałam w niej pierwsze kroki (jeszcze długo przed powstaniem Bezpustkowia). Osobiste strony pomału zostały wyparte przez łatwo dostępne media społecznościowe.  Czy jest więc jeszcze sens publikować coś w taki sposób? Nie będąc inluencerem, bez marki osobistej, zarobku i współprac, a przede wszystkim - bez nieskończenie wielkiej publiki. Jak najbardziej!

Wystarczy chęć tworzenia i dzielenia się tą twórczością. Dla zabawy, dla samorozwoju, dla realizacji pasji, dla spełniania dziecięcych marzeń, dla tych kilku bliskich, którzy cię dopingują i pytają - kiedy w końcu coś napiszesz? Żeby mieć w Internecie swój własny, niezależny ogródek. Myślę, że zdecydowanie warto.

Bloga przeniosłam na mniejszą, bardziej niezależną i mniej skomplikowaną platformę. Polecam się z nią zapoznać, o tu. Społeczność nie jest duża, ale można tam znaleźć dużo dobra, wiele ciekawych tekstów. Pisanych z pasji, a nie dla popularności. Coraz trudniej znaleźć takie miejsca w Internecie. Ale uwierzcie - one istnieją!

Także was zachęcam do zakładania własnych internetowych ogródków. A jeśli powstaną - koniecznie podzielcie się linkiem! Chętnie poczytam, co wam w duszy gra 🌸

Dobrego dnia, 
Ania z Bezpustkowia


Obraz:
1. Józef Chełmoński "Wiosna. Kaczeńce", 1908

Kiedyś zostanę pisarką

Kiedyś zostanę pisarką


A co gdyby wmówić pewnej grupie ludzi, że jestem światowej sławy pisarką? A co, gdyby wmówić innym, że moje wiersze, że moje teksty są czytane i pozytywnie oceniane przez najbardziej cenionych krytyków literackich? A co, gdyby wmówić ludziom, że jestem artystką? Że wartość moich dzieł na aukcjach osiąga niewyobrażalne sumy? Że środowisko artystyczne uznaje mnie za kogoś "swojego"? A co, gdyby… A co, by się tak właściwie wtedy stało? No właśnie…


Mogłabym pisać cokolwiek, a to i tak byłoby wchłaniane przez każdego z jakąś dziwną odmianą fascynacji. To, kim jesteśmy, wpływa na odbiór tego, co robimy. Ale co my możemy poradzić na to, że jesteśmy tym, kim jesteśmy? Jak to się ma do realizacji naszych marzeń, naszych celów? Czy naprawdę jesteśmy na aż tak bardzo straconej pozycji? Czy tak naprawdę egzystujemy sobie teraz, przegrywając nasze życie, bo nic innego nam już nie zostało? Sztuka to chyba dość niewdzięczne zajęcie.

A jednak, kiedyś zostanę pisarką. Jakimś cudem to się w końcu wydarzy. Kiedy? Może nawet jutro wieczorem, gdy nagle, w nieoczekiwanym przypływie czegoś, co zwykle nazywane jest czasem wolnym (dziwne to zjawisko dla studenta), schowam się do mojej szuflady w biurku. Tak, to nic trudnego moi drodzy! Wystarczy nieco ją wysunąć (to już zależy od gabarytów, oczywiście mebla, a nie nas samych) i wejść. Trzeba trochę uważać, żeby nie przypalić Papierowych Wzgórz płomykiem natchnienia trzymanym w dłoni. Szczególne środki ostrożności należy także podjąć podczas chwytu narzędzia - stalówką pióra łatwo o zadanie bohaterowi bolesnego ciosu, nie mówiąc już o plamach atramentowej krwi, która mogłaby zabrudzić białą powierzchnię. A przecież tak ciężko ją później sprać… Mogę was zapewnić, że ta szuflada, choć niewielkich rozmiarów, to niezwykle przyjemne miejsce. Czasem troszkę zagracone, no ale - drobny nieład jedynie dodaje jej uroku. Ostrzegam tylko - nastaw zegarek. Czas szybko mija, a w końcu będzie trzeba wrócić do rzeczywistości (jakby ktoś jeszcze nie wiedział, już tłumaczę - choć nikt tego nie chce, codzienność jest koniecznością).

