Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślenie. Pokaż wszystkie posty
Przewodnik po świecie wewnętrznym

Przewodnik po świecie wewnętrznym

O błądzeniu słów kilka. Wersja aktualna.


Niemalże rok temu, dokładnie 25 kwietnia, ogarnięta podróżniczym entuzjazmem, opublikowałam tu skromny, acz niezwykle uniwersalny przewodnik. Przewodnik ten sprawdza się w każdym miejscu na ziemi, ale - jak się okazuje, nie w każdym czasie. Dlatego też chciałabym go nieco zaktualizować, tworząc nową jego wersję. Przewodnik po świecie wewnętrznym.

Jest środa, 11 marca - dzień zerowy, w którym odwołano moje zajęcia na uczelni. Coś mi to już przypominało. Może porównanie będzie godne jedynie pożałowania, ale przypomniał mi się moment, w którym zachorowałam na ospę. W liceum. To był moment, w którym zatrzymałam się, a świat pędził dalej. Nikt mnie nie chciał odwiedzać, został tylko kontakt na odległość. 2.5 tygodnia spędzonego w domu. No to, moi kochani... Teraz taką ospę społeczną przechodzimy wszyscy razem. Wszyscy razem - to dodaje trochę otuchy, co nie? Bo nic nas aktualnie nie omija. Możemy za to wyruszyć w podróż, którą wiele osób odkładało w czasie. Odkładało, bo wokoło działo się tyle fascynujących rzeczy. Odkładało, bo miało świadomość, że wędrówka może być trudna i bolesna. Odkładało, bo zwyczajnie nie miało na to czasu, lub warunków.

A teraz - jest jakby troszkę łatwiej. Jesteś gotowy? Zapraszam.




Świat wewnętrzny? Czyli coś, co mamy w sobie. Czy można podróżować, bez wychodzenia z domu, a tym bardziej... bez wychodzenia z samego siebie? To brzmi troszkę jak absurd, ale - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Usiądź więc wygodnie (albo spaceruj po pokoju, bo niektórym tak się lepiej myśli).

Cały świat - właśnie tak przyszło nam przedstawiać ogrom różnych zjawisk. Po francusku, tout le monde (czyli dosłownie "cały świat"), to po prostu wszyscy ludzie. Nieco zawężamy, prawda? Idźmy dalej. Postrzegasz świat, patrzysz na niego, obserwujesz. Ten świat ma więc pewne odbicie w tobie samym. Jesteśmy odbiciem tego ogromu, każdy z nas. A na dodatek mamy osobisty świat, który już sam w sobie jest ogromem. Troszkę tego dużo.

Nasz wewnętrzny świat jest prawdopodobnie większy od tego świata, który nas otacza. Czy to nie coś wspaniałego? Tyle nowych miejsc do odkrycia...



W tej podróży żadne wyposażenie nie jest niezbędne. No, może tylko kasza, makaron i papier toaletowy... Bez nich faktycznie możesz nie przetrwać. A tak na serio - polecam zaopatrzyć się w kartkę lub zeszyt i coś do pisania. Myśli to bardzo ulotne stworzenia, a to najlepszy sposób, żeby je jakoś ujarzmić. Żadne przygotowanie, to też przygotowanie - zapewnia więcej błądzenia.

Aby podróżować po naszym wewnętrznym świecie, przyda nam się troszkę akceptacji. Akceptacji, że nie wszystko jest tam takie oczywiste, jak to bywa w świecie zewnętrznym. 



Abyście troszkę lepiej zrozumieli tryb waszej podróży, musimy sięgnąć do świata metafor. Robert Macfarlane w swojej książce "Szlaki. Opowieści o wędrówkach" pisze: 

"Przebyłem również tysiące mil w wyobraźni, bo kiedy nie mogę zasnąć - co zdarza się w większość nocy - wysyłam swój umysł na wędrówki po znajomych szlakach; miarowym rytmem takiego marszu udaje mi się czasem ukołysać do snu."

To jeszcze nie jest metafora, lecz konkretne i rzeczywiste wyobrażenia świata, który znamy. Ten świat bardzo nam pomoże w naszej wyprawie. Podczas, gdy w swoim poprzednim przewodniku zachęcałam was do porzucenia mapy, w tym przewodniku jest ona kluczowym elementem. Ponieważ jednak to my sami eksplorujemy nasz świat wewnętrzny, to my stajemy się kartografami. 

