Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
Każdy ma historię do opowiedzenia

Każdy ma historię do opowiedzenia

Temat ten siedział w mojej głowie już od dłuższego czasu... Dobra, szczerze powiedziawszy to już od kilka lat myślę o nim i myślę. Nareszcie luźne myśli doczekały się zapisania. Mam nadzieję, że im podołam i uda mi się zebrać je w jakąś sensowną całość.


Codzienność i niecodzienność - idziesz ulicą, jedziesz autobusem, czekasz w kolejce. Otaczają cię różni ludzie, najczęściej całkowicie anonimowi. Nie znasz ich i to jest normalne - w końcu jaki człowiek zna cały świat? Idźmy dalej. Podnosisz wzrok do góry, aby na nich popatrzeć. Nie spotykasz się z niczyim spojrzeniem, bo ich oczy błądzą gdzieś w przestrzeni. Albo w ekranach smartfonów, niestety zbyt często. Patrzysz się, obserwujesz. Wychodzisz nieco ze swojej strefy komfortu, w której jesteś sam jeden. Patrzysz na ludzi i jakby stajesz się mimowolnie ich towarzyszem. Jesteś bardziej świadomy, bardziej obecny. Zaczynasz myśleć.Zaczynasz doświadczać tej obecności, nie jesteś już sam.

Ile osób odważyłoby się pójść o krok dalej i porozmawiać? Przyznaję, sama miałabym z tym niezły problem. Bo to takie niedzisiejsze, bo po co wtrącać się do czyjegoś życia, bo po co komuś przeszkadzać. Bo ogarnia mnie strach. Strach przed nieznanym?

Bez słowa więc, patrzysz na tych wszystkich ludzi. Patrzysz i myślisz.


Kim oni są? Każdy ma jakąś przeszłość. Każdy ma coś, co go martwi, co go cieszy. Każdy ma kogoś, kogo kocha. A może czuje się w tym wszystkim samotny? Każdy, bez wyjątku jest doświadczony przez życie. Jeden mniej, drugi bardziej. Ale to nie ulega wątpliwości, że właśnie tak jest. Każdy przeżył choćby jedną tragedię i jedno uniesienie radości. Każdy. Każdy o czymś teraz myśli. O czym? Tego nigdy się nie dowiemy.

Każdy ma jakąś historię do opowiedzenia. I to jest właśnie punkt dzisiejszego wpisu. Uwielbiam patrzeć właśnie tak na innych ludzi. Jak na tych, którzy skrywają w sobie historie. Historie bardziej lub mniej zaskakujące, dramatyczne, napełniające nadzieją, historie niespełnionej miłości albo dotyczące jakiejś ogromnej przygody, która tą osobę spotkała. Historie, które ją ukształtowały.

Historie, które tak rzadko wychodzą na światło dzienne.

Kiedy pytasz kogoś, jak się ma, najczęściej osoba ta z biegu odpowie "dobrze". Nieważne, czy tego dnia została przez kogoś obrażona, przeżywa ciężkie chwile w życiu, albo wręcz przeciwnie - doświadczyła czegoś niezwykle pięknego. Tylko ta wymijająca, zwykle nieprzemyślana odpowiedź: DOBRZE.


Czy zależy nam na tym, żeby poznać drugiego człowieka? Czy pozwalamy mu na opowiedzenie nam swojej historii? Czy sami potrafimy podzielić się z kimś naszym własnym wnętrzem?

A na koniec być może najważniejsze - czy mamy świadomość, że drugi człowiek, że każdy, kogo mijamy, skrywa pewną historię? Historię jego życia, historię, która jest warta więcej, niż wszystkie książki schowane w kątach wszystkich bibliotek świata. Historię wyjątkową i niepowtarzalną. Historię, która może odmienić świat. Czy potrafisz jej wysłuchać?

To wszystko zostawiam już waszej dalszej refleksji... Dla mnie taki punkt widzenia jest czymś niezwykłym. Szary przechodzień na ulicy, już nie jest kolejną przypadkową osobą, którą mijam. Jest kimś, kto ma swoją historię. Historię, która być może czeka, aż ktoś ją pozna.


Obrazy litewskiego malarza, Rimantasa Virbickasa.
Czego oczekujesz od życia?

Czego oczekujesz od życia?

Po prostu usiądź gdzieś na kamieniu, podeprzyj swoją zmęczoną głowę, jak to robili starożytni filozofowie i zadaj sobie to powalająco egzystencjalne pytanie z tytułu dzisiejszego posta. Tylko o tyle Cię, drogi czytelniku, proszę. Nie musisz już czytać niczego co tam dalej wypiszę. Wszystko, co najważniejsze dopowiesz sobie sam. Jeśli tylko zrobisz to, co wskazałam już na wstępie. No już, nie trać czasu. Działaj!



