Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękno. Pokaż wszystkie posty
Dźwięki muzyki świadomej

Dźwięki muzyki świadomej


Sama nie wiem, kiedy to się stało. Nie do końca pamiętam, kiedy zaczęłam słuchać muzyki w sposób świadomy. Jednego jestem pewna - był to moment przełomowy w moim życiu. To był moment wyjątkowy. Dlaczego? Coś się wtedy zmieniło…


Prawdopodobnie było to wtedy, gdy w gimnazjum (a może była to szkoła podstawowa?) w przejawie jakiegoś takiego typowego dla mnie buntu przeciwko całemu społeczeństwu przestałam słuchać radia. Muszę tu zaznaczyć, że wcześniej leciało ono w moim pokoju bez przerwy. Wiedziałam nawet, kiedy transmitowane są poszczególne programy mojej ulubionej stacji. Przy okazji w moją głowę wtaczana była medialna papka - wszystkie konkursy, wiadomości o tragediach, niesprawdzone ciekawostki i "błyskotliwe" żarciki prowadzących. Oj tak - byłam na bieżąco z wszystkimi listami przebojów. Dzienna, miesięczna, roczna - żadna z nich nie była mi obca! Wiedziałam nawet, która piosenka znajduje się na danym miejscu…

Do czasu, gdy do głowy nie wpadła mi myśl: Dlaczego inni mają decydować za mnie o tym, czego mam słuchać? Dlaczego muszę słuchać tego, czego słuchają niemalże wszyscy? Czy to jest właśnie muzyka?

Radio zostało wyłączone. A ja zaczęłam odkrywać nowe zestawy dźwięków skrywanych wcześniej przed moimi uszami. Rozpoczęła się moja droga. Jaka droga?? Droga w poszukiwaniu swojej muzyki. To wspaniała wędrówka, uwierzcie mi! Można sobie pobłądzić po pięcioliniowych ścieżkach, skryć pod daszkiem ósemki lub usiąść na pauzie i przemyśleć to i owo.


Moja muzyczna podróż wyglądała różnie na jej licznych etapach. Jeśli dobrze pamiętam, zaczynałam od portali streamingowych z masą szalonych playlist, które można było na nich znaleźć. To wtedy odkryłam muzykę indie i jej najróżniejsze warianty. Lubiłam przeglądać ścieżki dźwiękowe obejrzanych przeze mnie filmów. Zawsze szłam wtedy o krok dalej i eksplorowałam - jakie są inne piosenki twórcy? To w ten sposób odkryłam Pearl Jam (oraz swoją paradoksalną miłość do grunge rocka), a także zafascynowałam się muzyką celtycką (którą później sama zaczęłam grać!). Czasem spoglądałam w przeszłość i zanurzałam się w różne dekady XX w.  Czasem po prostu klikałam w proponowane dla mnie utwory. Albo eksperymentowałam i puszczałam sobie składanki, które całkowicie odbiegały od moich dotychczasowych preferencji. Takie działania często kończyły się rozczarowaniem, ale bywało, że nowości całkowicie mnie pochłonęły - kolejny obszar na muzycznej mapie zdobyty!

Podczas tej wędrówki nauczyłam się wiele na temat świata muzyki. Nauczyłam się też wiele o sobie - zaczęłam odkrywać, co mi "w duszy gra", co lubię, a czego nie potrafię znieść. Zatapiałam się w swoich muzycznych ogrodach z myślą - dlaczego wyglądają właśnie tak? Ciągle szukam odpowiedzi, ale chyba po prostu chodzi o to, że ja to ja i właśnie taka jestem :)


Cieszę się, że udało mi się postawić ten krok, dzięki któremu mogę słuchać muzyki świadomie. Mogę rozkoszować się wyjątkowymi melodiami, mogę kontemplować teksty piosenek. Mogę cieszyć się i wzruszać, śmiać się i płakać, marzyć, tęsknić i rozmyślać. Oraz wiele innych… Czuję, że te dźwięki są w pewien sposób "moje". Utożsamiam się z nimi. Rozumiem, a one rozumieją mnie…

Czy moje podróż już się skończyła? Mam nadzieję, że nigdy nie dobrnę do jej finiszu. Jest pięknie!