Zostanę pisarką. Naprawdę? Jesteś tego taka pewna?


Kochani, przestańmy sobie umniejszać. Porzućmy sztuczną skromność, to wcale nie są duże słowa, tak jak wielu ludziom się wydaje.
To, że nie wydałeś nigdy książki, nie znaczy już, że nie umiesz pisać.
To, że nigdy nie wygrałeś konkursu plastycznego, nie znaczy, że nie umiesz tworzyć sztuki.
To, że jeszcze nikt nie wybudował pomnika z twoją podobizną, nie znaczy, że jesteś nikim.
Mam nadzieję, że to nie będzie dla ciebie zaskoczeniem, gdy oznajmię tu, przed całym światem (a raczej tą częścią, która jakimś cudem tu trafi):
Jesteś kimś, bo jesteś sobą.

A jak mi nie wierzysz, to wejdź do swojej szuflady i zachwyć się.
Zachwyć się, bo to, co tworzysz jest piękne, jest wyjątkowe pod każdym względem. Zachwyć się i rób to dalej. Twórz!

Kiedyś zostanę pisarką? Już nią jestem, a świadczy o tym mój Szufladowy Świat i Bezpustkowie w głowie.

Ania,
Pisarka, artystka, marzycielka


Obrazy:
1. "Woman at writing desk" Lesser Ury
2. "The red carpet" Lesser Ury

Nie uduś się życiem

Nie uduś się życiem



Tyle razy klikałam już przycisk "nowy post", pełna zapału, że w końcu stworzę coś niesamowitego, wielkiego, coś, co każdy chciałby przeczytać. Tyle razy, ile to robiłam, tyle razy usuwałam całą zawartość w przekonaniu, że to nie ma jakiegokolwiek sensu. Internet już jest zaśmiecony, po co dokładać na siłę kolejne "byle co"? Myślę jednak, że taka przerwa od pisania była bardzo potrzebna.

Wiecie co? To jest najprostsza prawda świata. Tak brutalnie spychana dziś na szary koniec Wszystkiego. Tak uparcie unikana przez zapracowane społeczeństwo, pędzące tylko do przodu i do przodu. Duszące się życiem. Jaka to prawda? Jak się tym swoim życiem nie udusić?



Wiem, nie odkryłam Ameryki. Wiem, może powiesz mi, że wbrew temu, co napisałam na wstępie i tak zaśmiecam Internet.  Ale! Nawet nie wiesz, jaka ta przerwa może okazać się zbawienna - już tłumaczę.

Czasem w życiu przychodzi taki moment, że coś kompletnie przestaje nam wychodzić. To jest okropne - czujesz się, jakbyś nigdy w życiu nie miał ołówka w ręce, zapomniał, jak się składa literki w wyrazy, już nie mówiąc o zdaniach, czy potykał się o własne nogi, gdy stoisz i prowadzisz jakiś beznadziejny dialog.  Z człowieka sukcesu zamieniasz się w jakiś mały koszmarek. Co robić? Przerwę.


To przyszło nagle. Pamiętam jeszcze ten czas, gdy w mojej głowie gromadził się stos genialnych pomysłów na… na wszystko. Miałam zapał, chęci, motywację. Mogłam góry przenosić, tylko… No właśnie - w tej całej zawierusze zabrakło umiejętności. Umiejętności, które posiadałam, musiały w jakiś magiczny sposób ze mnie wyparować, wbrew jakiejkolwiek logice. Nic mi nie wychodziło, chociaż powinno. Były takie momenty, że czułam się we wszystkim do niczego.

Wtedy przyszło olśnienie, no i właśnie. Nie brnęłam zawzięcie do przodu, wbrew gadaniom pierwszego lepszego coacha. Nie poddałam się, jakby mógł stwierdzić przeciętny mieszkaniec Planety. Nie - ja w pełni świadomie spojrzałam na sytuację i pojęłam, że najlepsze, co mogę teraz zrobić, to w końcu odpocząć.