Nie wiem, czy w takim razie cieszyć się, czy raczej nie cieszyć z tego, że ktoś czyta ciąg dalszy... Ale coś tu sklecę. Bo temat jest ważny, a olewany. Bo czuję potrzebę wyjaśnienia jego sensu. Dlaczego jeszcze? Bo tak. Czy wszystko ma mieć sens i powód?


Czego oczekujesz od życia? Skąd w ogóle takie pytanie? Pierwszy raz przyszło mi ono do głowy wtedy, gdy zorientowałam się, że moje otoczenie bez przerwy na wszystko narzeka. Mam wrażenie, że ludzie zbyt często brną przed siebie bez dokładnego celu lub sensu. Zaczynają w pewnym momencie narzekać, narzekać, narzekać... A jaki sens ma narzekanie na życie, które nie ma żadnego określonego toru? Czego oczekujesz, co sobie wyobrażasz na temat swojego życia, jeśli to, co masz tu i teraz ci nie wystarcza?

W pewnym momencie właśnie w ten sposób zaczęłam to ludzkie narzekanie postrzegać. Bo kiedy zaczniesz rozmyślać nad jego sensem, zauważysz, że on nie istnieje. Albo inaczej - istnieje, ale jest zależny od naszych oczekiwań. Może są one zbyt wygórowane? Niezdrowe? Szalone?



Czego oczekujesz od życia? W takim razie to pytanie powinno być jednym z filarów naszej egzystencji. W dzisiejszych czasach za bardzo pędzimy - nie mamy czasu na chwilę zastanowienia nad tym, jaki to wszystko ma sens, w jakim celu to robię i ku czemu to ma zmierzać. Po prostu działamy, działamy, działamy. Monotonia, codzienność, zwyczajność. Szarzyzna zaczyna nas doganiać i zatracamy się w niej, nie wiadomo nawet kiedy. 

Proszę mi wierzyć, z tego nie da się wyjść pozostając w biegu. Żeby pomyśleć i wszystko poukładać, potrzebne jest zatrzymanie. Odcięcie się od medialnego szumu i pobycie z samym sobą. To może okazać się trudne, ale jest jak lekarstwo dla duszy. 

"Siądź i pomyśl... tylko tyle..."



I na koniec taki twist plot. Ja już zadałam sobie to pytanie, już siadłam na tym "kamieniu", już przemyślałam co nieco... Czego oczekuję od życia? Niczego. Pozwalam życiu się zaskakiwać. Zbyt duże oczekiwania, które w pewnym momencie swojego zaczynałam snuć, niszczyły prostą radość. Radość z życia takiego, jakie mam tu i teraz. Niczego nie oczekuję, wszystko jest cudem, jest pięknie.


Obrazy:
1. Marcus Stone "Waiting"
2. Marcus Stone "The Soldier's Return"
3. Marcus Stone "Summer"

Życie jak z książki - 3 zasady

Życie jak z książki - 3 zasady


Tyle razy już to słyszałam i wałkowałam ten temat. Ludzie mówią - chciałbym, żeby moje życie było jak historia opisana w książce. Pełne przygód. Bajkowych romansów. Nietuzinkowych bohaterów. Tajemnic i zagadek do rozwiązania.

Hej, kochani! Kiedy sobie w końcu dacie powiedzieć, że tak właśnie jest? ☺ 

Wszystko zależy od tego, jak patrzycie na swoje życie. Ile dostrzegacie w nim dobra, ile zła? Spójrzcie - na pewno jest pomiędzy nimi jakaś walka. Czy udaje ci się ją wygrywać? Mam nadzieję, że Dobro na prawdę u ciebie zwycięża! A może jeszcze nie... Ale dąż do tego i nie poddawaj się - co by to była wtedy za opowieść? Ile jest w twoim życiu przygód? O właśnie... Te nieszczęsne przygody! Moje życie jest przecież takie nudne... (Albo inaczej. Ktoś, kogo znam, często to powtarza - życie jest jak papier toaletowy - szare, długie i do d...)

Kto tak myśli, jest w błędzie! Stop - może nie jest w błędzie. Ale jego sposób postrzegania świata nie jest zbyt pozytywny... Co więc zrobić, żeby historia twojego życia nabrała akcji i koloru? Żeby była na prawdę wyjątkowa, ciekawa i warta uwagi? Proszę bardzo, specjalnie dla was - 3 złote zasady!