Czy słuchacie muzyki w sposób świadomy, czy polegacie na listach przebojów? A może właśnie to uważacie za swój wybór? Jaka jest najwspanialsza piosenka, którą ostatnio usłyszeliście? Chętnie posłucham czegoś nowego!

Wkrótce podzielę się z Wami także sposobami, na znajdowanie wyjątkowych artystów i piosenek… 
Do zobaczenia!
Ania


Ps. Dla osób ciekawych - już nie jestem taka wielką buntowniczką i zdarza mi się posłuchać raz za czasu radia… Choć ciągle nie jest to częste zjawisko :)


Obrazy:
1. "Czworo dzieci z trąbą"
2. "Jazz"
3. "Kobziarze"
Wszystkie obrazy są autorstwa Tadeusza Makowskiego.

Przewodnik po świecie

Przewodnik po świecie

O błądzeniu słów kilka.


Uwaga, uwaga! Przewodnika to jeszcze tutaj nie było. Jako, że ostatnio odbywam swoistego rodzaju nawrócenie na podróżowanie, moje serce odradza się w ciepłych wiosennych promieniach a w głowie kiełkują i rosną żonkile, syberyjskie świerki i polinezyjskie palemki, nie mogło się to skończyć inaczej. Hmm, chociaż "kończyć się" jest tu złym określeniem, bo chyba znów wszystko się zaczyna. Gdzieś na studenckiej ścieżce umknął mi ten jeden element mnie, ale spokojnie, spokojnie. Już wszystko wróciło do normy.

Oto przed wami...


Najbardziej uniwersalny poradnik, jak odkrywać to, co jeszcze nieodkryte w każdym miejscu na Ziemi oraz poza nią. Przeczytasz raz i już nigdy nie będziesz musiał obciążać swojego plecaka (lub walizki, tutaj bez dyskryminacji) kolejną książką! No, aż kusi, żeby dopisać... Wydawnictwa podróżnicze jej nienawidzą! Ale dajmy sobie już spokój z takimi tanimi chwytami reklamowymi... Let's go!

Każdy dobry przewodnik powinien rozpoczynać się od opisu miejsca, które będziemy zwiedzać. Coś z geografii, coś z historii, oprószone słodką kulturalną posypką. Wszystko w rozsądnej ilości, bo to w końcu przewodnik szybko-prosto-i-na-temat, a nie opasłe tomiszcze encyklopedii. Bardzo was przepraszam, ale jestem zmuszona opuścić ten wstęp. Jak miałabym opisać ten świat w kilku prostych zdaniach? Tysiące pisarzy próbowało zrobić to przede mną, jako wstęp polecam więc wziąć do ręki pierwszy lepszy reportaż (z podkreśleniem na słowo lepszy!), przeczytać kilka linijek i wbić do głowy, że tak, to się dzieje na prawdę i tak, to mniej niż ziarnko piasku na wszystkich pustyniach razem wziętych. 

Drugą rzeczą, do której zachęcam jest przeczytanie tego krótkiego tekstu. Może pomoże Ci trochę zrozumieć, o co tak właściwie chodzi z tym podróżowaniem, dlaczego się je popełnia, jaki w nim cel i sens. Może nawet zmotywuje cię do działania. Albo wręcz przeciwnie - odkryjesz, że to nie dla ciebie.

Kiedy wstęp masz już za sobą (proszę mnie tylko nie bajerować, wiem, że nawet nie przeczytałeś tamtego wpisu który przed chwilą podlinkowałam), możemy przejść do części głównej mojego przewodnika. To chyba nie będzie długa część (ktoś od j. polskiego by mnie chyba zamordował za brak proporcji), no zobaczymy sami. Pora zacząć.