Nie tykałam pióra, nie pisałam, nie rysowałam. Zajęłam się innymi rzeczami (żeby nie było, że tak sobie przesiedziałam ten czas nic nie robiąc, co to to nie!). Wzięcie "wolnego" potraktowałam troszkę z rozmachem, o czym na pewno wkrótce napiszę, bo to pięknie wpłynęło na mój mały światek. Wróć - po prostu zarzuciłam na chwilę te wszystkie czynności, których nieumiejętność wykonywania zaczynała mnie irytować. Bla, bla, bla, co tam systematyczność.


Teraz wracam i znów mogę pisać z nową siłą, z nowym, niesamowicie kolorowym bezpustkowiem w głowie. Rysowanie zaczęło mi wychodzić jakoś tak lepiej (no, przynajmniej bardziej zadowalająco dla mnie), mimo, że nie ćwiczyłam. Wszystko zaczęło iść lepiej, choć to czasem wydaje się absurdalne. Ale takie są fakty, tak to się podziało i co ja na to poradzę?

Wiem, świat, to społeczeństwo, w którym przyszło nam żyć, są bardzo wymagające. Gonią nas godziny, terminy, obowiązki i drobne sprawki z listy rzeczy do zrobienia. W pewnym momencie można nie wyrobić i nie ma w tym nic złego. Będę głosić tę starą zasadę, bo ona ma sens!

Zrób sobie przerwę. Przerwę od jakiejś konkretnej czynności, miejsca, może osoby.
Gdy ta przerwa się skończy, uśmiechniesz się tylko do siebie, bo zobaczysz, że jakoś tak zrobiło się nagle cudownie. Albo przynajmniej lepiej. Tak, to stanie się na pewno :)

Czy macie takie chwile w swoim życiu, że coś, w czym jesteście dobrzy nagle przestaje wam wychodzić? Jak sobie z tym radzicie?


Pozdrawiam cieplutko i do zobaczenia znów!



Obraz:
1. "Flaming June" Frederic Lord Leighton
2. "Idyllic" Frederic Lord Leighton
O kolekcjonowaniu słów

O kolekcjonowaniu słów


Kilka lat temu w moje ręce wpadła książka Markusa Zusaka pt. "Złodziejka książek". Do dziś pamiętam pewien cytat, który dosyć mocno przykuł wówczas moją uwagę... Można powiedzieć, że ta książka była właśnie o tym. O słowach. Ona była słowami. Jest słowami. Polecam każdemu - ale znów, nie chcę tutaj pisać recenzji. Miało być o kolekcjonowaniu słów, tak mówi tytuł. No to właśnie o tym będzie. Ach, wróćmy - oto wyżej wspomniany cytat:

Nienawidziłam słów i kochałam je.  Mam nadzieję, że nauczyłam się ich używać. 

Bardzo prosty, prawda? Niby nic wielkiego... Ale coś jednak mnie w nim zachwyciło i zdumiało. Mam tu na myśli sposób traktowania słów. Nienawiść i miłość. Pomyślałeś kiedyś jak traktujesz słowa? Czy w ogóle zwracasz na nie uwagę? Słowa mogą być i ładne, i brzydkie. Słowa to litery układające się w większą, doskonałą całość - całość, która działa na nas, na nasze wszystkie zmysły - czujemy słowo, widzimy, a nawet smakujemy. Gorzkie i słodkie słowa. Przyjemne i nieprzyjemne. Delikatne i brutalne. Umiesz ich używać?

Nienawidzę słów i kocham je. Kocham całym sercem - tak bardzo, że zaczęłam je zbierać, zwyczajnie, żeby mi nie umykały. Czy można kolekcjonować słowa? Jasne, że można. Jak to zrobić? Hmm, najpierw odpowiedz sobie na pytanie, co według ciebie kryje się pod słowem 'słowo'. Wiem, wyszło mi z tego masło maślane - no cóż, czasem się tak dzieje.