RULE NO. 1
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zmień miejsce albo po prostu wstań z fotela i rusz przed siebie.

Jest to zasada, o której zawsze, gdy zdarzy mi się zapomnieć, przypomina mi moja przyjaciółka. Jest ona prawdziwą mistrzynią dostrzegania cudowności w sytuacjach zwyczajnych i tworzenia z nich niezapomnianych historii. Bo wiecie co? Ostatnio zauważyłam, że tak właśnie w pewnym momencie zaczęliśmy postrzegać życie (ja i moi najbliżsi przyjaciele). Wszystkie zdarzenia zamieniamy w historie. Historie, które tylko czekają, aż ktoś je opowie. Tak właśnie patrzymy na świat, na życie. Jest ono niczym zlepek niesamowitych historii, takich do opowiadania przy ognisku w najlepszym towarzystwie. Czy nasza rzeczywistość różni się czymś od waszej? Nie szalejemy, na prawdę. Po prostu patrzymy inaczej. I ciebie też do tego zachęcam. Twoje życie wypełni się niezliczonymi cudami, jeśli zaczniesz inaczej odbierać rzeczywistość. We wszystkich drobnych rzeczach jest coś niesamowitego! Tyle fantastycznych zdarzeń ma miejsce każdego dnia. Jak to? Nie zauważyłeś? No więc... Kolejna zasada jest specjalnie dla ciebie! ☺




RULE NO. 2
Zacznij widzieć świat, który cię otacza.

A co, że niby nie widzę? - zapytasz. Tak, najprawdopodobniej nie do końca ci się to udaje. Już wyjaśniam. Człowiek współczesny, gdy gdzieś idzie (lub raczej biegnie, bo to ogólnie wiadome, że wszędzie się dziś spieszymy), najczęściej patrzy w dół, bądź, o zgrozo, w ekran smartphone'a. Całą swoją postawą zwyczajnie ignoruje otaczający go świat. Przestań ignorować, tak nie wypada. Świat jest piękny, a kiedy otworzysz się na niego i zaczniesz świadomie widzieć to, co cię otacza, szybko zauważysz - tutaj ciągle wiele, wiele się dzieje. Spróbuj i sam się przekonaj! Zapraszam do prawdziwej przygody! ☺



RULE NO. 3
Brak. No skończmy już z tymi zasadami. Co za dużo, to nie zdrowo. Zapamiętaj te poprzednie i serio, zacznij żyć, bo warto! No idź! Masz już wszystko, czego potrzebujesz!


Kiedy zaczniesz patrzeć na swoje życie w innych kryteriach, na prawdę zauważysz, że jest ono prawdziwie 'książkowe'! A może inaczej - zobaczysz, że twoja własna historia jest warta uwagi, warta opowiedzenia i wysłuchania. Twoja historia jest przede wszystkim warta przeżycia. Przeczytaj zasadę 3 jeszcze raz. No to kończymy na dziś. Zmykaj już!

(Ale wróć, do zobaczenia wkrótce ☺)


Obrazy:
1. Mary Cassatt "The young lady reclining"
2. Mary Cassatt "Lydia reading on a divan"
3. Mary Cassatt "In the loge"
4. Mary Cassatt "The cup of tea"

Ucieknijmy!

Ucieknijmy!



Ucieknijmy, zróbmy to wszyscy razem! 
Gotowi, do startu...
Start!

Ucieczka to częsty motyw poruszany w literaturze, filmach i innych formach sztuki. Co człowieka tak bardzo pociąga w ucieczce? Co jest z nami nie tak? Czy w ogóle jest z nami coś nie tak, jeśli tak wielu ludzi Jej ulega? Oto przed państwem- Ucieczka.

Ktoś mógłby pomyśleć, że zaczynam właśnie namawiać naiwnych, żeby spakowali wszystko i wyruszyli w drogę. Zrób tak, jeśli potrafisz. Zapraszam do podróży w nieznane. Byli tacy odważni - zależnie od sytuacji, wyszło im to na dobre, bądź wyszło na złe. Z reguły byli zadowoleni. Tak, można ich nazwać ludźmi szczęśliwymi. W niektórych przypadkach posunęłabym się nawet nieco dalej - byli oni ludźmi spełnionymi. Kto nie pragnie takiego uczucia? Ale tym razem kochani - nie tędy droga. Zapraszam, zejdźmy na inny szlak.