Już chyba domyślacie się, o co chodzi? Wyprawa kartograficzna w głąb samego siebie... Załóżcie kapelusze podróżników, pióra w dłoń!

Spójrz na swoje życie, jak na szlak. Zaczęło się w pewnym miejscu, a ścieżki prowadziły pewnie przez góry, łąki, lasy, pustynie... Co nimi było? A może był taki moment, w którym poruszałeś się poza szlakiem?

Czy zatrzymałeś się kiedyś na dłużej w którymś miejscu, czy pędziłeś przed siebie? Co wyznaczało kierunek twojego życia? Obserwowałeś to, co dzieje się dookoła ciebie?

W podróży nigdy nie jesteśmy sami... Kto ci towarzyszył, kto towarzyszy? Co się działo, gdy stawaliście na rozdrożu? A może pamiętasz jakieś nieoczekiwane, poruszające serce skrzyżowania ścieżek?

W jakim miejscu znajdujesz się obecnie? W jakim klimacie? Możesz grać w ciepło-zimno, ale nie zapominaj o całym wachlarzu innych stref. Czy to szlak, czy jakieś ustronie, w którym skryłeś się na krótszą bądź dłuższą chwilę? 

Gdzie idziesz? Czy droga prowadzi przez gęsty las, tak, że nie widzisz tego, co kryje się za kolejnym drzewem? A może biegniesz po łące w kierunku czegoś, co wyłania się zza horyzontu? No właśnie... Idziesz, biegniesz, a może ktoś cię prowadzi?

Jak się czujesz w swoim świecie? Zagubiony, szczęśliwy, pełny pokoju, a może nieco przerażony? A jest jeszcze tyle różnych stanów trudnych do nazwania... 

Jest tyle różnych pytań, które mogłabym ci jeszcze zadać, ale to twoja wędrówka. To twój świat wewnętrzny. Myślę, że już wiesz, o co chodzi. Już wiesz, jak się chodzi i idziesz. Kierunek nadajesz sobie sam. Idź dalej, bo ta wędrówka jest na prawdę piękna...



Może skończysz z rozrysowaną mapą, może napiszesz ścianę tekstu, a może jedną, krótką myśl. Może też skończysz bez niczego namacalnego, a jednak - coś uległo zmianie. Bo każda podróż, nawet ta wewnętrzna, nas odmienia.

Osobiście, patrzenie na moje własne życie w kategoriach kartograficzno - podróżniczych bardzo mi pomaga. Dzięki temu mogę lepiej zrozumieć samą siebie, zrozumieć, dlaczego jestem w miejscu, w którym jestem. Cieszyć się tym miejscem, lub uczyć się go akceptować. Moje myślowe bezpustkowie nadal jest bezpustkowiem, ale nie tak chaotycznym jak zazwyczaj. Wiem, czym jest droga, czym jest las, a czym zasłyszany po drodze śpiew ptaków...

Może to dobry czas, żeby zadbać o swoje wnętrze. Aby poukładać bałagan, mętlik, który być może ciągle w nas narasta. Aby poznać naszą wewnętrzną mapę, nasz kompas, towarzyszy podróży. Aby zobaczyć, przed czym dotychczas uciekaliśmy w strachu przed odbyciem tej wewnętrznej podróży.

Podróżowanie jest czymś wspaniałym... Pamiętajcie - podróżować można zawsze, ale na różne sposoby. 



Mam aktualnie troszkę więcej czasu, a kolejne pomysły narastają w głowie. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że wkrótce coś jeszcze tutaj napiszę, troszkę poukładam... Zapraszam więc do zaglądania co jakiś czas lub obserwowania mnie w mediach społecznościowych. Marzy mi się rozwinąć Bezpustkowie i stworzyć jakieś dobre miejsce w Internecie.

Jeśli macie jakieś spostrzeżenia, uwagi, chętnie posłucham! Już w tym miejscu chciałabym podziękować wszystkim osobom, które osobiście zadawały mi pytania "kiedy w końcu coś napiszesz?" oraz dzieliły się swoimi uwagami... Nawet nie wiecie, jak wiele dały mi wasze słowa! No więc... w końcu napisałam! :)

Ponieważ ten tekst ma charakter mocno refleksyjny, chciałabym podlinkować wpisy, do których sama lubię wracać. One często pomagają mi wrócić, pomagają na nowo popatrzeć na pewne rzeczy w moim życiu... Smacznego! Miłej lektury!