Mam taki mały notes w kwiatki, do którego te słowa już od kilku lat wkładam. Szczególne miejsce znajdują tam najróżniejsze cytaty. Jest też trochę poezji i  tekstów piosenek. Lubię określać to wszystko mianem "cieni słów". Bo właśnie tym są dla mnie kreślone na papierze literki. Cieniem słów rzuconych na wiatr... "Kolekcjonowanie" niezwykle ułatwił mi też Internet. Niektóre cytaty zamieszczam tutaj. Stworzyła się już z tego niezła biblioteczka. 

Uwielbiam wracać do tych cieni słów przy kubku dobrej herbaty. Siadam, biorę do ręki mój notes w kwiatki i zastanawiam się - dlaczego akurat to zdanie zostało w tamtym momencie mojego życia przeze mnie wyróżnione? co wtedy czułam? czy wpłynęło na to jakieś wydarzenie? czy z tym tekstem wiąże się jakaś historia?

Znajdź jakiś ładny notatnik.
Weź do ręki coś, czym lubisz pisać.
Zacznij kolekcjonować słowa.
Słowa, które poruszyły twoje serce, twoją duszę.
Wchodzisz w to?

Jeśli możecie, proszę, podzielcie się ze mną swoim ulubionym cytatem... Albo i dwoma. Albo iloma tam chcecie. Przyjmę każdą ilość. 

- Kolekcjonerka Słów


1. Grafika z okładki książki autorstwa Markusa Zusaka pt. "Złodziejka książek"
Nie bądź kurą - jak pisać ładniej?

Nie bądź kurą - jak pisać ładniej?

Często spotykam się z ludźmi, którzy nie są zadowoleni ze swojego pisma. Chcieliby, żeby wyglądało ładniej, ale udaje im się tylko wtedy, kiedy bardzo, bardzo się postarają. Irytują ich pytania: "A co tu jest napisane?". Mówią jednak, że zmiana kroju pisma jest niemożliwa. Bujdy - wszystko jest możliwe. Myślę, że naprawdę każdy może pisać ładnie. W taki sposób, że pisanie ręczne stanie się satysfakcjonującą i miłą czynnością.

Ty też dasz radę, przeczytaj i przekonaj się sam - wystarczą dobre chęci ☺

Moja przygoda z pisaniem
Pierwsze literki udało mi się stawiać w zerówce... Ale to nie jest ważne. Najpierw był ołówek, później (co za duma!) pierwsze pióro, no i w końcu ten nieszczęsny długopis. Poczucie wolności - w końcu mogę wyrobić swój własny charakter pisma! Nigdy nie pisałam jakoś tragicznie, raczej się starałam... Na początku wszystko było dobrze i pod kontrolą. Ostatnie klasy szkoły podstawowej wykształtowały styl, z którym wielkim krokiem wkroczyłam do gimnazjum... 

(W gimnazjum też zaczęła się moja wielka przygoda z językiem francuskim, dlatego całą swoją historię ilustruję zdjęciami zeszytów do tego właśnie przedmiotu ☺)



Kiedyś, nie mając doświadczenia, nie będąc obytą, jakoś akceptowałam taką "czcionkę". Widać w niej jeszcze echa szkoły podstawowej. Jeśli się nie mylę, jest to coś podobnego do pisma italic. Po dacie widać, że jest to początek roku szkolnego, a więc pisałam starannie... Starannie?! Przecież litery są jakieś takie krzywe... Jakieś takie duże... Coś tu nie gra, coś nie pasuje. No ale co dalej? Taki mój charakter pisma!

A jednak przyszła pewna rewolucja. Od czasu do czasu, właśnie na lekcjach j. francuskiego, zerkałam do zeszytu koleżanki z ławki. Bingo! Małe literki! I jakoś tak, pisane oddzielnie... Przecież to nie jest trudne! A takie efekty - jej notatki wyglądały po prostu ślicznie! Powiew świeżości. Dlaczego by nie pokombinować? Uwaga - nadchodzą zmiany!