Ucieczka jest odwróceniem się do czegoś plecami i pójście przed siebie. Chyba logiczne, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Ucieczka jest zła i dobra. Jak wiele rzeczy na tym świecie - to zależy od punktu widzenia. Czasami człowiek potrzebuje uciec. Inaczej coś się może w życiu popsuć.

Być może w niektórych sytuacjach jest to przejaw bezsilności. Albo tchórzostwa. Racja, tak bywa. Bo uciekając, zostawiamy coś za sobą i nie tykamy tego, nie próbujemy tego naprawić. Nie brzmi za dobrze? Patrz wyżej, napisałam, że ucieczka może być zła. Taka też bardzo często jest - uważaj! Bywa jednak też, że to jedyne możliwe rozwiązanie problemu.

Więc dlaczego na wstępie do niej zachęciłam? Nie, nie chcę was zapędzić w kozi róg. Spokojnie.

Aby zrobić krok w przód. Aby się przełamać, przebić - wielu ludzi potrzebuje właśnie Jej. Sama często mam wrażenie, że w swoim życiu uciekam przed czymś, bo zwyczajnie nie życzę sobie, żeby to mnie dopadło. Moje życie to ucieczka? Być może. Ale sama nie chcę inaczej. Ucieknijmy razem...


Staram się nie dać złapać dorosłości - najprawdopodobniej w myśl przesłania książki Antoine'a Saint Exupery'ego pt. "Mały Książę". Chyba za dużo się jej naczytałam ☺ Ale o tym już trochę tutaj wspomniałam. Wiem, że w końcu mnie dopadnie takie życie. Ale tutaj chodzi o coś więcej - o wnętrze. Uciekam od szarości dnia w marzenia, trochę jak Ania z Zielonego Wzgórza. Uciekam od wszechobecnego przygnębienia moich rówieśników, bo to jest jak jakaś okropna zaraza która trawi dzisiejszy świat. Uciekam od zła, choć jest to bardzo trudna droga. Uciekam od wzorców, które społeczeństwo chce nam narzucić... Choć jest to coraz trudniejsze. Uciekam od grania kogoś, kim nie jestem - uciekam, bo ja to ja - słaba, nieidealna, z wielkimi marzeniami, niedzisiejszymi pasjami i tą niemodną chęcią do zachwytu nad każdą małą rzeczą. 

A ty, to ty - nie bądź kimś, kim nie jesteś. Postacią wykreowaną przez profile w mediach społecznościowych. Postacią wyidealizowaną. Postacią o wielu twarzach. Doskonałym aktorem. 

No to jak? Uciekamy? Przed czym?
Trzy, dwa, jeden...






* Claude Monet "Cliffs of les Petites-Dalles"
* Claude Monet "Cliffs and Sailboats at Pourville painting"
* Claude Monet "The Cliff, Etretat, Sunset"
Co powiedziałbyś kiedyś?

Co powiedziałbyś kiedyś?

To było kilka tygodni temu. Jeden z tych dni, kiedy nie jesteś już w stanie myśleć o niczym. Wieczorem robisz dobrą herbatę i wskakujesz pod koc. Układasz się wygodnie i zaczynasz oglądać film. Tego dnia wybór trafił na Powrót do marzeń (Only yesterday) Studia Ghibli - jeden z niewielu filmów które wyszły z tej wytwórni, a których jeszcze nie obejrzałam. Nie chcę pisać tutaj recenzji tego anime (zdecydowanie warte obejrzenia, bardzo spokojne kino, nostalgiczne). Chcę się natomiast posłużyć pewną sceną (spokojnie, bez spojlerów!), która dość mocno skłoniła mnie do refleksji. Stop. Bądźmy szczerzy - zniszczyła mnie od środka, dała dużo do myślenia, no i sprawiła, że spojrzałam na świat z innej perspektywy. Sami zobaczcie:


Trochę ogólnikowych wyjaśnień- cały film opiera się na wspomnieniach głównej bohaterki. Podczas wyjazdu na wieś przywołuje ona wiele obrazów ze swojego dzieciństwa. Sceny przeszłości i teraźniejszości bezustannie przeplatają się ze sobą - raz widzimy dwudziestosiedmioletnią kobietę, zaraz potem nią samą z czasów, gdy była małą dziewczynką. Film, mimo, że został wyprodukowany przez Studio Ghibli (znane z animacji takich jak Spirited Away, czy Mój Sąsiad Totoro), jest pozbawiony elementów fantastycznych. Dobrze, z wyjątkiem jednej sceny, w której dorosła bohaterka podróżuje pociągiem w towarzystwie... samej siebie- dziewczynki ze swoich wspomnień oraz grupy jej kolegów i koleżanek z klasy. Jest to moment pokazujący związek czasu - obraz przeszłości obserwującej teraźniejszość. Bohaterowie nie wchodzą ze sobą w interakcję. To dzieci są tymi, które widzą dorosłą kobietę - towarzyszą jej, z ciekawością obserwują, bawią się wokoło. I tyle. Nic wielkiego? A jednak...