Życzę wam dużo spokoju na ten czas!
Dbajcie o siebie,
Ania


Obrazy:
1. Caspar David Friedrich "Woman at a window"

Każdy ma historię do opowiedzenia

Każdy ma historię do opowiedzenia

Temat ten siedział w mojej głowie już od dłuższego czasu... Dobra, szczerze powiedziawszy to już od kilka lat myślę o nim i myślę. Nareszcie luźne myśli doczekały się zapisania. Mam nadzieję, że im podołam i uda mi się zebrać je w jakąś sensowną całość.


Codzienność i niecodzienność - idziesz ulicą, jedziesz autobusem, czekasz w kolejce. Otaczają cię różni ludzie, najczęściej całkowicie anonimowi. Nie znasz ich i to jest normalne - w końcu jaki człowiek zna cały świat? Idźmy dalej. Podnosisz wzrok do góry, aby na nich popatrzeć. Nie spotykasz się z niczyim spojrzeniem, bo ich oczy błądzą gdzieś w przestrzeni. Albo w ekranach smartfonów, niestety zbyt często. Patrzysz się, obserwujesz. Wychodzisz nieco ze swojej strefy komfortu, w której jesteś sam jeden. Patrzysz na ludzi i jakby stajesz się mimowolnie ich towarzyszem. Jesteś bardziej świadomy, bardziej obecny. Zaczynasz myśleć.Zaczynasz doświadczać tej obecności, nie jesteś już sam.

Ile osób odważyłoby się pójść o krok dalej i porozmawiać? Przyznaję, sama miałabym z tym niezły problem. Bo to takie niedzisiejsze, bo po co wtrącać się do czyjegoś życia, bo po co komuś przeszkadzać. Bo ogarnia mnie strach. Strach przed nieznanym?

Bez słowa więc, patrzysz na tych wszystkich ludzi. Patrzysz i myślisz.


Kim oni są? Każdy ma jakąś przeszłość. Każdy ma coś, co go martwi, co go cieszy. Każdy ma kogoś, kogo kocha. A może czuje się w tym wszystkim samotny? Każdy, bez wyjątku jest doświadczony przez życie. Jeden mniej, drugi bardziej. Ale to nie ulega wątpliwości, że właśnie tak jest. Każdy przeżył choćby jedną tragedię i jedno uniesienie radości. Każdy. Każdy o czymś teraz myśli. O czym? Tego nigdy się nie dowiemy.

Każdy ma jakąś historię do opowiedzenia. I to jest właśnie punkt dzisiejszego wpisu. Uwielbiam patrzeć właśnie tak na innych ludzi. Jak na tych, którzy skrywają w sobie historie. Historie bardziej lub mniej zaskakujące, dramatyczne, napełniające nadzieją, historie niespełnionej miłości albo dotyczące jakiejś ogromnej przygody, która tą osobę spotkała. Historie, które ją ukształtowały.

Historie, które tak rzadko wychodzą na światło dzienne.

Kiedy pytasz kogoś, jak się ma, najczęściej osoba ta z biegu odpowie "dobrze". Nieważne, czy tego dnia została przez kogoś obrażona, przeżywa ciężkie chwile w życiu, albo wręcz przeciwnie - doświadczyła czegoś niezwykle pięknego. Tylko ta wymijająca, zwykle nieprzemyślana odpowiedź: DOBRZE.


Czy zależy nam na tym, żeby poznać drugiego człowieka? Czy pozwalamy mu na opowiedzenie nam swojej historii? Czy sami potrafimy podzielić się z kimś naszym własnym wnętrzem?

A na koniec być może najważniejsze - czy mamy świadomość, że drugi człowiek, że każdy, kogo mijamy, skrywa pewną historię? Historię jego życia, historię, która jest warta więcej, niż wszystkie książki schowane w kątach wszystkich bibliotek świata. Historię wyjątkową i niepowtarzalną. Historię, która może odmienić świat. Czy potrafisz jej wysłuchać?