Wzięłam kartkę i, jak w podstawówce, kreśliłam poszczególne litery. Bawiłam się, modyfikowałam. Wbrew pozorom nie zajęło to bardzo dużo czasu. Mam być szczera? Może 20 min. Oto efekty:



Mój nowy krój pisma był jednak bardzo podatny na różne modyfikacje. Ciągle zmieniałam wygląd niektórych liter - raz były bardziej okrągłe, innym razem bardziej kanciaste. Co mnie jednak zafascynowało, to wielkość literek. Jeśli chodzi o ten temat, to zaszalałam... W pewnym momencie wysokość znaków wynosiła ok. 1 mm. Całkowicie je zminimalizowałam - niektórzy śmiali się, że można mnie odczytać jedynie za pomocą lupy. Zresztą, sami zobaczcie:



Tyle szaleństwa, i to tylko na pierwszym roku! W drugiej klasie (na szczęście) doszło do mnie, jakie głupstwa wyprawiam z moim krojem pisma. Nieco je zwiększyłam, trochę wyrównałam i usystematyzowałam. Oto jak prezentowały się moje notatki:




W piśmie troszkę przypominałam wtedy moją koleżankę z ławki. Oczywiście literki nie były identyczne, ale jednak... Zaczęło brakować mi własnych oryginalnych akcentów. Na przełomie drugiej i trzeciej klasy natknęłam się w Internecie na notatki amerykańskich uczniów (choć raczej nie są to typowe zeszyty...). Byłam pod ogromnym wrażeniem. Zaczęłam je dokładniej przeglądać, aby zaczerpnąć trochę inspiracji... Moje pismo stało się dość specyficzne (ogonki nie wystawały za linie, każda literka miała taką samą wysokość), pisałam nowym dla mnie printem. Moja ręka szybko załapała, o co chodzi, przyzwyczaiła się, a pisanie stało się jeszcze bardziej przyjemne i satysfakcjonujące ☺





Do liceum wkroczyłam pewnie - w końcu byłam zadowolona ze swojego pisma. Było ono w pełni wykształcone, zyskałam wprawę i nareszcie umiałam pisać sprawnie, bez żadnego zastanawiania się nad wyglądem liter.



Czasem próbowałam bawić się swoją "czcionką", lekko ją pochylając. Z pewnością urozmaicało to bardzo proste notatki... Przyspieszało też sam proces pisania.



Moje notatki w trzeciej klasie prezentują się tak. Różnica pomiędzy pierwszą klasą gimnazjum, a ostatnią w liceum jest ogromna. Na prawdę cieszę się, że udało mi się podjąć decyzje o zmianach i doprowadzić wszystko do tego momentu. Potyczki były, oczywiście, ale uwierzcie - było warto ☺



Jeden mały, ale istotny komentarz
Moi nauczyciele nigdy nie mieli problemów z takim krojem pisma. Nawet polonistki. Jednak jakiś czas temu dowiedziałam się, że na maturze mogłabym zostać za to pokarana błędem graficznym. Mam tu na myśli 'podnoszenie' literek takich jak y, g, p, j, aby były na równi z innymi. Na co dzień taki szczególik nie ma większego znaczenia, ale... Lepiej uważać ☺ Dlatego, specjalnie w celach maturalnych, wróciłam do pierwszych lat nauki i odkurzyłam nieco kursywę. Na dodatek wyciągnęłam z szuflady stare pióra (w których, nawiasem mówiąc, po prostu się zakochałam ♥). Tego pisma używam głownie do pisania sprawdzianów, wypracowań, itp.






Oto moja historia. Wyszedł z tego dosyć długi post, ale mam nadzieję, że dotarliście do tego momentu. Teraz sami widzicie, że zmiana kroju pisma JEST możliwa. Nie chodzi mi o to, żeby bawić się codziennie w kaligrafię (choć można ☺). Nasz krój pisma ma być taki, żebyśmy lubili pisać - nie może nas męczyć, przeszkadzać, spowalniać... Wszystko da się wypracować.