Jeśli się już spakowałeś (na pewno masz ze sobą wszystko??), zdecydowałeś się na jakiś środek transportu (np. coś z klasyków - balon, łódź, stopy) i dotarłeś na miejsce - uwaga, gdziekolwiek by ono było!! Tak, dobrze mnie zrozumiałeś - gdziekolwiek teraz jesteś, możesz zastosować się do kolejnych punktów.

Idź przed siebie i rozglądaj się dookoła.
Zwracaj uwagę na każdy szczegół.
Włącz wszystkie zmysły.
Bądź obecny.
Żyj tym.
Bądź.

Według preferencji - możesz chodzić z papierową (ważny szczegół!) mapą, pytać ludzi o drogę lub - uwaga, opcja najlepsza z najlepszych - "zgubić się". Piszę w cudzysłowie, bo to jest takie świadome błądzenie, to inne wychodzi raczej w sposób nieplanowany. Fajnie jest się tak gubić w różnych miejscach. To chyba dopiero wtedy prawdziwie poznajesz to miejsce, do którego cię przywiało. To chyba jest właśnie podróżowanie. To chyba nie jest do końca turystyka.

Osobiście korzystam z tego przewodnika w jakichś 90% podróży. Jasne, ma swoje wady i zalety, ale jak na razie to więcej na nim zyskałam niż straciłam. Nauczyłam się spontanicznie podróżować komunikacją miejską. Nauczyłam się uciekać przed turystycznym tłumem. Odkryłam miejsca, które były wyrwane z rzeczywistości danego miasta/kraju. Nauczyłam się zaczepiać obcych i pytać o drogę. Zobaczyłam, jak fajnie jest po prostu spacerować... no i szalenie biegać (tak z radości, z nadmiaru energii!). Odkryłam, jaką cudowną sprawą są pikniki. Zakochałam się jeszcze bardziej w parkach i kościołach... Oczywiście, były takie miejsca, do których nie trafiłam, choć Internety krzyczały, że to jest to, co musisz tam zobaczyć. Jednak najczęściej to się nie zdarza - jakoś i tak się w nie zawędruje, serio! 

Polecam błądzenie całym serduchem, to jest niezła lekcja pokory, odwagi, skupienia, cierpliwości... Myślę, że to jest właśnie ten rodzaj podróżowania, który pozwala nam odkrywać samych siebie. Odważysz się spróbować?

Chyba nigdy w żadnej książce nie zapełniłam stron przeznaczonych na notatki... Ale tutaj mamy sekcję komentarzy i jak najbardziej wam na to pozwalam! Śmiało dzielcie się swoimi refleksjami. Próbowaliście kiedyś podróżować w ten sposób? Jak  to się skończyło? A może macie lepsze sposoby na poznawanie świata? Chętnie o nich poczytam! :)


Życzę wam dużo uśmiechu i radości!
Przyszła wiosna... ♥


Obraz:
1. Augustus Leopold Egg "The travelling companions"
Muszę się czymś z Tobą podzielić!

Muszę się czymś z Tobą podzielić!

Ostatnio jakoś tak często o tym myślałam. Myślałam o życiu, o rzeczach, których doświadczam na tym jego etapie. O rzeczach, które odkrywam każdego dnia, a jest ich wiele. Nie ważne, że jestem na Ziemi już tyle lat - przecież każdy dzień przynosi coś nowego! Coś pięknego i wyjątkowego, czasem też coś, co jest dla nas trudne. 


Każdy z nas to chłonie. Chłonie piękno, czy tego chce, czy nie chce. Wiecie co? To od nas zależy, co z tym wszystkim zrobimy. Jak wykorzystamy to, co otrzymujemy każdego dnia za darmo. Co zrobimy z niespodziankami, z drobnymi odkryciami i radościami.

Są takie rzeczy, których nie można zostawiać dla samego siebie. Po prostu nie i koniec. Są jak ogień wypalający nas od środka, ogień, który musi się rozprzestrzeniać. Pozytywnie rozprzestrzeniać, bo właśnie o tym chcę dziś napisać. Chcę to głosić wszędzie, bo wierzę, że to coś, czego dziś potrzebujemy.

Potrzebujemy się ze sobą dzielić.