Ta scena sprawiła, że na prawdę mocno zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem. Nad tym, kim jestem teraz. Spojrzałam na wszystko z innej perspektywy, choć chyba nie powinnam tego robić , bo oczy, przez które popatrzyłam były te same, ale sprzed kilku lat. Do głowy wpadła masa pytań. Wyobraźnia wykreowała niezwykle osobliwe spotkanie. Pojawiły się łzy wzruszenia.

Co powiedziałoby dziecko, którym kiedyś byliśmy, gdyby spotkało nas w tym momencie?

Na co zwróciłoby uwagę? Czy pokazałoby nam, że o czymś zapomnieliśmy? Czy to dziecko by nas polubiło, jeśli tak, to za co? A może skrytykowałoby pewne postawy?  Czego moglibyśmy się nauczyć od nas samych, ale sprzed kilku lat?

Wiem, zachęcam do spojrzenia w przeszłość. Trochę niemodne w dzisiejszych czasach, trochę niebezpieczne, prawda? To tak, jakbym powiedziała komuś, kto zmaga się z lękiem wysokości, żeby spojrzał w dół. A jednak, uważam, że taka drobna zmiana punktu widzenia może zrobić w naszym życiu małą rewolucję.



Zresztą, to oceni już każdy w swoim zakresie. Mi spotkanie z samą sobą z czasów dzieciństwa pokazało, ile życie daje mi możliwości. Dziecko widzi świat inaczej, i tego nikomu tłumaczyć nie muszę. Dziecko również i mi przedstawiło świat inaczej - wszystko jest przecież takie ciekawe. Dziś mogę robić tyle niesamowitych rzeczy, dlaczego nie korzystam z życia w pełni? Nie bój się marzyć! Nie przejmuj się tak. Bądź kreatywna! Otwórz się na ludzi - tak niewiele potrzeba, żeby się z kimś zaprzyjaźnić. Bądź szczęśliwa, uśmiechaj się częściej, bo z uśmiechem ci do twarzy ☺

Zachęcam każdego do takiego nietypowego spotkania. Drobnej konfrontacji z dzieckiem, którym kiedyś byłeś. Czy jest coś, na co w szczególny sposób zwróciłoby ono uwagę? Jak skomentowałoby ciebie teraz? Uśmiechnij się do samego siebie. To nadal ta sama osoba - nic nie jest stracone! ☻

Radość to...

Radość to...



Dziś chciałabym podzielić się z wami tylko jedną krótką myślą. Wszystkie moje posty były ostatnio zwyczajnie długie, a nie o to tu chodzi. Bo to nie jest tak, że wszystkie przemyślenia są tak zawiłe i skomplikowane, żeby o nich pisać niekończące się teksty. Czasem wystarczy niewiele.

Jakiś czas temu, w niezwykłych okolicznościach, w pięknej Bazylei, dane mi było usłyszeć wiele mądrych, inspirujących słów. Jedno zdanie jednak szczególnie zapadło mi w pamięci. Prosta odpowiedź na pytanie, które zadaje sobie tak wielu ludzi... Czym jest radość?
Radość nie jest wyolbrzymionym uczuciem ani indywidualnym szczęściem, które oddziela nas od innych ludzi, jest spokojną pewnością, że życie ma sens.
Radość to pewność, to świadomość, że życie ma sens. Nie komplikujmy już więcej. Szukajmy sensu, bo on istnieje. Nawet, jeśli w niego nie wierzysz. Nawet jeśli w niego wątpisz. Gdzieś tam czeka, aby go odkryć.

Ania


Obraz:
1. Terrill Welch 'Rhine River Basel Switzerland'  
Przemyślenia i ucieczka z pralki

Przemyślenia i ucieczka z pralki



Świat bezustannie się zmienia. A że w dzisiejszych czasach wszystko jest szybsze, większe, no i ogólnie naj, tempo jest przerażające. Nie jestem tu jakoś bardzo długo, ale mimo wszystko, czuję się jak w pralce. Jakby ktoś kiedyś włożył małą mnie do wiru, włączył największe (naj!) obroty i zostawił na ileśtam lat. Jestem sobie, zwyczajnie jestem, a świat się kręci. A ja - mimowolnie - kręcę się razem z nim. 