Może swoją historią kogoś zainspirowałam, może zmotywowałam... Najbardziej jednak cieszę się, że mogłam (choć na chwilkę) skupić waszą uwagę na piśmie ręcznym - jego wyjątkowości, wartości i możliwościach, jakie nam daje. Nie pozwólmy nigdy wyprzeć go przez pisanie na klawiaturze... Dbajmy o swoje niepowtarzalne 'czcionki'!

A wy, próbowaliście kiedyś popracować nad własnym stylem pisania? Jak wam to wychodziło? A może zamierzacie spróbować?

Dziękuję za uwagę!
Miłego dnia ☺
POSTCROSSING - co to jest i jak zacząć?

POSTCROSSING - co to jest i jak zacząć?



Hej!
No i w końcu - wiedziałam, że temat postcrossingu to coś, co na pewno poruszę na blogu. Bo to rzecz na prawdę genialna. Co sprawia jednak że temat pocztówkowy jest taki ciekawy? Przecież kiedy słyszymy słowo pocztówka do naszej głowy od razu wpada obraz kolorowego, czasem kiczowatego kartonika z napisem "Pozdrawienia z... przesyłają...". No i tyle. Nuda.

No to ja wam mówię, że pocztówki to coś, co może człowieka pochłonąć bez końca, rozkochać, itd. Już już, oto przed wami... POSTCROSSING!

Pytanie, które ja sama zadałam sobie dokładnie 3 lata temu:
Co to jest?
Postcrossing.com to serwis, który umożliwia nam wysyłanie i otrzymywanie pocztówek z całego świata. Pasja i hobby któremu poświęca się 650 930 osób w różnym wieku z 210 krajów. Liczba uczestników ciągle rośnie... Tyle z teorii.


Przejdźmy do praktyki:
O co chodzi w postcrossingu i jak zacząć?
Właściwie to mowa tu o czymś na prawdę banalnym - po zarejestrowaniu każdy z nas może wylosować adres innego użytkownika. Nie wybieramy osoby do której ma dotrzeć pocztówka, to komputer nam ją "przydziela". Wyświetla nam się adres, informacje o użytkowniku i ID KARTKI (bardzo ważna rzecz!). Teraz wystarczy wypisać pocztówkę... Na której na prawdę można dużo zmieścić! ☺ Na naszej kartce MUSI znaleźć się ID kartki - dlaczego jest to takie ważne? Kiedy nasz adresat otrzyma pocztówkę musi wejść na stronę, kliknąć przycisk Registrer a postcard i wpisać ten właśnie kod. Wiadomość o tym, że kartka doszła otrzymamy drogą mailową. Pojawi się także w statystykach na naszym profilu. W momencie, kiedy osoba do której wysłaliśmy pocztówkę zarejestrowała ją, inny użytkownik losuje nasz adres. Nie otrzymujemy pocztówki od osoby, do której ją wysłaliśmy! Kiedy kartka pojawi się w naszej skrzynce, dowiemy się z jakiego kraju i od kogo ją dostaliśmy. Wcześniej nie dostajemy takiej informacji. To będzie taka mała niespodzianka. No i wiadomo - kiedy my otrzymamy pocztówkę, sami musimy zarejestrować jej kod na stronie postcrossing.com . Ta rejestracja jest bardzo ważna, to ona napędza całą pocztówkową machinę.

Jak zacząć - po prostu wchodzisz na stronę i tworzysz swoje konto. Tak, trzeba podać swój prawdziwy adres. Ale nie bójcie się, bo nie jest to informacja publiczna - otrzymuje ją tylko osoba, która wysyła do nas pocztówkę. Ważne, żeby napisać kilka informacji o sobie, żeby inni użytkownicy wiedzieli, do kogo piszą.