To wszystko zostawiam już waszej dalszej refleksji... Dla mnie taki punkt widzenia jest czymś niezwykłym. Szary przechodzień na ulicy, już nie jest kolejną przypadkową osobą, którą mijam. Jest kimś, kto ma swoją historię. Historię, która być może czeka, aż ktoś ją pozna.


Obrazy litewskiego malarza, Rimantasa Virbickasa.
Ucieknijmy!

Ucieknijmy!



Ucieknijmy, zróbmy to wszyscy razem! 
Gotowi, do startu...
Start!

Ucieczka to częsty motyw poruszany w literaturze, filmach i innych formach sztuki. Co człowieka tak bardzo pociąga w ucieczce? Co jest z nami nie tak? Czy w ogóle jest z nami coś nie tak, jeśli tak wielu ludzi Jej ulega? Oto przed państwem- Ucieczka.

Ktoś mógłby pomyśleć, że zaczynam właśnie namawiać naiwnych, żeby spakowali wszystko i wyruszyli w drogę. Zrób tak, jeśli potrafisz. Zapraszam do podróży w nieznane. Byli tacy odważni - zależnie od sytuacji, wyszło im to na dobre, bądź wyszło na złe. Z reguły byli zadowoleni. Tak, można ich nazwać ludźmi szczęśliwymi. W niektórych przypadkach posunęłabym się nawet nieco dalej - byli oni ludźmi spełnionymi. Kto nie pragnie takiego uczucia? Ale tym razem kochani - nie tędy droga. Zapraszam, zejdźmy na inny szlak.


Ucieczka jest odwróceniem się do czegoś plecami i pójście przed siebie. Chyba logiczne, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Ucieczka jest zła i dobra. Jak wiele rzeczy na tym świecie - to zależy od punktu widzenia. Czasami człowiek potrzebuje uciec. Inaczej coś się może w życiu popsuć.

Być może w niektórych sytuacjach jest to przejaw bezsilności. Albo tchórzostwa. Racja, tak bywa. Bo uciekając, zostawiamy coś za sobą i nie tykamy tego, nie próbujemy tego naprawić. Nie brzmi za dobrze? Patrz wyżej, napisałam, że ucieczka może być zła. Taka też bardzo często jest - uważaj! Bywa jednak też, że to jedyne możliwe rozwiązanie problemu.

Więc dlaczego na wstępie do niej zachęciłam? Nie, nie chcę was zapędzić w kozi róg. Spokojnie.

Aby zrobić krok w przód. Aby się przełamać, przebić - wielu ludzi potrzebuje właśnie Jej. Sama często mam wrażenie, że w swoim życiu uciekam przed czymś, bo zwyczajnie nie życzę sobie, żeby to mnie dopadło. Moje życie to ucieczka? Być może. Ale sama nie chcę inaczej. Ucieknijmy razem...


Staram się nie dać złapać dorosłości - najprawdopodobniej w myśl przesłania książki Antoine'a Saint Exupery'ego pt. "Mały Książę". Chyba za dużo się jej naczytałam ☺ Ale o tym już trochę tutaj wspomniałam. Wiem, że w końcu mnie dopadnie takie życie. Ale tutaj chodzi o coś więcej - o wnętrze. Uciekam od szarości dnia w marzenia, trochę jak Ania z Zielonego Wzgórza. Uciekam od wszechobecnego przygnębienia moich rówieśników, bo to jest jak jakaś okropna zaraza która trawi dzisiejszy świat. Uciekam od zła, choć jest to bardzo trudna droga. Uciekam od wzorców, które społeczeństwo chce nam narzucić... Choć jest to coraz trudniejsze. Uciekam od grania kogoś, kim nie jestem - uciekam, bo ja to ja - słaba, nieidealna, z wielkimi marzeniami, niedzisiejszymi pasjami i tą niemodną chęcią do zachwytu nad każdą małą rzeczą. 

A ty, to ty - nie bądź kimś, kim nie jesteś. Postacią wykreowaną przez profile w mediach społecznościowych. Postacią wyidealizowaną. Postacią o wielu twarzach. Doskonałym aktorem. 

No to jak? Uciekamy? Przed czym?
Trzy, dwa, jeden...