Osoby sprytne mogą chórem zawołać, że po to właśnie korzystamy z mediów społecznościowych - aby dzielić się swoim życiem z innymi. Tak, te osoby mają częściowo rację. Ale czy takie media nie spłycają tego wszystkiego? Dzielimy się tyloma rzeczami, że zaczynamy ślepnąć na to, co rzeczywiście nas otacza. Żyjemy życiem innych ludzi, a nie do końca swoim, uważając je za nieidealne. Nikt nie ma idealnego życia, pora to zrozumieć.


A jednak będzie o dzieleniu się. Może trochę od innej strony, a może tylko mi się tak wydaje. Jaka jest prawda, którą odkrywam każdego dnia?

Nie możemy zatrzymywać dobra dla samych siebie.
Dobrymi rzeczami trzeba się dzielić ze światem.

Wydaje się, że coraz mniej ich mamy. Dzisiejsze społeczeństwo jest mocno nastawione na chomikowanie wszystkiego. Bo ktoś może ukraść, ktoś może zranić, wykorzystać, zniszczyć. Żyjemy zamknięci we własne bańki komfortu. Poznajemy świat i go akceptujemy. Może nawet się nim zachwycimy, ale skryjemy ten zachwyt gdzieś głęboko w sobie.

Przestańmy, proszę - przestańmy. Pora zmienić myślenie i postępowanie. To nie jest to, czego świat potrzebuje, to nie jest coś naturalnego. Czas na małą rewolucję, coś na prawdę drobnego, coś, co z pewnością zaowocuje. 

Doświadczyłeś dobra? Przekaż dobro dalej, ktoś inny też tego potrzebuje.
Odkryłeś coś niesamowitego? Piękne miejsce, piosenkę, cytat... To może być cokolwiek! Podziel się tym z kimś. Podziel się zachwytem. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo ta osoba może w tym momencie tego potrzebować. Czasem to nic wielkiego, ale najprostsze gesty mają chyba największą moc.


Dlatego właśnie działajmy. Znów to powtórzę - dobrymi rzeczami trzeba się dzielić! To nie musi być nic wielce natchnionego. Cytat, obrazek, piosenka... Nie bójmy się zalewać świata małymi, dobrymi rzeczami. On już tonie w tragediach, konfliktach i problemach. Wierzę, że każda dobra rzecz przywraca mu trochę światła. To nic trudnego, a  tak wiele może zmienić.

Dzielicie się swoimi odkryciami? A może chcielibyście spróbować? Czemu by nie zacząć już teraz i napisać o tym w komentarzu? Chętnie poczytam o tym, co dobrego ostatnio znaleźliście!

Pięknego dnia! Do zobaczenia!


Ps. Żeby to nie były puste słowa, chciałabym rozkręcić na fanpage'u akcję DZIELNIK, w ramach której co jakiś czas będę udostępniała dobre rzeczy, które udało mi się odkryć. Zapraszam do obserwacji!


Obrazy:
Nimi też trzeba się dzielić! John William Waterhouse już pojawił się na moim blogu, ale tak lubię twórczość tego artysty, że przy okazji takiego wpisu znów chciałabym przybliżyć wam kilka jego dzieł... Mają w sobie coś niesamowitego!
1. "A Tale From The Decameron"
2. "The Mystic Wood"
3. "The Enchanted Garden"

2018 - byłeś dobrym rokiem!

2018 - byłeś dobrym rokiem!

To śmieszne, jak ktoś kiedyś sztucznie podzielił czas, zamykając go w szufladkach opisanych kolejno karteczkami... 1999, 2000, 2001... I tak dalej, i tak dalej. Mamy 12 miesięcy (choć ja nadal będę uważała, że powinno ich być 13) i w pewnym momencie przychodzi taka noc, gdy one wszystkie już minęły i kolejka zaczyna się od nowa. No więc - ta kolejka właśnie zaczęła się od nowa. Otrzymaliśmy kolejną szufladkę, na którą ktoś przykleił białą karteczkę z  czterema wykaligrafowanymi cyframi - 2 0 1 9. Co do niej powrzucamy?