Pierwszy obrót nic nie zmienia.
Dziesiąty daje coś do myślenia.
Setki sprawiają, że kręci ci się w głowie.
Tysiące wprowadzają pewne zmiany.
Miliony obdarowują zobojętnieniem i pasywnością.
Liczby większe - kim ja wogóle jestem?

Różnica sytuacji polega na tym, że każdy człowiek jest inny. Prawdopodobnie większość będzie prana całe życie, jednak pewna grupa wypadnie z maszyny w którymś momencie. To zaboli, bo nagle obejrzysz się za siebie i okaże się, ile czasu się zmarnowało. Oczywiście nie wszystko poszło na marne, bo samo kręcenie też ma pewien sens (ogólnie to jak się pomyśli, wszystko ma jakiś tam sens)... Ale te godziny, dni odeszły. Przed nami coś nowego. Niebezpiecznego, wyjątkowego, pociągającego - odważysz się żyć poza przytulną, popularną  pralką? Nie każdego na to stać, a nie mnie oceniać co dla człowieka jest lepsze, bo to kwestia jak najbardziej osobista.

Nie wiem, czy taka metafora ma wogóle jakiś sens, ale tak to już z człowiekiem jest - nasza ułomność (lub raczej ułomność języka, jakim się posługujemy) polega na tym, że nie potrafimy nazwać uczuć oraz myśli wprost, a jedynie za pomocą metafor.

(A tu znajduje się odpowiedź na pytanie 'po co istnieje poezja?'. Tematykę poezji też kiedyś w końcu poruszę. Nie byłabym sobą gdybym tego nie zrobiła.)


W każdym razie... Tak sobie jakiś czas temu siedziałam i kręciłam się w kółko. U każdego być może to kręcenie się w kółko wygląda inaczej. Uważam jednak, że w większości człowiek kręci się wraz z social mediami, tak bardzo ukochanymi przez XXI w. Chyba właśnie to skłoniło mnie do dzisiejszej refleksji.

Bo kiedy się nad tym zastanowisz bardziej, to to wszystko jest tak beznadziejnie marne... Ot, taka iluzja. Urodziliśmy się, kiedy to nie istniało, dorastaliśmy, gdy po prostu sobie gdzieś tam było, a żyjemy, gdy wydaje się to być czymś niezbędnym. Kręcimy się i nie zdajemy sobie sprawy... /patrz akapit nr 2/

Wracając... Siedziałam na wygodnej kanapie, z telefonem w ręce, ale nie robiłam nic. Zamyśliłam się tylko znów nad życiem, nad światem w którym przyszło mi żyć, nad naszymi czasami i ludźmi, którzy są wokół mnie - tymi bliskimi i tymi prawie obcymi. Myślałam, myślałam, coś wymyśliłam. Otworzyłam natatki i zaczęłam szybko pisać. Zapisałam, zamknęłam, wyłączyłam telefon i poszłam spać modląc się, aby jutrzejszy dzień przyniósł mi nowe siły w ucieczce przed medialnym wirem.

"Siedzimy przed ekranem. Ograbieni z emocji, idei, pomysłów, marzeń, celów i jakichkolwiek ideałów. Nie uśmiechamy się już tak jak dawniej, bo po co. Uważamy, że lepiej się w nic zbytnio nie angażować. Nie ma na świecie sprawy wartej uwagi. Co więcej ktoś jeszcze może uznać nas za nadgorliwych. Poza tym po co poświęcać jakiejś sprawie swój cenny czas? W końcu ciągle mamy go tak mało. Dlaczego nikt nie widzi przyczyny w samym sobie? Marnotrawstwo to choroba, która powoli, ale sukcesywnie niszczy ludzkość. Cichy zabójca życia prawdziwego."

Dziękuję każdemu za przeczytanie...
Też czasem próbujesz uciec i po prostu żyć prawdziwym życiem?
Życzę dużo siły i wytrwałości!
Ania



Nastroje uzależnione od...

Nastroje uzależnione od...