* Claude Monet "Cliffs of les Petites-Dalles"
* Claude Monet "Cliffs and Sailboats at Pourville painting"
* Claude Monet "The Cliff, Etretat, Sunset"
Przemyślenia i ucieczka z pralki

Przemyślenia i ucieczka z pralki



Świat bezustannie się zmienia. A że w dzisiejszych czasach wszystko jest szybsze, większe, no i ogólnie naj, tempo jest przerażające. Nie jestem tu jakoś bardzo długo, ale mimo wszystko, czuję się jak w pralce. Jakby ktoś kiedyś włożył małą mnie do wiru, włączył największe (naj!) obroty i zostawił na ileśtam lat. Jestem sobie, zwyczajnie jestem, a świat się kręci. A ja - mimowolnie - kręcę się razem z nim. 

Pierwszy obrót nic nie zmienia.
Dziesiąty daje coś do myślenia.
Setki sprawiają, że kręci ci się w głowie.
Tysiące wprowadzają pewne zmiany.
Miliony obdarowują zobojętnieniem i pasywnością.
Liczby większe - kim ja wogóle jestem?

Różnica sytuacji polega na tym, że każdy człowiek jest inny. Prawdopodobnie większość będzie prana całe życie, jednak pewna grupa wypadnie z maszyny w którymś momencie. To zaboli, bo nagle obejrzysz się za siebie i okaże się, ile czasu się zmarnowało. Oczywiście nie wszystko poszło na marne, bo samo kręcenie też ma pewien sens (ogólnie to jak się pomyśli, wszystko ma jakiś tam sens)... Ale te godziny, dni odeszły. Przed nami coś nowego. Niebezpiecznego, wyjątkowego, pociągającego - odważysz się żyć poza przytulną, popularną  pralką? Nie każdego na to stać, a nie mnie oceniać co dla człowieka jest lepsze, bo to kwestia jak najbardziej osobista.

Nie wiem, czy taka metafora ma wogóle jakiś sens, ale tak to już z człowiekiem jest - nasza ułomność (lub raczej ułomność języka, jakim się posługujemy) polega na tym, że nie potrafimy nazwać uczuć oraz myśli wprost, a jedynie za pomocą metafor.

(A tu znajduje się odpowiedź na pytanie 'po co istnieje poezja?'. Tematykę poezji też kiedyś w końcu poruszę. Nie byłabym sobą gdybym tego nie zrobiła.)


W każdym razie... Tak sobie jakiś czas temu siedziałam i kręciłam się w kółko. U każdego być może to kręcenie się w kółko wygląda inaczej. Uważam jednak, że w większości człowiek kręci się wraz z social mediami, tak bardzo ukochanymi przez XXI w. Chyba właśnie to skłoniło mnie do dzisiejszej refleksji.

Bo kiedy się nad tym zastanowisz bardziej, to to wszystko jest tak beznadziejnie marne... Ot, taka iluzja. Urodziliśmy się, kiedy to nie istniało, dorastaliśmy, gdy po prostu sobie gdzieś tam było, a żyjemy, gdy wydaje się to być czymś niezbędnym. Kręcimy się i nie zdajemy sobie sprawy... /patrz akapit nr 2/

Wracając... Siedziałam na wygodnej kanapie, z telefonem w ręce, ale nie robiłam nic. Zamyśliłam się tylko znów nad życiem, nad światem w którym przyszło mi żyć, nad naszymi czasami i ludźmi, którzy są wokół mnie - tymi bliskimi i tymi prawie obcymi. Myślałam, myślałam, coś wymyśliłam. Otworzyłam natatki i zaczęłam szybko pisać. Zapisałam, zamknęłam, wyłączyłam telefon i poszłam spać modląc się, aby jutrzejszy dzień przyniósł mi nowe siły w ucieczce przed medialnym wirem.

"Siedzimy przed ekranem. Ograbieni z emocji, idei, pomysłów, marzeń, celów i jakichkolwiek ideałów. Nie uśmiechamy się już tak jak dawniej, bo po co. Uważamy, że lepiej się w nic zbytnio nie angażować. Nie ma na świecie sprawy wartej uwagi. Co więcej ktoś jeszcze może uznać nas za nadgorliwych. Poza tym po co poświęcać jakiejś sprawie swój cenny czas? W końcu ciągle mamy go tak mało. Dlaczego nikt nie widzi przyczyny w samym sobie? Marnotrawstwo to choroba, która powoli, ale sukcesywnie niszczy ludzkość. Cichy zabójca życia prawdziwego."