To dzień wspomnień i nadziei. Podsumowań i planów. Szaleństwa? A może bardziej refleksji? Tej refleksji dziś tak bardzo brakuje... W takim razie więc dorzucę coś od siebie, a nóż ktoś się zainspiruje, przysiądzie gdzieś w kącie i przez chwilę pomyśli, jeśli wcześniej nie miał ku temu okazji.

Zaglądam do szuflady oznaczonej pożółkłą karteczką. Tak, to ta dobra - ostatnie dwie cyfry to 1 i 8. Na dnie leżą niechlujnie rozrzucone notatki z pokreślonymi obliczeniami, streszczenie "Lalki" Bolesława Prusa i karta z egzaminu na prawo jazdy - pozytywna. Gdzieś w kącie zapodziały się muszelki i troszkę piasku znad morza. Spod sterty wakacyjnych zdjęć wystaje pomięta legitymacja szkolna z trzema pieczątkami - już więcej mi się nie przyda. Odnajduję kilka szkiców i przemyśleń niechlujnie spisywanych tuż przed zaśnięciem. Jest też identyfikator z obozu żeglarskiego i kilka znaczków pocztowych za 5 groszy. Na ulotkach różnych stowarzyszeń studenckich leżą dumnie pamiątki z ostatniej  podróży odbytej w minionym roku - karta na metro i kolorowa mapa Madrytu. Gdy na nie spoglądam, od razu robi mi się ciepło. To były cudowne dni...



Byłeś dobrym rokiem, 2018! Tak bardzo cieszę się, że mogę z uśmiechem powiedzieć to właśnie dziś. Oczywiście, nie każdy dzień był idealny, nie myślcie sobie. Ale dużo dobra się wydarzyło przez te ostatnie 12 miesięcy. Zdobyłam wiele szczytów, które wydawały się nie tak dawno niemalże abstrakcyjne - zdałam maturę, podjęłam pierwszą pracę, która dawała mi każdego dnia ogromną radość i satysfakcję, dostałam się na studia, na których, wbrew początkowym obawom, na prawdę się odnalazłam, przeprowadziłam się do dużego miasta. Przeżyłam dużo przygód w różnych zakątkach Polski i Europy. Poznałam wielu niesamowitych ludzi z którymi uwielbiam dziś rozmawiać i spędzać czas.

Gdy patrzę wstecz, wiem, że nie zawsze było idealnie. Patrzę jeszcze raz na zdarzenia, którym zabrakło tej pozytywnej iskierki. One też były mi potrzebne. Czy to absurd, że tym, co trudne, a nie raz nawet bolesne, można się cieszyć? Gdyby nie te doświadczenia, nie byłabym dziś sobą. Teraz patrzę z wdzięcznością na te wszystkie momenty, w których coś nie wyszło... To one były dla mnie największą lekcją życia. To dzięki nim poznałam bardziej siebie. To dzięki nim wiem, na co dziś uważać, czego unikać, jak działać w pewnych sytuacjach. Dziękować, za to, co trudne - czy ktoś pamięta jeszcze o tej praktyce?



Byłeś dobrym rokiem, 2018! Już wiele twoich dni umknęło mojej pamięci. Zawsze tak jest. Odegrałeś jednak ważną rolę w moim życiu. Byłeś prawdziwym przewrotem, gigantyczną rewolucją. Pewnie nie pierwszą i nie ostatnią. Ale to właśnie tutaj coś się skończyło i coś zaczęło. Byłeś prawdziwie dobrym rokiem. 

Witaj 2019! Jesteś. Będziesz - jaki? 

Nie mam postanowień, mogę je podejmować każdego dnia. U progu tego nowego roku chcę jednak otworzyć się jak najbardziej na to, co przyniesie nadchodzący czas. Na radości, smutki, trudności i nowe wyzwania. Na ludzi i zdarzenia. Nie spodziewam się niczego, nie mam żadnych wymagań. Lubię, gdy życie mnie zaskakuje - to właśnie wówczas dzieją się największa Cuda. Nie nastawiam się na fajerwerki, wtedy mogę uniknąć rozczarowania. Jestem ciekawa każdego dnia, nie mogę doczekać się kolejnej chwili - co przyniesie..?