To niesamowite. Kiedy ostatni raz coś tutaj opublikowałam, była zima, mróz, plucha i wszystko co straszne może wydarzyć się w pogodzie. Później było nijak, bo wiosna przestaje być wiosną coraz bardziej. Nie potrafię w to uwierzyć, ale PRZEŻYŁAM ! Przetrwałam te ciężkie czasy pogodowych załamań, bo muszę przyznać, że (niestety) pogoda potrafi mocno wpłynąć na to, co się we wnętrzu człowieka dzieje. Tak więc po licznych zamieciach, niepewnościach, deszczach i dniach nijakich, ŻYJĘ.
Żyć poza czasem

Żyć poza czasem



Jeśli bym miała poruszyć kwestię czasu i przemijania... Wyszedł by z tego niezły chaos i paplanina. Całkiem niepotrzebnie. Każdy ma swoje teorie (albo ich brak) dotyczące czasu. Dla jednych jest on czymś kompletnie zmyślonym. Prawdopodobnie dla mnie też. Nie rozumiem czasu, ale mam świadomość, że jeśli chodzi o jego ramy, to są one wytworem człowieka. Może inaczej (lepiej?) by się nam żyło, gdyby ich nie było. Za to są tacy, co czas kochają. No i faktem jest, że on upływa. Szybko i powoli jednocześnie, tak w praktyce, a w teorii no to zawsze jednakowo. Zaczynam bablać...


Nowy rok wybił, mam nadzieję, że będzie dla nas wszystkich cudowny. Nie wiem, czy to możliwe, żeby był lepszy niż poprzedni, ale tak na prawdę... No to nie jest żaden skok nad przepaścią, na kolejny ułamek gruntu. To kontynuacja naszej wędrówki. Ciąg. Więc nie może być lepszy, czy gorszy. Bo ten dobry cały czas trwa. Dalej bablam...
W moim życiu żadnych zawirowań nie było, że tak nagle pisać przestałam. Chyba właśnie to życie poza czasem trochę się odezwało. Trochę się poleniło, zapomniało. Bo na tym to polega. Przełączam się na taki tryb, żeby może znów nauczyć się tej genialnej umiejętności skupiania się na chwilach. Skupiania się na nich i cieszenia się, zamiast stresującego liczenia sekund, minut... Ten czas tak szybko leci, ramy czasowe są takie linijkowe. A chwile? Chwila miła, chwila nudna, chwila ciepła, chwila mrozu, chwila smutku, chwila radości. Postaram się, żeby ten rok nie był jedynie liczbą dni = 365. Ten rok to czas = wiele różnorodnych chwil.


Chyba dalej bablam, raju, no i wyszedł chaos i paplanina . 
Już nigdy nie będę się tykać tematu czasu . 
Uciekam poza niego . . . 

Ale na bloga wracam :) 
Ania 
Pokolenie, które odbiera i nie daje - teoria o nas

Pokolenie, które odbiera i nie daje - teoria o nas




Całkiem niedawno spotkałam się z pewną teorią, która skłoniła mnie do drobnej refleksji. Mówi ona o tym, że w dzisiejszych czasach stajemy się pokoleniem nastawionymi na odbiór informacji, zwracając przy tym umiejętność tworzenia ich. Po prostu nasz świat jest tak skonstruowany, że nas ku temu popycha. Trochę strasznie to brzmi. Tak jakbyśmy zamieniali się w roboty... 

Dziwne klimaty w które czasem popadamy

Dziwne klimaty w które czasem popadamy



Znalezione obrazy dla zapytania robert hagan
Robert Hagan


Hej wszystkim! ☺
Już na wstępie muszę się wam przyznać, że pisząc na ten temat mam świadomość, że rzucam się na głęboką wodą... Ale to tylko z tego powodu, że sama ostatnio pozbierałam myśli i to wszystko ogarnęłam. To całe zjawisko, które już ludzie różnie nazywali. Ale, że każdy z nas jest osobno myślącą jednostką (choć i to można już zanegować... o tym może kiedy indziej), to przedstawię to w jakiś tam inny sposób, po swojemu. No w każdym razie, już już przechodzę do rzeczy. Przed wami... Dziwne klimaty, w które czasem popadamy!
<chaotyczny wstęp>


Jak być szczęśliwym?

Jak być szczęśliwym?



Uwaga - wpis pokazuje sposób, który raczej nie wyleczy kogoś z głębokiej depresji. Ale spokojnie, bo ja na prawdę zamierzam odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule. I gwarantuję wam - to działa!