Znaczki - do wyboru do koloru 

Kilka dodatkowych informacji:
> nie możemy wysłać i otrzymać pocztówki z naszego własnego kraju, może, że zaznaczymy taką opcję
> na początku jednorazowo możemy wysłać 5 pocztówek (nie musimy - ja wysyłam jedną na tydzień). Później ta liczba rośnie wraz z liczbą kartek które wysłaliśmy
> nie ma możliwości wysłania i otrzymania pocztówki od jednej osoby kilka razy
> najwięcej użytkowników serwisu pochodzi z Niemiec, Rosji i USA
> postcrossing to strona całkowicie darmowa (jedyne koszty jakie ponosimy to pocztówka i znaczek)
> cała akcja jest bardzo bezpieczna, umożliwia poznanie ciekawych ludzi, ich kultury, krajów, itd. Zalet jest wiele
> cierpliwość - czas podróży kartki jest na prawdę różny...
> koszt znaczka za granicę w Polsce to 5 zł (6 zł priorytet - wysłanie priorytetem nie jest tu koniecznością, ale pewną formą zabezpieczenia)
> w założeniu za 1 pocztówkę wysłaną otrzymujemy także 1. W praktyce często zdarza się "bonusowa" pocztówka - raz dostałam za 1 aż 3 :)
> NIE ZAPOMINAJCIE NAPISAĆ NA POCZTÓWCE ID !!!


Skąd brać pocztówki?
Na prawdę, zaskoczycie się- nawet, jeśli nie mieszkacie w dużym mieście, jest ogromna szansa, że ma ono choć jeden wzór pocztówek. Jeśli nie, odwiedźcie sąsiadów - większe miasto, w którym się uczycie, pracujecie, lub jesteście tymczasowo na wakacjach, wyjeździe. Miejsca, w których można kupić pocztówki:
> sklepy z pamiątkami
> informacje turystyczne (kartki można dostać tu często za darmo :))
> księgarnie
> sklepy internetowe ( m.in. www.postallove.pl )
> kioski


Co napisać na kartce?
Dużo osób zadaje mi to pytanie - potraktuj to tak jakbyś miał pisać krótki list. Jeśli nie wiesz, co napisać, podaję trochę pomysłów... 
Można pisać o:
> sobie samym - to bardzo ważne, warto wiedzieć od kogo dostało się pocztówkę
> swoim kraju, miejscu gdzie mieszkasz
> zwyczajach, tradycji, kulturze
> swoich planach, marzeniach
> śmiesznych, ciekawych historiach z życia
> można napisać jakiś cytat
> polecić film, piosenkę, książkę...
> stworzyć mini słowniczek j. polskiego
> narysować coś :)
> i dużo więcej - z czasem będziesz wiedział co i jak!

Warto też ozdobić pocztówkę naklejkami, dodatkowymi znaczkami (zapytajcie w okienku o takie po 5, 10, czy 20 gr. - są śliczne!), pieczątkami, bilecikami, washi tape, itd. Zobaczcie sami - @amyvnwijk @penpaling_paula @seasaltedpaper .

Moje pierwsze pocztówki przyszły prosto z Japonii i Filipin :)

Gwarantuję, że jest to na prawdę ciekawa akcja. Ja jestem postcrosserką od 3 lat (z przerwami). Na chwilę obecną wysłałam 74 kartek, a otrzymałam 76. Każda z nich jest dla mnie wyjątkowa, każda z nich była ogromną niespodzianką i sprawiła mi ogromną radość :) Poza tym pocztówki dają mi poczucie otwarcia na świat i... podróżowania. Kiedy dostaję kartkę do ręki, trzymam kawałek innego kraju - miejsca, w którym została napisana, wrzucona do skrzynki... Niesamowite uczucie :)

Jeśli macie jakieś pytania i wątpliwości, chętnie podzielę się swoją wiedzą!
Zamierzacie dołączyć do grona postcrosserów? A może już do nich należycie? Do jakiego kraju leci wasza pierwsza pocztówka?


Ale długi wpis z tego wyszedł... Mam nadzieję że dotarliście do końca...
Miłej zabawy! :)
Ania


Ps. Post napisałam już jakiś czas temu temu... Wkrótce zamierzam odświerzyć temat pocztówek, bo moja wiedza i doświadczenie w tym zakresie znacznie się zwiększyły. Zapraszam do obserwacji! Do zobaczenia wkrótce :) 

Copyright © 2014 Bezpustkowie , Blogger