***

Z ogromnym uśmiechem patrzę, jak prezentuje się rok 2018 na Bezpustkowiu. Opublikowałam aż (bez śmiechów, dla mnie to na prawdę dużo!) 25 wpisów. W każdy włożyłam swoje serce, jestem na prawdę zadowolona z tych swoich małych internetowych dzieł. Blog doczekał się także swojego skromnego fanpage'a na Facebooku. Każdego miesiąca jakimś cudem wpadało tu ok. 400 osób. Proszę, powiedzcie mi, jak to się stało? Skąd przyszliście? Bardzo się cieszę, że tu jesteście. Nawet, jeśli siedzicie cichutko, to każdemu osobiście chciałabym powiedzieć - DZIĘKUJĘ! Być może tego nie wiecie, ale wasze słowa dają mi niesamowicie dużo ciepła, radości i siły do dalszego pisania. Jesteście wielcy! 

Powspominajmy... Może było coś, co wyjątkowo urzekło Cię w minionym roku? Oto przegląd wcześniej wspomnianych wpisów, które udało mi się opublikować...


  1. Przemyślenia i ucieczka z pralki
  2. Książki - początki i czarna dziura
  3. Radość to...
  4. O serialach słów kilka
  5. Piotruś Pan nie pije kawy
  6. Nie bądź kurą - jak pisać ładniej?
  7. Co powiedziałbyś kiedyś?
  8. Jak to jest z tym podróżowaniem?
  9. Ucieknijmy!
  10. Życie jak z książki - 3 zasady
  11. Matura - z perspektywy czasu
  12. Czego oczekujesz od życia?
  13. Każdy ma historię do opowiedzenia
  14. Światy o których zapomnieliśmy
  15. O kolekcjonowaniu słów
  16. Jak czarują Mazury?
  17. Przyszła jesień
  18. Czego słuchasz?
  19. Polacy czytają książki
  20. Za co jesteś dzisiaj wdzięczny?
  21. Patria znaczy ojczyzna
  22. Kwiaty w pudełku
  23. Jak zakochać się w sztuce?
  24. To, co było już nie wróci
  25. Ciastko zwane poezją


Jeszcze raz dziękuję wam za wszystko...
Oby ten rok był dla was na prawdę piękny i wyjątkowy!
Do zobaczenia wkrótce!


Wszystkie obrazy są autorstwa irańskiego malarza, Mahmooda Sabzi'ego.



Za co jesteś dzisiaj wdzięczny?

Za co jesteś dzisiaj wdzięczny?

Piątkowe poranki - lubię ten czas. Siedzę przy stoliku z kubkiem gorącej herbaty pod ręką i co chwila wyglądam za okna by nadziwić się Krakowem skąpanym w białej gęstej mgle (no dobrze, może niekoniecznie jest to mgła...). W tle leci leniwa muzyka. Jest czas. Mogę oddać się tej cudownej chwili i pisać, pisać, pisać...


Stworzyć zarys sytuacyjny - zrobione. Mam nadzieję, że czytasz to w równie miłych okolicznościach. Jeśli nie - zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie taką chwilę, gdy czujesz się na prawdę dobrze i bezpiecznie. Rozpłyń się w niej, rozkoszuj się nią. Dopiero wtedy zacznij czytać dalej. Mam nadzieję, że to będzie wpis w pewien sposób ważny dla Ciebie. No to - zaczynamy!

O wdzięczności mówi się zbyt często. Tak często, że zaczęliśmy ten temat traktować jako coś oczywistego. No niby gdzieś tam jest i tyle. Idziemy dalej przez życie, bez żadnej rewolucji. Z drugiej strony widzę, że mówi się o niej też zbyt rzadko. Informacje nie docierają do każdego. A każdy ma prawo spróbować w życiu czegoś nowego. Może doliczysz ten tekst jako kolejny do puli przeczytanych wywodów na ten temat. Chciałabym jednak, żeby było tutaj troszkę inaczej. Żebyś na prawdę zaczął działać, kochany czytelniku, kochana czytelniczko.