Ostatnio sprzątałam w szufladach i tak się złożyło, że znalazłam mój kalendarz sprzed dwóch lat. Oczywiście, jak to wszystkie znaleziska, dokładnie przejrzałam notes strona po stronie. Po raz kolejny chwyciłam się za głowę jak dużo roboty wtedy miałam. Ale nie to jest ważne. Natknęłam się na ciekawą stronę. Mimo, że w planach na ten dzień nic nie miałam, kartka była zapełniona schludną, kolorową listą. Jej ogromny tytuł głosił: WHAT MAKES ME HAPPY? Mądra zrobiłam listę po angielsku... aż wstyd bierze za te głupie błędy. No ale języki obce są takie ładne i urokliwe, co na to poradzę?
Milczenie i scena w autobusie

Milczenie i scena w autobusie



‘Man in a Train, Thinking’  Jack B. Yeats


Podziwiam milczących ludzi, wyobrażam sobie ich myśli.
Sylvain Tesson "W syberyjskich lasach"

Dzisiejszy świat jest tak śmiesznie skonstruowany, że najlepiej by było, jakbyśmy cały czas gadali. Nie ważne o czym, o pogodzie choćby. Ja jeszcze pójdę o krok dalej. Nie lubimy ciszy*. Nie będę generalizować, przepraszam - bardzo dużo ludzi nie lubi ciszy. I to się bardzo ładnie obserwuje jeżdżąc autobusem. Obrazy zależą od pory dnia - ludzie albo głośno gadają, śmieją się, wymieniają poglądy, snują teorie, mruczą coś pod nosami... jeśli są w grupie, ze znajomymi. Lecz najczęściej takie pojedyncze osóbki, bo głównie o nie mi chodzi - siedzą i wlepiają wzrok w telefon, piszą z osobami, z którymi przed chwilą się rozstały, przeglądają Internet, stukają długimi paznokciami w ekrany, czasami czytają książki, uczą się, odrabiają zadania, słuchają muzyki... Tak jakby człowiek po prostu MUSIAŁ się czymś zająć i nie potrafił wytrzymać sam ze sobą. Czy aż tak nie lubimy samych siebie? Dajmy sobie moment.

Dlatego dołączam do pana Tessona i podziwiam sobie milczących ludzi. Choć muszę przyznać, jest ich dzisiaj tak malutko. A może już nie mamy o czym myśleć? Wyobraźnia wyciąga rękę spod zalegającego kurzu i tak jakby zaczyna do nas machać i wołać nieśmiało: "Pamiętasz o mnie jeszcze?". 

Siedzę w autobusie. Cisza dookoła, jedynie charakterystyczne dźwięki wynikające z kilku podanych wyżej czynności. Siedzę sama i cieszę się chwilą odpoczynku. Dziś nie czytam, dziś nie słucham muzyki, dziś obserwuję. A czy jakieś myśli do głowy mi wpadną? No zobaczymy, miło by było. Rozglądam się - zachmurzone twarze ludzi, takie zmęczone, takie znudzone. Każdy czymś zajęty. Każdego coś goni, dogania, schwyta, ciągnie w dół, a może i w górę? Autobus leniwie pełznie przed siebie. Jest stary i stuka, kiedy pada deszcz czy śnieg, to nawet przecieka. Autobus to taka puszka sardynek. Jesteśmy w nim zamknięci my i nasza "bagaż" uczuciowy, emocjonalny, myślowy, wszystko. Pojazd wypełniony po brzegi. Tyle się tutaj dzieje. A ja, jednostka, zdolna do myślenia - jak cudownie, przede mną wyrasta tyle możliwości. Milczę, ale chyba tylko na zewnątrz. Czy ktoś kiedykolwiek byłby w stanie wyobrazić sobie moje myśli? Wzrok wbijam w okno. Obrazy zmieniają się, rozpływają. Niby codziennie taka sama droga, ale spróbujcie sobie tylko uzmysłowić, ile szczegółów omijamy! Zawsze jest coś do odkrycia. Patrzę i łapię obrazy, myśli, dźwięki. Uśmiecham się sama do siebie. Cieszę się tą chwilą, tak normalną i zwyczajną, piękną w swej prostocie. A jednak jest w niej coś wyjątkowego. Zawsze. 

Kwieciste opisy, marne opisy... No ale co ja na to poradzę, że tak właśnie jest? Że tak miło raz na jakiś czas zatracić się w ukochanym Bezpustkowiu? Być człowiekiem w pełni myślącym i czującym. Wrażliwym na życie.

Może warto zastanowić się odrobinkę, czy w dzisiejszych czasach pamiętamy jeszcze o umiejętności bycia samym ze sobą. Z tym szczerym i nieudawanym. Posiadającym umysł zdolny do rzeczy niebywałych. Posiadającym wyobraźnię. Pamiętacie jeszcze? 


Uśmiechu i radości!
Ania




*chodzi mi nie o ciszę jako brak dźwięków, bo cisza w dźwięki może być bardzo bogata - bardziej o brak gadaniny     
Copyright © 2014 Bezpustkowie , Blogger