Dziękuję każdemu za przeczytanie...
Też czasem próbujesz uciec i po prostu żyć prawdziwym życiem?
Życzę dużo siły i wytrwałości!
Ania



Obserwator rzeczywistości

Obserwator rzeczywistości



Ciekawe rzeczy się u nas na zewnątrz dzieją (na dworze, na polu, na zewnątrz, jak kto woli). W jedną noc się zabieliło, w drugą napadało. A na dodatek nad ranem wszystko zaczęło zamarzać. Kiedy tylko mogłam, szłam po śniegu. A kiedy byłam zmuszona iść chodnikiem, nie ukrywam, śmiesznie było :) siedziałam na przystanku autobusowym i obserwowałam ludzi.
Żyć poza czasem

Żyć poza czasem



Jeśli bym miała poruszyć kwestię czasu i przemijania... Wyszedł by z tego niezły chaos i paplanina. Całkiem niepotrzebnie. Każdy ma swoje teorie (albo ich brak) dotyczące czasu. Dla jednych jest on czymś kompletnie zmyślonym. Prawdopodobnie dla mnie też. Nie rozumiem czasu, ale mam świadomość, że jeśli chodzi o jego ramy, to są one wytworem człowieka. Może inaczej (lepiej?) by się nam żyło, gdyby ich nie było. Za to są tacy, co czas kochają. No i faktem jest, że on upływa. Szybko i powoli jednocześnie, tak w praktyce, a w teorii no to zawsze jednakowo. Zaczynam bablać...


Nowy rok wybił, mam nadzieję, że będzie dla nas wszystkich cudowny. Nie wiem, czy to możliwe, żeby był lepszy niż poprzedni, ale tak na prawdę... No to nie jest żaden skok nad przepaścią, na kolejny ułamek gruntu. To kontynuacja naszej wędrówki. Ciąg. Więc nie może być lepszy, czy gorszy. Bo ten dobry cały czas trwa. Dalej bablam...
W moim życiu żadnych zawirowań nie było, że tak nagle pisać przestałam. Chyba właśnie to życie poza czasem trochę się odezwało. Trochę się poleniło, zapomniało. Bo na tym to polega. Przełączam się na taki tryb, żeby może znów nauczyć się tej genialnej umiejętności skupiania się na chwilach. Skupiania się na nich i cieszenia się, zamiast stresującego liczenia sekund, minut... Ten czas tak szybko leci, ramy czasowe są takie linijkowe. A chwile? Chwila miła, chwila nudna, chwila ciepła, chwila mrozu, chwila smutku, chwila radości. Postaram się, żeby ten rok nie był jedynie liczbą dni = 365. Ten rok to czas = wiele różnorodnych chwil.


Chyba dalej bablam, raju, no i wyszedł chaos i paplanina . 
Już nigdy nie będę się tykać tematu czasu . 
Uciekam poza niego . . . 

Ale na bloga wracam :) 
Ania 
Pokolenie, które odbiera i nie daje - teoria o nas

Pokolenie, które odbiera i nie daje - teoria o nas




Całkiem niedawno spotkałam się z pewną teorią, która skłoniła mnie do drobnej refleksji. Mówi ona o tym, że w dzisiejszych czasach stajemy się pokoleniem nastawionymi na odbiór informacji, zwracając przy tym umiejętność tworzenia ich. Po prostu nasz świat jest tak skonstruowany, że nas ku temu popycha. Trochę strasznie to brzmi. Tak jakbyśmy zamieniali się w roboty... 

Dziwne klimaty w które czasem popadamy

Dziwne klimaty w które czasem popadamy



Znalezione obrazy dla zapytania robert hagan
Robert Hagan


Hej wszystkim! ☺
Już na wstępie muszę się wam przyznać, że pisząc na ten temat mam świadomość, że rzucam się na głęboką wodą... Ale to tylko z tego powodu, że sama ostatnio pozbierałam myśli i to wszystko ogarnęłam. To całe zjawisko, które już ludzie różnie nazywali. Ale, że każdy z nas jest osobno myślącą jednostką (choć i to można już zanegować... o tym może kiedy indziej), to przedstawię to w jakiś tam inny sposób, po swojemu. No w każdym razie, już już przechodzę do rzeczy. Przed wami... Dziwne klimaty, w które czasem popadamy!
<chaotyczny wstęp>