Chcę Was zachęcić to patrzenia na życie z wdzięcznością. Brzmi radykalnie? Przecież codziennie dotyka nas tak wiele problemów! Ratunek przychodzi jednak w drobnej zmianie punktu widzenia. Bardzo drobnej. Zasada jest banalna i to do niej jednej cały ten wpis mógłby się sprowadzać:

W każdej chwili spróbuj znaleźć tą odrobinkę (a może i ogrom!) dobra. Uchwyć się go i żyj nim. Podziękuj - bądź wdzięczny. Szybko odkryjesz ile cudowności jest w pozornie szarej rzeczywistości.

Tylko tyle, czy aż tyle? Korzyści jest z pewnością wiele, ale to już niech każdy oceni we własnym zakresie. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że gdy zaczęłam żyć z wdzięcznością, w moim życiu odkryłam wiele szczególików, których wcześniej nie dostrzegałam. Wiele niezwykle dobrych rzeczy, dobrych ludzi, dobrych momentów, którymi jestem otoczona, ale na co dzień o nich nie myślę. Dlaczego? Bo stały się nieodłączną częścią mojego życia. Czymś na pozór normalnym i oczywistym. Gdy dziękuję, za to, co już mam, czuję, że nie potrzebuję do szczęścia dużo więcej. Nie muszę daleko szukać - dobro już przy mnie jest. Wystarczy go odkryć.


Tyle z teorii. Przejdźmy do działania, bo, jak wspomniałam na wstępie, chciałabym, abyście na prawdę zaczęli działać. Już mówię, jak!

Przygotuj sobie zeszyt / wyznacz miejsce w Bullet Journalu / pamiętniku / czymś podobnym. Proszę Cię jednak, żeby koniecznie było to coś papierowego. Coś, co można na prawdę chwycić do ręki, obrócić, otworzyć, zagiąć róg strony... Każdego wieczoru siądź spokojnie (to będą tylko 3 minutki!) i pomyśl - za co dziś jesteś wdzięczny / wdzięczna? Odpowiedź koniecznie zapisz (niezapisane myśli szybko umykają, nie wystarczy pomyśleć). Użyj do tego  ulubionego długopisu / pióra / mazaka / kolorowej kredki. Spraw po prostu, żeby ta chwila była dla Ciebie przyjemnością, a nie kolejną wieczorną rutyną. Codziennie staraj się odkryć coś nowego. Po jakimś czasie w Twoim dzienniku stworzy się całkiem niezła "Lista Wdzięczności". Przeglądaj ją raz na jakiś czas... Zobaczysz ile dobra otacza cię każdego dnia ☺

No to co, przyjmujecie wyzwanie? Za co jesteście dzisiaj wdzięczni?

Dziękuję za tą wspólnie spędzoną chwilę. Mam nadzieję, że masz na prawdę dobry dzień. Życzę Ci mnóstwa radości i uśmiechu! ☺



Obrazy:
Frederick Childe Hassam
1. "Summer Evening"
2. "Bowl of Goldfish"
3. "Mrs Hassam at Villiers le Bel
Jak czarują Mazury?

Jak czarują Mazury?

Dokładnie tydzień temu wróciłam z Mazur. Jak to się stało, że znalazłam się akurat w tej części Polski? Przecież zawsze zarzekałam się, że jeziora są niesamowicie nudne, że nic ciekawego nie można tam robić. Bo to tylko jakaś dziura z wodą. Poza tym - ja? Zadeklarowana miłośniczka gór i wszelkich wyżyn? No dobrze, nad morze też chętnie pojadę... No ale morze, to morze! Ten ciepły piasek, bądź kamyczki. Ten bezmiar wody - i to nie takiej zwyczajnej, a słonej. Falowanie. Parawanowanie. Budzenie się na wschody słońca i zachwycanie się zachodami. Kukuryyydza! Gorąca kukurydza!





A jednak. w tym roku pojawiłam się na Mazurach. Co mogę powiedzieć? Kochani, nigdy nie odbierajcie szansy żadnemu miejscu na mapie! A na pewno nie Mazurom. To trzeba zobaczyć. Pamiętacie może konkurs na 7 Cudów Natury? No właśnie. Tak się składa, że Mazury brały w nim udział. To już o czymś świadczy, co nie?

Była nas ponad setka. Przyszli studenci pewnej polskiej uczelni. Pływaliśmy jachtami, jedliśmy na jachtach i spaliśmy na jachtach. Wieczorem często rozpalaliśmy ogniska, żeby pośpiewać trochę szant. Poznałam wielu niesamowicie ciekawych ludzi - mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda mi się z nimi spotkać. Atmosfera? Jeziorno - żeglarska, taka dosyć specyficzna. Czy mi się podobało? Oczywiście, że tak!

Mazury chyba jakoś czarują ludzi, którzy tam przyjeżdżają. Ja - taka ogromna przeciwniczka jezior! A teraz mówię, że chętnie wróciłabym popływać. Po prostu było urokliwie. Co mnie zachwyciło? A no parę rzeczy...



Bezmiar wody
- ten moment, kiedy jesteś na środku jeziora, siadasz na łódce i machasz wesoło nogami. A pod tobą woda, woda i jeszcze raz woda. Bardzo dużo wody. Patrzysz w dół i widzisz mokry ciemny granat, a pod nim już tylko czerń. Woda jest spokojna. Taka gigantyczna kałuża po lodowcu.

Zielono mi
- rozwój turystyki niszczy wiele środowisk naturalnych. Tutaj może działa unikatowość terenu, jakieś tam regulacje prawne... No nie wiem, nie znam się na rzeczy. W każdym razie - brzegi jezior były na prawdę dzikie. Dla mnie to na prawdę istotny punkt, jako, że jestem miłośniczką wszystkiego, czego nie tknął się człowiek. Ku mojemu zaskoczeniu - tutaj też były takie miejsca!

Gwiazdy - kiedy zminimalizujesz 'zanieczyszczenie świetlne' niebo stroi się dla ciebie w podzięce. A tak na serio - widać było wiele, w tym nawet drogę mleczną! Nie mieszkam w dużym mieście, gwiazdy nad moim domem widać dosyć dobrze. Ale to, co zobaczyłam na Mazurach powaliło mnie z nóg. Stałam jak wryta z głową zadartą do góry. Myślę, że mogłabym spędzić tak całą noc. A może i nie tylko jedną...

Żeglowanie - to był mój debiut. Pierwszy raz wiązałam węzły na tyle różnych sposobów. W sumie, to mam wrażenie, że ta łódka składała się w 80% z różnej długości, grubości i kolorów sznurów. Powolne i szybkie sunięcie po tafli jeziora, w żarze słońca, cieniu żagla i pod chmurkami w deszczu. Leniwe godziny i emocjonujące zwroty. Tego nie da się opisać słowami. To jest coś, czego trzeba doświadczyć.



Wróciłam po tygodniu przepełniona radością oraz zachwytem. Cieszę się, że mogłam spróbować w swoim życiu czegoś całkiem nowego. Nie bójcie się wkraczać w nieznane - to może okazać się na prawdę niezapomnianą przygodą! W moim przypadku było właśnie tak. Mam nadzieję, że dane mi będzie spędzić w moim życiu troszkę więcej czasu pod żaglami, nie tylko na Mazurach. A nawet jeśli tylko - wcale się nie obrażę, chętnie wrócę tam po więcej! Ahoj!

Byliście kiedyś na Mazurach? Żeglowaliście? A może spotkała was niedawno jakaś inna niezwykła przygoda? Podzielcie się śmiało w komentarzu


*Wszystkie zamieszczone tu zdjęcia są mojego autorstwa. Proszę ich nie kopiować i wykorzystywać bez mojej zgody.
Copyright © 2014 Bezpustkowie , Blogger