Milczenie i scena w autobusie

Milczenie i scena w autobusie



‘Man in a Train, Thinking’  Jack B. Yeats


Podziwiam milczących ludzi, wyobrażam sobie ich myśli.
Sylvain Tesson "W syberyjskich lasach"

Dzisiejszy świat jest tak śmiesznie skonstruowany, że najlepiej by było, jakbyśmy cały czas gadali. Nie ważne o czym, o pogodzie choćby. Ja jeszcze pójdę o krok dalej. Nie lubimy ciszy*. Nie będę generalizować, przepraszam - bardzo dużo ludzi nie lubi ciszy. I to się bardzo ładnie obserwuje jeżdżąc autobusem. Obrazy zależą od pory dnia - ludzie albo głośno gadają, śmieją się, wymieniają poglądy, snują teorie, mruczą coś pod nosami... jeśli są w grupie, ze znajomymi. Lecz najczęściej takie pojedyncze osóbki, bo głównie o nie mi chodzi - siedzą i wlepiają wzrok w telefon, piszą z osobami, z którymi przed chwilą się rozstały, przeglądają Internet, stukają długimi paznokciami w ekrany, czasami czytają książki, uczą się, odrabiają zadania, słuchają muzyki... Tak jakby człowiek po prostu MUSIAŁ się czymś zająć i nie potrafił wytrzymać sam ze sobą. Czy aż tak nie lubimy samych siebie? Dajmy sobie moment.

Dlatego dołączam do pana Tessona i podziwiam sobie milczących ludzi. Choć muszę przyznać, jest ich dzisiaj tak malutko. A może już nie mamy o czym myśleć? Wyobraźnia wyciąga rękę spod zalegającego kurzu i tak jakby zaczyna do nas machać i wołać nieśmiało: "Pamiętasz o mnie jeszcze?". 

Siedzę w autobusie. Cisza dookoła, jedynie charakterystyczne dźwięki wynikające z kilku podanych wyżej czynności. Siedzę sama i cieszę się chwilą odpoczynku. Dziś nie czytam, dziś nie słucham muzyki, dziś obserwuję. A czy jakieś myśli do głowy mi wpadną? No zobaczymy, miło by było. Rozglądam się - zachmurzone twarze ludzi, takie zmęczone, takie znudzone. Każdy czymś zajęty. Każdego coś goni, dogania, schwyta, ciągnie w dół, a może i w górę? Autobus leniwie pełznie przed siebie. Jest stary i stuka, kiedy pada deszcz czy śnieg, to nawet przecieka. Autobus to taka puszka sardynek. Jesteśmy w nim zamknięci my i nasza "bagaż" uczuciowy, emocjonalny, myślowy, wszystko. Pojazd wypełniony po brzegi. Tyle się tutaj dzieje. A ja, jednostka, zdolna do myślenia - jak cudownie, przede mną wyrasta tyle możliwości. Milczę, ale chyba tylko na zewnątrz. Czy ktoś kiedykolwiek byłby w stanie wyobrazić sobie moje myśli? Wzrok wbijam w okno. Obrazy zmieniają się, rozpływają. Niby codziennie taka sama droga, ale spróbujcie sobie tylko uzmysłowić, ile szczegółów omijamy! Zawsze jest coś do odkrycia. Patrzę i łapię obrazy, myśli, dźwięki. Uśmiecham się sama do siebie. Cieszę się tą chwilą, tak normalną i zwyczajną, piękną w swej prostocie. A jednak jest w niej coś wyjątkowego. Zawsze. 

Kwieciste opisy, marne opisy... No ale co ja na to poradzę, że tak właśnie jest? Że tak miło raz na jakiś czas zatracić się w ukochanym Bezpustkowiu? Być człowiekiem w pełni myślącym i czującym. Wrażliwym na życie.

Może warto zastanowić się odrobinkę, czy w dzisiejszych czasach pamiętamy jeszcze o umiejętności bycia samym ze sobą. Z tym szczerym i nieudawanym. Posiadającym umysł zdolny do rzeczy niebywałych. Posiadającym wyobraźnię. Pamiętacie jeszcze? 


Uśmiechu i radości!
Ania




*chodzi mi nie o ciszę jako brak dźwięków, bo cisza w dźwięki może być bardzo bogata - bardziej o brak gadaniny     
Copyright © 2014 Bezpustkowie , Blogger